WP21.4 Wytrwać aż do celu

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Idąc przez pustynię, dążąc przez pustkowie trzeba mieć obrany azymut. Kierunek, cel drogi. Aby nie zmarnować sił, by dojśc szybko i sprawnie do celu trzeba iść po linii prostej. Zbaczanie z drogi, wycieczki na rozpalone słońcem wydmy potrafi być śmiertelnie niebezpieczne. Człowiek może stracić siły, pobłądzić i nigdy nie odnaleźc pierwotnej prostej drogi do celu…

Bóg daje cały czas drogowskazy. On nigdy nam nic nie nakazuje, nigdy nas nie wiąże i nie ciagnie w konkretnym kierunku. Zawsze daje nam drogowskaz, nie narzuca się ale daje nam wybrać w wolności serca, czy chcemy podążyć za Jego głosem, czy może iśc swoimi drogami…

Marsz przez pustynię, marsz na szczyt Golgoty jest marszem cały czas pod górę, wąskim szlakiem, z którego łatwo zboczyć. Bóg zawsze prowadzi nas KU GÓRZE! Każdy kto wybrał się na szlak wie, że dojście do celu wymaga nieraz uporu, zapracia się, cierpliwości, wytrwałości i skupienia na celu. Te cechy w przestrzeni ducha wydają się być zapomniane w świacie XXI wieku – w swiecie konsumpcjonizmu, szybkich rozwiązań. Nie ma duchowych fast-foodów. Taki pokar dla duszy jest tak samo trujący jak dla ciała ciągłe karmienie się szybkimi przekąskami.

Jezus nieraz powtarzał – że najważniejsza w drodze chrześcijanina jest wytrwałość – kto wytrwa do końca, ten będzei zbawiony! Jeśli Jezus tak często to powtarzał i na tak wiele sposobów, to znaczy że zna ludzką naturę i wie, że będzie z tym dyżu problem. Zna słomiany zapał ludzkiej natury. Po pierwszym ogniu zachwytu, po pierwszym zachłyśniećiu się ogniem Ducha, potem przychodzi ciemna noc oczyszczenia. Trudna, oschła, cierpka. Ale właśnie w tej nocy dokonują się największe przemiany i największe kroki naprzód. Człowiek jednak nie lubi się przedzierać przez przeciwności i trudności – wielu szybko rezygnuje – poddaje się – zawraca!

UPÓR I CIERPLIWOŚĆ – to jest droga chrześcijańska, której uczy się każy z nas w czasie Wielkiego Postu. Cierpliwe i uparte robienie kroku po kroku przez 40 dni – ku celowi – ku Zmartwychwstaniu Pana. Prawdziwe chrześcijaństwo to nei nowe stetyczne, miłe wielkie, rozognione doznania. To są chwile wytchnienia i oddechu. Ale prawdiwe chrześcijaństwo realizuje się w trudzie codzienności. Prawdziwe chrześcijaństwo to konretne czyny odzwierciedlajace Miłość. Nie intelektualizowanie, mędrkowanie, idee, wymuskane kwieciste treści. A tu chodzi o postawy i praktyki. O miłość bardzo twardo stąpajacą po ziemi – bardzo praktyczną i konkretną.

Tak mówi Pan Bóg: „Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. Twoi ludzie odbudują prastare zwaliska, wzniesiesz fundamenty pokoleń. I będą cię nazywać naprawiaczem wyłomów, odnowicielem uliczek – na zamieszkanie. Jeśli powściągniesz nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Pana – czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich, wtedy znajdziesz rozkosz w Panu. Ja cię powiodę w triumfie przez wyżyny kraju, karmić cię będę dziedzictwem Jakuba, twojego ojca. Albowiem usta Pańskie to wyrzekły”. (Iz 58, 9b-14)

A postawy – zwłaszcza te duchowe – trzeba ćwiczyć. Postawy się buduje ćwicząc je. Na sucho. a potem w kontrolowanych warunkach, by wreszcie stosować je w codzienności. W duchowości także. Najpierw uświadomienie, potem badanie i ćwiczenie duchowe w samotności, potem we wspólnocie. Tak aż wejdzie do kanonu życia. Najbardziej niezwykła jest droga nawrócenia i powołania. Łaska zawrócenia ze złej drogi na ten właściwy szlak i potem wołanie Pana. Sukcesywne leczenie… Coś czego nie rozumieli faryzeusze, czego nie rozumie współczesny świat:

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: „Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników”. (Łk 5, 27-32)

ZNIECHĘCENIE, SKAKANIE Z JEDNEJ DUCHOWOŚCI W DRUGĄ, TO PRAWDZIWA PRZEGRANA! CEL NADAJE SENS TEMU TRUDOWI. CIERPLIWEMU PRZEDZIERANIU SIĘ!

Jezus w Ogrójcu powtarza na okrągło dokłądnie tą samą frazę. Tą samą modlitwę. Te same słowa.

Ważna jest też cierpliwość i spokój. Podchodzenie do życia wewnętrznego ze spokojem. Powoli. Cierpliwie. Raz, drugi, piąty nie wyszło. Zmieniam lekko metodę. Zastanawiam się czemu nie wychodzi. I próbuję jeszcze raz. Znów lekka korekcja i jeszcze raz. Potrzeba także świadomości swej słąbości i usilnego wołania o Bożą łaskę – bo bez niej nie uda się dojść do celu…

Naucz mnie chodzić drogą Twojej prawdy

Nakłoń swego ucha i wysłuchaj mnie, Panie,
bo biedny jestem i ubogi.
Strzeż mojej duszy, bo jestem pobożny,
zbaw sługę Twego, który ufa Tobie,
Ty jesteś moim Bogiem.

Panie, zmiłuj się nade mną,
bo nieustannie wołam do Ciebie.
Uraduj duszę swego sługi,
ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę.

Ty bowiem, Panie, jesteś dobry i łaskawy,
pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją
i zważ na głos mojej prośby.
(Ps 86 (85), 1b-2. 3-4. 5-6)

Weź Mamo i przyjmij calą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko co mam i posiadam – z ręki Boga to wszystko pochodzi – weź to Mamo i rozporzadzaj tym według woli Boga. Udoskonal ten dar, jak tylko Ty Matko potrafisz, by stał się miłą Bogu ofiarą. I zanieś go przed Tron Boga w Niebie.

Przynieś mi tylko – o Pośredniczko – Miłość i Łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.

WP21.3 Trwać w łasce chwili i miejsca

Tagi

, , , , , , , ,

Wejście na ścieżkę przez pustynię. Exodus do którego zaprasza Wielki Post. Droga 40 dni to WALKA. U początku trzeba zrozumieć na czym ta walka będzie polegała. Jezus wyszedł na pustynię i Ewangelia opisuje Go walczącego na pustyni. Post, modlitwa i wyrzeczenia a następnie walka w przestrzeni ducha. Walka z pokusami. On jednak siedział zanurzony w Słowie. Nie dał się wynęcić Szatanowi i jego obietnicom.

Jezus będzie nas w tej drodze obdarzał łaskami nie naruszając naszej wolności. Będzie mówił przez Słowo, rozjaśniał zawiłości, rozplątywał węzły naszego życia, umacniał w postanowieniach, przynosił pokój i radość.

Szatan zaś będzie się starał usilnie nas odwieść. Strasząc lub nęcąc. Będzie chciał nas pozbawić wolności. Będzie zagłuszał, osłabiał, przygnębiał i przede wszystkim ZNIECHĘCAŁ do podjęcia kolejnego kroku.

Szatan na pustyni buduje FATAMORGANY – wpływa na wyobraźnię. Wynęca z głębin ducha ku powierzchowności życia i rzeczy. Inną jego metodą jest budowanie napięcia przez strach – przywoływanie duchów przeszłości. Porażek, strat, przegranych.

To co trzeba uczynić to trwać TU i TERAZ. Wszystko dokonuje się w czasie i przestrzeni. Jeśli Bóg coś zamierza tu i teraz, w tym miejscu i w tym czasie to daje ogromną łaskę miejsca i czasu. Dar który już się nie powtórzy w innym miejscu lub innym czasie. Gdy Bóg daje tu i teraz to potrzeba być tu i teraz. Dziś. W tym miejscu gdzie jestem i z tej łaski skorzystać. Szatan zrobi zaś wszystko by mnie z tej chwili i miejsca wybić. Odwieść. Rozproszyć skupienie na Bogu. Bym tylko nie był cały w tej przestrzeni ducha.

Robi to prosto. Przez wyobraźnię – przypomina nam przeszłość. Głównie to, co wiązało sie z dużymi negatywnymi emocjami. Tam gdzie był strach, porażka. Albo też prowadzi w wyobraźni w przyszłość. W obietnice i wyobrażenia albo troski przyszłości.

A Jezus mówi by starać się wpierw o Królestwo Boga, bo nie mogę dodać nawet chwili do mojego życia… Czy gdzie indziej – że dosyć ma dzień swojej biedy.

Szatan będzie szukał zaczepów dla kuszenia. Uczuć, nie zamkniętych spraw, nie przebaczonych win, nieufność wobec Boga, wyobrażenia i ambicje – „kim ja to nie zostanę, co ja nie zrobię….”  Albo straszy – „Co to będzie, jak ja sobie poradzę…”. Szatan prowadzi w fikcję. Bo tego czasu o którym rozmyślamy albo już nie ma albo jeszcze nie ma i nie będzie… To tylko wyobrażenie…!

A człowiek ma być spokojny, uporządkowany, żyć w ładzie i być tu i teraz. Tylko Tyle. Trwać cierpliwie w Bogu.

Jest czas postu, więc trzeba się skupić na poście a nie na lawirowaniu między tym co Boże i tym co codzienne. Bo Szatan na tym zbuduje swoją narrację i sprowadzi nas z właściwej ścieżki:

Tak mówi Pan Bóg: „Krzycz na całe gardło, nie przestawaj! Podnoś głos twój jak trąba! Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy! Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje drogi, jak naród, który kocha sprawiedliwość i nie porzuca prawa swego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: „Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Ty tego nie uznałeś?” Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich swoich robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród niegodziwego walenia pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!” (Iz 58, 1-9a)

Cała sztuka polega na właściwym rozpoznaniu czasu! Gdzie jest Pan! Jaki teraz jest czas! Jak odpowiedzieć na tą łaskę chwili i miejsca?

Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?” Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć”. (Mt 9, 14-15)

Nastawić serce we właściwym kierunku i tam sukcesywnie iść. Krok po kroku. Minuta po minucie…

Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli, a Pan Bóg będzie z wami. (Am 5, 14)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją,wolę moją pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. To wszystko pochodzi z ręki Boga i jest Jego darem. Ty Matko tym rozporządzaj według woli Boga, którą znasz. Przygotuj to wszystko by było miła Bogu Ofiarą.

Przynieś mi tylko Miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

WP21.2 Wypłynąć na głębiny

Tagi

, , , , , , ,

Dzisiejszy swiat mocno ciągnie ku powierzchni, ku trwaniu przy brzegu w obecności tłumów na plaży. Do poazywania się na prawo i lewo, zdobywania poklasku i lajków. Ciągłe zadowalanie innych, dbanie o wizerunek – taka droga wycieńcza, by w końcu doprowadzić do frustracji, stawiania sobie wymagań i celów które są nie osiagalne dla człowieka. Prowadzi do podążnia w kierunku, który nie daje satysfakcji – cięgle więcej i więcej i ciągle nie ma nasycenia.

JEzus proponuje coś innego – proponuje popłynąć w samtność ducha. Wypłynąć w ciszę jeziora, z dala od ludzi na same głebiny. Zzufać i zaryzykować dla Niego. To tam rozbicie zamienia się harmonię, zabieganie, w uspokojenie i zatrzymanie się. Zadowalanie tłumu zminia się w spojrzenie w kierunku tego, który może dać spełnienie i wypełnienie wszelkich ludzkich pragnień.

Bóg nie pragnie brnięcia w skomplikowanie, niejasności, filozofie, inteletualizowanie. On mówi, że tajemnice Królestwa pojmują ludzie prostego serca. Tu nie ma komplikacji. Prosta dziecięca wiara i miłość. Tyle! Słuchać Taty i iść za Jego głosem. Materializm zmienia się w Personalizm. Na głębinach rzeczy materialne przestaja mieć znaczenie – zaczyna się coraz silniejsze pytanie o to kim jestem, skąd przyszedłem i dokąd podążam. Człowiek oddalajac się od tłumu ludzi zanurza się w ciszę i zaczyna słyszeć swóją osobę – zaczyna słyszeć delikatny głos ducha. Nie zagłuszony =, spokojny, czysty.

Bóg MIŁOSIERNY  – Bóg przebaczajacy, Bóg wołajacy do Nawrócenia – do wypłynięcia na głębiny serca. Do oderwania od wszystkiego tego co przykuwa wzrok odwracajać go od Boga. Nawrócenie to droga, pielgrzymka, to podróż w łódce na sam srodek jeziora – ku największym głębinom… głębinom serca.

Bóg nieraz pokruszy nam lód pod nogami. Wydaje nam się że stoimy bezpiecznie i stabilnie. Że panujemy and życiem. Wpatrujemy sie w tłum. Zabawiamy świat. Ale Bóg pragnie byśmy byli prawdziwie szczęśliwi. Nieraz skruszy ten lód, byśmy doświadczyli tego co Piotr próbujacy sam chodzić po falach. Byśmy się zaczęli topić. Zanurzać. Byśmy pojeli kto tak na rpawde panuje nad światem i naszym zyciem.

Bóg sprawi że zapąłcę może ogromną cenę – ogromną w moim mneimaniu – ale za rzecz bezcenną, za nawrócenie, jedność z nim i drogę ki wieczności w szczęściu.

Bóg woła w czasie Wielkiego Postu na pustynię – w ciszę, nagi bezkres pustyni. Śwait bez rzeczy materialnych. Świat gdzie zabiera się tylko to co najpotrzebniejsze, by ograniczyć bagaż. Bóg na pustyni łamał grzesznych ludzi, nawracał, prowadził w Exodusie do nowego lepszego życia – życia w wolności. Na pustyni objawia się prawda o ludzkim sercu. To tam zaczyna się konfrontacja. W Egipcie lud izraela był zjednoczony pod jarzmem. Na pustyni zaczynają uciekać w bałwochwalstwo, narzekanie, odrzucanie Boga, szukanie innych dróg. Ale też tam dokonuje się przymierze, radosć wyzwolenia, wielkie cuda. Pustynia obnaża serce z zasłon! Pozwala się skonfrontować z prawdziwym JA!

BY DOJŚC DO RAJU, TRZEBA PRZEJSĆ PRZEZ PUSTYNIĘ.

BÓG WYPROWADZA NA PUSTYNIĘ BO CHCE MÓWIĆ DO SERCA – PRAGNIE BY ZNIKNAŁ SZUM CODZIENNOŚCI I BYŚMY MOGLI WRESZCIE USŁYSZEĆ JEGO GŁOS.

Bóg jednak nic nie zrobi na siłę – to musi być nasza decyzja – On tylko zaproponuje:

Mojżesz powiedział do ludu: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon cudzym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi”. (Pwt 30, 15-20)

Potrzeba nam zaufać. Podjąć decyzję i trzymać się tej decyzji potępując wgłąb pustyni. Iść krok po kroku w stronę głębiny, oddalajać się od materializmu tego swiata.

Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu

Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.

On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane.

Co innego grzesznicy:
są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
Albowiem droga sprawiedliwych jest Panu znana,
a droga występnych zaginie.
(Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6)

Goły szczyt wzgórza golgoty, śmietnisko za miastem. To swoiste pustkowie – pustynia – na której dokonay się największe wydarzenia w historii ludzkości – ZBAWIENIE. Jezsu pokazał jak tam dojść. Zaprzeć sie siebie. Zaczął od pustyni i 40 dniu postu. Będąc kuszonym przez szatana. Zaparł się samego siebie, swych pragnień. Walczył Słowem Bożym. I wygrał. Szatan wrócił by spotęgować swoje ataki przez cierpienie fizyczne, duchowe i psychiczne w czasie drogi krzyżowej. Jezus mimo, że był Bogiem, mógł tchnieneim warg zakończyć istnienie Ziemi, zaprł się samego siebie i szedł na szczyt Golgoty. Bo tak mocno i szaleńczo kocha człowieka.

To dla tej szalonej Miłości warto się zaprzeć siebie samego i pójść na pustkowie by słuchać Boga. By może wyjść na szczyt mojej golgoty i mieć udział w Zbawieniu – swój udział w budowaniu Królestwa Boga na Ziemi:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Potem mówił do wszystkich: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?” (Łk 9, 22-25)

Mamo weź i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam, z ręki Boga to pochodzi. Rozporządzaj tym wszystkim według woli Boga. Przygotuj to wszyskto jako dar doskonały na ołtarz Boga w Niebie – bo Ty Matko potrafisz przyozdobić tak marny dar w niesamowity sposób.

Przynieś mi tylko – o Pośredniczko – Miłość i Łąskę a one w zupłności mi wystarczą.

WP21.1 Nastawienie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Dziś rozpoczyna się Wielki Post 2021. W niezwykłych warunkach pandemii. Zmęczenia Pandemią, obostrzeniami, narastających niepokojów społecznych, coraz śmielszych ataków skierowanych na Kościół. Pustynia…

Rozpocyna się też kolejne 40 dni przygotowania na najwieksze wydarzenie w dziejach ludzkości. Wielkie 40-dniowe rekolekcje. „Żywy Bóg pragnie przemówić do ŻYWEGO człowieka”. Nie chce formuł, sztucznych praktyk, udawania przed innymi ludźmi swojej pobożności. Bóg dziś tak mocno mówi o tym, by pojawiła się serdeczna relacja. By się nawrócić, zawrócić ze złej drogi – ALE W SERCU! Nie w praktykach zewnetrznych – one maja tylko wyrażać nawrócenie serca, mają być odzwierciedleniem stanu ducha. A nie na odwrót. Nie mają być maską.

Rekolekcje jakimi jest Wielki Post mają być swoistym słcuhaniem, mówieniem do Boga, mają być spotkaniem a nie podróżą naukowo-intelektualną z elementami teatrzyku przed innymi ludźmi…! Bóg nas w tym roku ogołocił – wyprowadził na pustynię pandemii. Mało wokół nas ludzi przed którymi można coś zagrać. Można próbować w internecie, ale tu już trudniej o dramatyzm i oklaski od otaczającego tłumu.

Wejście w serce zaczyna się od modlitwy, postu i jałmużny…

Tak mówi Pan: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. Kto wie? Może znów się zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę pokarmową i płynną dla Pana, Boga waszego. Na Syjonie dmijcie w róg, zarządźcie święty post, ogłoście uroczyste zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci i niemowlęta! Niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty, a oblubienica ze swego pokoju! Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: „Zlituj się, Panie, nad ludem Twoim, nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?” A Pan zapłonął zazdrosną miłością ku swojej ziemi i zmiłował się nad swoim ludem. (Jl 2, 12-18)

PRorok Joel opisuje nieamowity czas. Ludzi zatopionych w rozważaniu swego wnętrza ze łzami na twarzach – łzami zalu, zę zranili Boga. Ze wzgórz rozlegaja się echem niskie miaowe dźwięki rogów. Ludzie się gromadzą razem. Składają ofiary jako zewnętrzny wyraz tego co się zaczyna – nawrócenia. Nikt się nie wymawia. Wszyscy wychodzą ze swych komnat, pokoi i gromadzą się by rozpocząć ten czas. W świątyni kapłani z serca, przez łzy wyrażają żal. Płaczą przed Bogiem. Dojmujący i niezwykły obraz nawrócenia…

To o co dziś woła Bóg to postawy. I od tego samego punktu ropoczął ćwiczenia sw. Ignacy. Właśnie od postawy zasłuchania, uprzedzajacej życzliwosći. Od otwartości na Boże napomnienie i Słowo.  Sw Ignacy zaczyna od przestrogi:

By zarówno dający Ćwiczenia Duchowne, jak i przyjmujący je bardziej pomagali sobie wzajemnie i postępowali [w dobrem], trzeba z góry założyć, że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić. (ĆD 22 – św. Ignacy)

Św Ignacy jak i prorok Joel wskazują raczej na braterstwo, bycie razem aniżeli an popisywanie się przed innymi i pokazywanie jakim to ja nie jestem kapitalnym chrześcijaninem. Bóg zna nasze serca i nie kupuje takich bajek! Wręcz przeciwnie – On widzi nasze serce i przyjmie taką ofiarę która będzie iddana w ukryciu – w cichości serca. Jeśli zapragnie byśmy stali się przykładem dla innych i ewangelizowali postawą, to sprawi, że ktoś zzewnątrz zobaczy naszą ofiarę. Ale najważneijsze w ofierze dla Boga – w poście modlitwie i jałmużnie jest właśnie nastawienie serca. Św. Ignacy zwraca nasze oczy na ludzi wokół w inny sposób – szukaj razem z nimi drogi do Boga – NIE POPISUJ SIĘ! NIE POKAZUJ ŻEŚ LEPSZY, MĄDRZEJSZY! Prowadź dialog. Upomnij jeśli ktoś błądzi.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Jezus poszukuje człowieka. Wiele razy pokazywał że nie chce być postrzegany jako gwaizdor i uzdrowiciel Izareal. PRagnie wchodzić z człowiekiem w dialog – intymny i osobisty. Często zabierał uczniów, osoby które chciał uzdrowić gdzieś na osobność. Prowadził dialog z samarytnaka rzy studi, rozmawiał z Nikodemem w nocy, szedł uzdrowić córkę Jaira sam, zabierał uczniów na pustynię… W świecie internetu i wszechobecnej komunikacji potrzeba właśnie takeigo czasu z Nim – SAM-NA-SAM!

Wzorem jest tu Maryja. Żyje w świecie. Widzi działanie Boga. Przyjmuje do serca a potem rozważa. Trawi ten pokarm duchowy w swoim sercu. Kontempluje. Wchodzi w jego głębię.

Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego. (Ps 95 (94), 8a. 7d)

Tu się zaczyna ta droga, od wsłuchania w Boga, od pojednania z Bogiem, od usuniecia tego co preszkadza, robi szum, od spowiedzi, Eucharystii gładzącej grzech lekki. Od spokojnego wejścia w dialog z Bogiem. Powoli – KROK-PO-KROKU przez 40 dni…

Bracia: W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem! On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. Współdziałając zaś z Nim, napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo: „W czasie pomyślnym wysłuchałem cię, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą”. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. (2 Kor 5, 20 – 6, 3)

Doswiadczenie Zmartwychwstania to łaska. Nawrócenei to łaska. Owoce rekolekcji, Wielkiego Postu to łaska. I jak przestrzega autor listu do Koryntian – nie można jej zmarnować. Ale jeszcze wcześniej – łaskę trzeba wymodlić – wyprosić – bo łaska to dar od Boga. Bóg jest źródłem łask.

Matko Najświętsza, weź i przyjmij całe moje życie, weż moją wolę, wolność, rozum i pamieć, weź wszystko co mam i posiadam – wszystko to pochodzi z rąk Boga jako Jego dar i łaska. Rozporzadzaj tym wszystkim Najświętsza Matko, która znasz wolę Boga i przygotuj to wszystko jako doskonały dar na ołtarz Boga w Niebie. Przynieś mi tylko Miłosć i Łaskę – o Pośredniczko – a one w zupełności mi wystarczą.

40 dni i nocy – już za moment

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

To do mnie Bóg dziś mówi jak do Noego. Idzie czas – 40 dni i nocy. Czas oczyszczenia i obmycia. Jeśli chcę ocalić moje życie muszę wyruszyć w podróż. Zaufać Bogu i ruszyć. Ziemia, moje życie, to co niezdrowe i grzeszne w moim życiu czeka chrzest – utonięcie w wodzie, by wyszło nowe. Mam arkę. Nie mogę wziąć wszystkicgo. Potrzeba mi się zastanowic u progu Wielkiego Postu, co powinienem zabrać w tą droge. Co tak na rpawdę mi się przyda, by odbudować świat na nowo, lepszym. Potrzeba mi się wyrzec nadmiaru, pościć.

Niegodziwośc wielu sfer mego życia jest wielka. Moje usposobienie do zmiany – marne. Dlatego Bóg w rytmie roku liturgicznego zapowiada mi czas Postu i Pokuty – czas POTOPU!

Jest też we mnie niezwykła cząśtka, którą Bóg darzy życzliwoscią. I tą właśnie cząstke Bóg pragnie ustrzec, przeprowadzić w arce po powierzchni wód. To będzie niesamowita wyprawa duchowa. Mogę zabrać minimum neizbędne do odtworzenia świata na nowo – w piękniejszy lepszy sposób. Przede wszystkim potrzeba mi ustrzec to co najważniejsze – wiarę, rodzinę, relację z najbliższymi. Z tego co dobre potrzeba mi wziać aż siedem – czyli wszystko. Z tego co słabe – tylko o tyle o ile. O tyle o ile mi te rzeczy pomagają – mam je zabrać – o tyle o ile przeszkadzają – ZOSTAWIĆ I UTOPIĆ W WODZIE POTOPU! Za chwile – za kilka godzin zaczyna się potop… Deszcz obmywajacy padający 40 dni i nocy. Desz wyniszczajacy – zatapiajaćy to co brudne, obmywajacy ze zmaz. Doświadczenie trudne. Przedzieranie się przez pustkowie oceanu. Samotnie. Tylko z najbliższymi. Bez całęgo bagażu niepotrzebnych rzeczy.

Pan Bóg, widząc, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki podniebne, bo żałuję, że ich stworzyłem”. Tylko Noego Pan darzył życzliwością. Pan rzekł do Noego: „Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa – po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi – cokolwiek stworzyłem”. I wypełnił Noe wszystko tak, jak mu Pan polecił. A gdy upłynęło siedem dni, wody potopu spadły na ziemię. (Rdz 6, 5-8; 7, 1-5. 10)

Ocean to też cisza. Oderwanie od pedu codzienności. SPokojne kołysanie. Ocean mimo, zę śmiertelnie niebezpieczny, odrywa też od gwaru codzienności – potrafi prynieść pokój.

Pan ześle pokój swojemu ludowi

Oddajcie Panu, synowie Boży,
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę Jego imienia,
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.

Ponad wodami głos Pański,
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny,
głos Pana pełen dostojeństwa.

Zagrzmiał Bóg majestatu:
a w Jego świątyni wszyscy mówią: „Chwała!”
Pan zasiadł nad potopem,
Pan jako Król zasiada na wieki.
(Ps 29 (28), 1b-2. 3ac-4. 3b i 9b-10)

Dziś Ewangeli pokazuje dalczego tak ważne jest pójście drogą Noego.

Apostołowie są w Arce – płyną przez „ocean”. Ich droga z jednego brzegu na drugi potrwa pewnie z 7 godzin. Mają ze sobą w łodzi Stwórcę Wszechświata, Pana i Króla. Mają Syna Bożego. Droga z jednego brezgu na drugi wymaga może przekaski – połamanai chleba na 15-20 kawałków, by każdy mógł zjeść kęs i popić wodą. Nie czeka ich 40 dniowa droga przez pustkowie oceanu jak Noego.

A jednak – kłócą się o brak chleba!

Rzeczy codzienne przyciągają ich uwagę. Zabrali ze sobą do „Arki” za dużo!!! Zabrali ze sobą troski codziennosci i one ich ogernęły. Bóg do nich MÓWI. Uczy ich serca. Ale oni dają się pochłonąć bzdurze codziennośći. Kłócą się o chleb – mimo, że w zasadzie mają ile trzeba, żeby dotrzeć na drugi brzeg. Tam mogą kupić – Judasz ma trzos.

Wielki post i odcięcie od swiata – wyrzeczenie, modlitwa, jałmużna – mają na celu uzdrowienie oczu i słuchu z rozproszeń, tak by człowiek skupił się wreszcie na Słowie Boga!

Zebrali 12 koszy ułomków – po jednym na głowę. Drugim razem Siedem – liczba doskonała – nieskończona.

Nie rozumieli. Skupili się na codzienności!

Uczniowie Jezusa zapomnieli zabrać chleby i tylko jeden chleb mieli z sobą w łodzi. Wtedy im przykazał: Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda!” A oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chlebów. Jezus zauważył to i rzekł do nich: „Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chlebów? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiałe są wasze umysły? Mając oczy, nie widzicie; mając uszy, nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?” Odpowiedzieli Mu: „Dwanaście”. „A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?” Odpowiedzieli: „Siedem”. I rzekł im: „Jeszcze nie rozumiecie?” (Mk 8, 14-21)

Matko Najświętsza, weź i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum, weź wszystko to co mam i posiadam, z ręki Boga to wszystko pochodzi. Ty, Matko tym wszystkim rozporządzaj według woli Boga. Uczyń z tych moich darów ofiarę doskonałą na ołtarz Boga w Niebie. Naucz mnie świętości.

Przynieś mi tylko, o Pośredniczko, Miłość i Łaskę a one w zupełnosći mi wystarczą.

Wymuszanie na Bogu

Tagi

, , , , , , ,

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”. A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę. (Mk 8, 11-13)

Wymuszanie an Bogu powoduje tylko, że …. ON ODCHODZI….

Chodzi o serce, a nie o zewnętrzne znaki.

Czy bez żadnego cudu, zadnego cudownego wydarzenia moja wiara nadal by taka była jak dzsiaj? Za czym gonię?

Czy Bóg przyjmuje moja ofairę, czy może jest jakiś grzech tóry powoduje że tak się nie dzieje… Jakiś zaczep, szczelina przez którą zły duch może wniknąć do mojego serca i poprowadzić mnie do zbrodni…

Adam zbliżył się do swej żony, Ewy. A ona poczęła i urodziła Kaina, i rzekła: „Otrzymałam mężczyznę od Pana”. A potem urodziła jeszcze Abla, jego brata. Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po jakimś czasie Kain składał Panu w ofierze płody roli, i również Abel składał pierwociny z drobnego bydła i z jego tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież, gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować”. Kain zwrócił się do swego brata, Abla: „Chodźmy na pole”. A gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego brata, Abla, i zabił go. Wtedy Bóg zapytał Kaina: „Gdzie jest brat twój, Abel?” On odpowiedział: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” Rzekł Bóg: „Cóż uczyniłeś? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi!” Kain rzekł do Pana: „Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed Tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!” Ale Pan mu powiedział: „O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotnej pomsty doświadczy!” Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił nikt, kto go spotka. Adam raz jeszcze zbliżył się do swej żony i ta urodziła mu syna, któremu dała imię Set, „gdyż – jak mówiła – dał i Bóg innego potomka w zamian za Abla, którego zabił Kain”. (Rdz 4, 1-15. 25)

Trąd

Tagi

, , , , , , , , ,

Trąd – symbol grzechu. Symbol wyobcowania, wyrzucenia ze społeczności. To jak traktowano i obchodzono się z chorymi na trąd – ich położenie – było niezwykle bliskie temu co wydarzyło się po grzechu pierwszych rodziców w Raju. Wykluczenie z Raju. Odseparowanie od bliskości z Bogiem. Jakimś fizycznym obrazem tego w jakim stanie znajdowałą się ludzka dusza był właśnie obraz trędowatychw Izraelu za czasów Jezusa.

Tak powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: „Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: „Nieczysty, nieczysty!”. Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem”. (Kpł 13, 1-2. 45-46)

Jezus pokazuje, że lituje się nad trędowatym. Leczy go z choroby fizycznej. Ale przykazuje mu surowo coś niezwykłego – NIE GŁOŚ! Nie rozgłaszaj ale idź pokornie za tym co mówi prawo – pokaż się kapłanowi – on może określić według Słowa Bożego – że zostałeś uzdrowiony. Trędowaty został uzdrowiony o dostał proste polecenie BOGA. Bez wysiłku. Nie dostał polecenia jak Jonasz – idź do miasta odwiecznych wrogów Izraela i głoś im nawrócenie. Trędowaty po udrowieniu dostał banalne zadanie – zgodnie z prepisami idź do lekarza, niezch stwierdzi, że jesteś zdrowy i będziesz mógł wrócić do społeczeństwa. Ważne jest też, że to polecenie przyszło z ust BOGA.

Uzdrowiony z choroby ciała sprzeciwił się poleceniu samego Boga. Wszedł więc w świat grzechu! Przeciwdziałania Bożej woli! Ze świata choroby ciałą zaczyna stąpać po kruchym lodzie choroby ducha…!

Jezus posłał trędowatego do Ewangeliacj – w konkretne miejsce! Ten jednak poszedł zupełnie gdzieś indziej i pokrzyżował plany Jezusa. Skupił oczy ludzi na fizycznym uzdrowieniu które przynosi Jezus a nie na tym co głosi!

Jezus powiedział mu wyraźnie o świadectwie wobec kapłanów!:

„Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. 

Niezwykłe jest to Słowo gdy odniesie się je do życia kazdego z nas – do nasego zawracania w grzech. Przeskaiwania z jednej rzeczywistosci grzechu w kolejną…

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)

Jezus chciał dobra wielu ludzi – ale przede wszystkim dobra wiecznego – ich zbawienia a nie sensacji. Nie posta na ówczesnym facebooku, nie super wydarzenia z nim jak „Super gwiazdą”. Chciał by wysłuchano Jego orędzia Ewangelicznego – Orędzia Zbawienia. By odbyło się to bez przepychania, bez rozemocjonowania – ale w głębi serca – w szczerości serc. To ogromna pokusa wielu wspólnot – by upiększyć, uatrakcyjnić Ewangelię – by ją uczynić lepszą niż ją zaprojektował Bóg. Wszystko na nowo, od nowa, lepiej, wyraziściej…

Bracia: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim, nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa. (1 Kor 10,31-11,1)

A Apostoł mówi – PRZYCIAGNIJ SOBĄ! Codziennością! Nie super akcajmi. Nie super kwiecistą mową. NIesamowitymi postami. Należy szykać jezyka dotarcia do drugiego człowieka – nowych metod – ale wszystko trzeba zacząć na kolanach jak trędowaty z Ewangelii. Poprosić, by Jezus uzdrowił mnie z mojego trądu. I jak mi potem powie. Idź i nie rozgłaszaj, ale zaświadcz tak normalnie – to idę za Jego Słowem. Nie staram się poprawić Jezusa!!!

Wszystko zaczyna się od mojego życia, mojego uświęcenia, pojego uzdrowienia z trądu grzechu, Bo szczęśliwy jest ten któremu odpuszczono nieprawość – i taki szczęśliwy człowiek już swym życeim i postawą głosi Jezusa… Sam staje się znakiem sprzeciwu dla swiata… Każe innym zadać sobie pytanie: „Skąd on to ma…”; rozkminiać: „Jak oni się kochają! Dlaczego? Co ich tak motywuje?”. Ewangelizację zaczyna się od swojego serca:

Tyś jest ucieczką i moją radością

Szczęśliwy człowiek, któremu
odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.

Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”,
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.
Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi,
radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca.
(Ps 32,1-2.5 i 11)

Weź Maryjo i przyjmij całą wolnosć moją, wole moją, pamięć i rozum, weź wszystko to co mam i posiadam i rozporządzaj tym według woli Boga, którą Ty Matko doskonale znasz. Weź to wszystko i przygotuj to jako ofiarę doskonało dla Boga, bo z Jego ręki to wszystko pochodzi.

Przynieś mi tylko Miłość i Łąskę a one w zupełności mi wystarczą.

Bóg troskliwy

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

W Ewangelii Jezus troszczy się o potrzeby ludzi. Jezus jest z ludem na pustkowiu, na ziemi, któa nie wydaje plonu, na ziemi kojarzonej z głodem i śmiercią. Z wielkim trudem wędrowania i przedzierania się. Ta pustynia w jakiś niezwykły sposób koresponduje ze słowami Boga w Raju skierowanymi do Adama po grzechu pierworodnym:

„przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!”

Jezus rękami uczniów karmi te tłumy, wprowadza je z powrotem w świat Raju, tam gdzie nie ma trudu, gdzie Bóg karmi człowieka…

Bóg wygał Adama z Raju do czasu… „aż nie wróci z ziemi z której został wzięty”… A Jezus, który przyszedł otworzyć na nowo bramy do Raju i stać się sam drzewem życia. Winną latoroślą z której wyrasta każdy z nas, pokazuje drogę powrotu. Daje ludziom na pustyni zasmakować Raju – świata w którym to on troszczy się o potrzeby człowieka o to by miał pokarm każdego dnia.

Niezwykłe, że Jezus pragnie by udzaił w prowadzeniu ludzi z powrotem do Raju mieli Apostołowie. To przez ich ręce karmi te tłumy. Używa ich talentów, zdolności. pokory. oddania i posłuszeństwa.

W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. I jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze, bo niektórzy z nich przyszli z daleka”. Odpowiedzieli uczniowie: „Jakże tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?” Zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem”. I polecił tłumowi usiąść na ziemi. A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je podawali. I podali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo, i polecił je rozdać. Jedli do syta, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty. (Mk 8, 1-10)

Ten tłum trwał przy JEZUSIE 3 DNI. Trzy dni wędrował przez pustynię. Przez śmierć. Głodny i spragniony. Głodny Chleba. Tym razem chleba który jest pokarmem ciała, ale za jakiś czas duch człowieka będzie wędrował przez pustkowia poszukujac chleba Eucharystii. Który będą łamali nastęcy Apostołów i będą rozdawali miliardom ludzi każdego tygodnia. Czasem w ogromnych pustkowiach. Pustkowiach miast gdzie chrześcijaństwo to garstka, w więzieniach, w szpitalach – pustyniach cierpienia i trudu, w wysokich górach, ubogich miasteczkach i najbogatszych metropoliach świata.

Bóg chce zaprowadzić człowieka z powrotem do drzewa życia. Ale tak, by człowiek zobaczył jak wielka jest cena. Jezus chrystus – Syn Boga – musi oddać swoje życie na drzewie życia, by człowiek mógł zakosztować owoców tego drzewa. Wyniszczony wściekłością węża. Tego węża który skusił człowieka, On Jezus Chrystus – Nowy Adam – do końca posłuszny Ojcu, oddaje życie na drzewie życia, by otworzyć całej ludzkości bramy do Raju i do owoców tego drzewa.

Tak jak Adam przez grzech spożycia z drzewa poznania dobra i zła zamknął te bramy i musiał opuścić Raj. I nie miał tam już wstępu przez wieki – bo u jego bram stał Anioł z połyskującym mieczem.

Niezwykła jest też troska Boga o Adama i Ewę. Niby ich wygania i karze, ale robi to z Miłością! Dla ich dobra. By nie mogli spedzić wiecznosći w grzechu. By nie spożyliz drzewa życia i na wieczość żyli w oddaleniu od Boga.

To On – Bóg – robi dla nich ubrania. To On karze Ewę ale jednocześnie zapowiada Nową Ewę Maryję, która zmiażdży głowę węża. To On wygania Adama i skazuje go na wielki trud ale obiecuje, że to tylko do czasu, aż przyjdzie nowy Adam i bramy Raju na nowo zostaną otwarte. Bóg wygania bo pragnie uchronić człowieka przed życiem w wieczności w ciele na ziemi. Przed wieczną tyłaczką w grzechu… Pragnie by człowiek mógł umrzeć i przez bramę śmierci przyjść do Raju, by tam cieszyć się nowym życiem – bez grzechu. Życiem wiecznym.

Pan Bóg zawołał Adama i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?” Mężczyzna odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?” Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i dzikich; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę”. Do niewiasty powiedział: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: „Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem, mówiąc: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: „Oto człowiek stał się jak jeden z Nas: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki”. Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg umieścił na wschód od ogrodu Eden cherubów i miecz z połyskującym ostrzem, aby strzec drogi do drzewa życia. (Rdz 3, 9-24)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum, weź wszystko co mam i posiadam. Zarządzaj tym według woli Boga, bo z Jego ręki t wszystko pochodzi. Uczyń z tego wszystkiego dar doskonały – tak jak tylko Ty, Matko, potrafisz go przyozdobić. Zanieś go przed Ołtarz Boga w Niebie.

Przynieś mi tylko Miłość i Łąskę a One w zupełnośći mi wystarczą.

Niepełna męskość

Człowiek nie jest STWORZONY do samotności. Jesteśmy istotami stworzonymi na wzór i podobieństwo Boga. Tego który przebywa w ciągłej relacji wymiany, relacji miłości w Trójcy Świętej. Mądry i Wszechmogący Bóg wiedział doskonale, że człowiek nie będzie potrafił wieść życia na ziemi w samotności. Bez istoty podobnej jemu. W jakiś sposób uzupełniajacej. Bóg jest stwórczy. Ciągle stwarza i kreuje. Najbardziej niezwykłe u Boga jest stwarzanie życia. Także tą cechą chciał się z człowiekiem podzielić – dał mu zatem istotę z którą wspólnie może uczestniczyć w tworzeniu życia. Tworząc niezwykłą nową trójcę – Mąż/Żona/Bóg. Miłość małżonków i miłość do Boga są drogą do wielkiego spełnienia się człowieka – stworenia nowego życia.

W Maryi zrobił jeszcze krok dalej. Tą stwórczą cechę człowieka użył dla Wcielenia. Włączył Maryję jeszcze głębiej w Jedność Trójcy. Bo to co się poczęło w Jej łonie było z Ducha Świętego. Ale nie postawił Józefa na drugim planie. Józef – Mąż – jako swoisty ojciec adopcyjny Boga-Człowieka nadal był wolny. Bóg podpowiadał mu we śnie kolejne kroki i pozwalał decydować i chronić tą najcenniejszą i najbardziej neizwykłą osobę na ziemi – Jezusa.

W Słowie z księgo Rodzaju uderza swoista „niepełność” jakaś „depresja” pierwszego człowieka. Tak długo jak jest sam nie potrafi nazwać stworzeń. Nie potrafi ich rozróżniać. Daje im tylko imię określajace ich najbardziej podstawową cechę – życie – nazywajac je „istota żywa”. Jest też w człowieku ogromne poszukiwanie. Przeszedł cały ogród. Nazwał wszelkie bydło, ptaki powietrzne, polne. Może znalazł kota i zabrał do domu, może psa któremu rzucał patyk a ten aportował. Ale i tak nie znalazł Osoby – by wyrazić miłość OSOBOWĄ.

I pojawia się ten niezwykły opis stworzenia. Operacji chirurgicznej Boga w pełnej narkozie. Bóg zabiera kość – żebro – budulec szkieletu mężczyzny. I na tym szkielecie buduje Niewiastę. Z tych samych źródeł, tych samych kości tego samego ciała. Ale też daje ducha i duszę. Stwarza drugą osobą. Niezwykłą. Stwarza też seksulaność i możliwość przekazywania życia. Stawia osobowość kobiety obok osobowości mężczyzny.

Miłość między niewiastą i mężczyzną jest czysta. Nie skażona. Bez wstydu. Wstyd to mechnizm obronny człowieka przed zranieniem w tej najintymneijszej przestrzeni jaką jest seksualność. Pojawił się po tym jak człowiek zgrzeszył.

Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta” Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali nawzajem wstydu.
(Rdz 2, 18-25)

Niezykły staje się los i życie człowieka jeśli spojry się na te źródła i korzenie z których człowiek wyszedł. Szczęśćie człowieka rodzi się w relacji osobowej. Albo między małżonkami. Albo człowieka do Boga w celibacie albo dla innych ludzi w drodze życia samotnego. Ale od momentu stworzenia w człowieku jest niezwykła i bardzo głeboka potrzeba relacji miłości osobowej.

Psalmista pokazuje inne oblicze tej relacji – relację człowiek-Bóg:

Szczęśliwy człowiek, który służy Panu

Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana
i chodzi jego drogami.
Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.

Małżonka twoja jak płodny szczep winny
w zaciszu twojego domu.
Synowie twoi jak oliwne gałązki
dokoła twego stołu.

Tak będzie błogosławiony człowiek,
który się boi Pana.
Niech cię z Syjonu Pan błogosławi
i obyś oglądał pomyślność Jeruzalem
przez wszystkie dni twego życia.
(Ps 128(127), 1b-2. 3. 4-5)

Dlatego by odkryć Boga potrzeba wrócić do korzeni. Do prostoty. Do pokory pierwszego człowieka szukajaćego w świecie spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem. Pierwszy człowiek nie intelektualizował. Nie kombinował. Jak coś było istotą żywą to tak to nazwał. Ale i ta wrócił do Boga ze swoim brakiem spełnienia w miłości osobowej do drugiego człowieka.

Aklamacja (Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”. Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”. On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.
(Mk 7,24-30)

W Ewangelii JEzus przywraca człowieka do raju. Uzdrawia relację do Boga. Uwalnia od chorej duchowej relacji z Diabłem. Od opętania, które upadla i wyniszcza człowieczeństwo. Wprowada serce i duszę uzdrowionej dziewczynki z powrotem do przestrzeni Raju. Wyrywa ze zniewolenia.

Uzdrawia pogankę. Kobietę, człowieka. Bóg stworzył wszystkich ludzi i dał im dar wolności. I wierzących i niewierzących, muzułmanów, ateistów, żydów, chrześcijan. Wszystkich. I jest posłąny do każdego z nich.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Weź to wszystko i rozporządzaj ty według woli Boga. Wszystko co mam pochodzi z ręki Boga i Jemu to pragnę ofiarować przez Twoje ręce.

Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

73. Jedyny Owoc

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Duszo wybrana, jeśli pielęgnować będziesz Drzewo Życia, zasadzone przez Ducha Świętego w twej duszy, wyrośnie ono, upewniam cię, w krótkim czasie,tak wysoko, że zamieszkają na nim ptaki niebieskie, i stanie się tak doskonałe, iż wyda wreszcie Owoc chwały i łaski, czyli Jezusa, godnego miłości i uwielbienia–który zawsze był i będzie jedynym Owocem Maryi.
Szczęśliwa dusza, w której została posadzona Maryja jako Drzewo Życia! Szczęśliwa w której to Drzewo wzrasta i zakwita! Jeszcze szczęśliwsza ta, w której owo przynosi swój Owoc. Ale ze wszystkich najszczęśliwsza jest ta, która jego owoc kosztuje oraz zachowuje Go aż do śmierci i na wieki wieków. Amen. Qui tenet, teneat! (pkt 78. „Tajemnica Maryi”, św. Ludwik)

Człowiek wyrasta jak drzewo z prochu ziemi. Jest ulepiony z prochu ziemi, by tym światem zarządzał, by poddawał sobie ziemię. Człowiek też jest umieszczony w ogrodzie pośród drzew. Dwa z nich są szczególne – drzewo życia i drzewo poznania dobra i zła. Dopiero po przyjściu Jezusa Bóg będzie uczył na nowo człowieka jak w to miejsce powrócić. Jak pozwolić wyrosnąć tym drzewom w głębi duszy. Wyrosnąć i owocować – wydać owoc, którym jest Jezus:

W dniu, w którym Pan Bóg stworzył ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła, bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopal w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby.
Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.
A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: « Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz ».
(Rdz 2, 4b-9. 15-17)

To w duszy człowieka ma zakwitnąć Ogród Eden. To we wnętrzu ma być Raj. Pokój, bliskosć Boga, który się tam przechadza. Miejsce spotkania i rozmowy z Bogiem. Gdy człowiek ucieka z tego ogrodu do swych spraw ucieka z Edenu… Gdy przynosi tam coś z zewnątrz – grzech – wówczas karczuje i wyniszcza ogród. Zatruwa go i jego piękno więdnie i usycha. Wymaga wtedy Boga-Ogrodnika, w sakramencie pokuty, by ten ogród odnowił, wypielił, uzdrowił z toksyn grzechu:

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.
(Mk 7, 14-23)

Weź Matko i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum, weź wszystko co mam i posiadam i rozporządzaj tym według woli Boga, bo z Jego ręki to wszystko pochodzi. Przygotuj to wszystko jako ofiarę doskonałą dla Boga. Przynieś tylko Miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Przejdź do paska narzędzi