Niszczycielska broń Słowa

Przetrwali ci, którzy zostali naznaczeni znakiem dwoch przecinających się linii – Tau. Znakiem KRZYŻA!

Oczyszczenie zaczyna się od hierarchi „kościoła” – od świątyni…

(Ez 9,1-7;10,18-22)
Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: „Zbliżcie się, straże miasta, każdy z niszczycielską bronią w ręku!” I oto przybyło sześciu mężów drogą od górnej bramy, położonej po stronie północy, każdy z własną niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż, odziany w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali się przed ołtarzem z brązu. A chwała Boga Izraela uniosła się znad cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie, zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u boku, Pan rzekł do niego: „Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi”. Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: „Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! Starców, młodzieńców, panny, niemowlęta i kobiety wybijcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni!” I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: „Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!” Wyszli oni i zabijali w mieście. A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc, uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w wejściu do wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga Izraela spoczywała nad nimi, u góry. Była to ta sama Istota żyjąca, którą oglądałem pod Bogiem Izraela nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to cheruby. Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych twarzy, które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed siebie.

Boża rola

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Dziś Słowo obfituje w wyrażenia związane z siewem i zbiorem plnów.

Kto skąpo sieje – ten skąpo i zbiera

Kto hojnie sieje – ten hojnie zbiera

Wybór zasiewu to WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA – którą szanuje Bóg. „Niech każdy postąpi tak, jak mu nakazuje serce” Bóg nie chce działań w przymusie – na siłę. Bóg chce mieć radosnych siewców dobra. Ludzi działajacych według swego serca, nie żałujacych tego co dają i nie czujacych się przymuszonymi do dawania.

Apostoł mówi także o tym, by mieć wciąż w głowie to, że Bóg jest dawcą wszystkiego. To On może zjać na człowieka obfitość łaski. Od Niego pochodzi wszystko. I On może sprawić że człowiek będzie miał zawsze wszystkiego pod dostatkiem i mógł budować swe bogactwo dobrych uczynków. To Bóg prowadzi ku plonom. Nie człowiek który zasiewa ziarno dobra.

Bracia: Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: „Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki”. Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości. (2 Kor 9,6-10)

Bóg daje nasienie siewcy, Bóg też prowadzi ku plonom, zbiorom, Bóg daje chleb  ku pokrzepieniu.

Wszystko od Niego pochodzi i ku Niemu prowadzi.

Zasiew w sercu – wymaga przygotowania serca. Zaorania. Użyźnienia:

Weź Panie i przyjmij całą wolność moją, wolę, pamieć i rozum, weź wszystkoie moje uczucia, relacje, weź moją pracę i trud, osiągnięcia i radości, wszystko to co mam i posiadam, z Twojej ręki to pochodzi i do Ciebie należy – Ty tym rozporządzaj według Twego uznania. Ja Tobie to wszystko oddaje. Daj tylko Miłość i Łaskę a to mi wystarczy.

Użyźnienie serca to obumeranie dla Jezusa. O tym mówi Ewangelia:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec”. (J 12, 24-26)

Pójść za BOgiem i służy Bogu – to jest droga do użyźnienia serca i do obumierania jako ziarno zasianae w tej glebie i do wydawani plonu.

 

Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje na wzór serca Twego.

Doświadczyć burzy – „Panie, RATUJ MNIE!”

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Jezus karmi tłum. Pozawala Uczniom doświadczyć cudu – Eucharystii. Potem ich posyła. Posyła ich SAMYCH. DAje im doświadczyć samotnego zmagania się z burzą życia. Wychowuje ich do wiary – wychowuje ich duchowo. Chce z nimi współstwarzać śwait – chce współpracować. Pragnie by w swej wolności wybierali to co Boże i podejmowali pracę dla Królestwa. Nie chce ich prowadzić za rączkę jak niemowlaki.

Oni opływają i zaczynaja walczyć z potężną burzą. Kościół walczy z przeciwnosciami – pozornie bez Jezusa. Walczą włąsnymi siłami. On z nimi jest – ale nie widzialnej postaci.

Jezus zaś pokazuje jak się walczy z burzą – najpierw modlitwą. Samotnością i kontemplacją. Pewien rodzaj złych duchów – burz życia – pokonuje się modlitwą i postem.

Jezus przychodzi po wzburzonej wodzie – właśnie w samym środku tego doświadczenia. Pzychodzi w niezwykły sposób w samym środku ludzkiego trudu. Stąpa po wzburzonej głębokiej wodzie – w rozumieniu ludzi tamtego czasu głęboka wzburzona woda to siedlisko demonów. Jezus depcze te siły – ma władzę nad wszystkim – także nad złymi duchami.

Walcząc ludzkimi siłami można nie rozpoznać Boga. On czasem przychodzi z tak niespodziewanej strony – że człowiek może się bać Jego interwencji. W Burzy – w przeciwnościach – w cierpienu – bardzo łatwo się pogubić. Piotr bada duchy. Sprawdza. Wzywa imienia Jezusa. Jezu jeśli to Ty, to każ mi do siebie przyjść. To nie jest zła postawa. To nie ejst wystawianie Boga na próbę. Piotr wychodzi z łodzi z wiarą w Pana. Zaczyna kroczyć po jeziorze. Jednak jego życiowe doświadczenie rybaka podpowiada coraz większe wątpliwości. Wiara zostaje zachwiana – tak jak jego grunt pod nogami i zaczyna tonąć. Sytuacja zła – zmienia się w dramatyczną.

Piotr który tonie wzywa JEZUSA! – PANIE RATUJ MNIE!

Jezus NATYCHMIAST wyciągnął rękę. CHWYCIŁ Piora i zabrał do łodzi!

Zarzucił jednakże Piotrowi zwątpienie.

Bóg WYCIAGA pomocną dłoń.

Bóg uczy człowieka radzenia sobie z burzą życia

Bó szanuje ludzką wolność

Bóg uczy wiary i pokazuje drogą wiary.

Bóg jest w ŚWIETLE – jaśniejacej postaci kroczącej po jeziorze.

Bóg jest w POMOCNEJ DŁONI – wyciągniętej do tonącego

Bóg woła – ODWAGI – NIE BÓJ SIĘ!

BÓG UCISZA burzę.

Bóg nie jest w burzy, w złym doswiadczeniu. Bóg jest w spokoju, ciszy, gestach miłości. Pomocnej dłoni. Doświadczeniu wiary.

Jezus zaprowadził ich w końcu do wyznania: „PRAWDZIWIE JESTEŚ SYNEM BOŻYM”

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. (Mt 14,22-33)

To co kieruje Bogiem to ludzkie szczęście i miłość. Ludzkie zbawienie. Przepełnione bożym duchem serce św. Pawła wyraża w niesamowity sposó właśnei to pragnienie Boga:

Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen. (Rz 9,1-5)

Jezus wystawia uczniów na doświadczenia, by umocnić ich wiarę – by doprowadzić ich do wyznania: „Pan mój i Bóg mój”. Nie chce by byli chwiejni w wierze. Pragnie by ich wiara była silna  – tak by na końcu życia w swej wolnosci wybrali Raj!

Tak samo Paweł – zatroskany o zbawienie swych braci – izraelitów.

Bóg nie miażdży. Nie jest w wichurze. W lawinach skalnych. On pozwala nam ich doświadczyć, byśmy widzieli Go w lekkim powiewie.  Wukojeniu burz i cierpień. Byśmy potrafili dostrzec Jego MIŁOŚĆ:

Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. (1 Krl 19,9a.11-13a)

Panie cichy i serca pokornego, uczyń moje serce wrażliwm i kochającym, na wzór serca Twego. Daj mi Ciebie rozponać w lekkim powiewie. Ratuj mnie, bo wiele fal mojego życia jest potężnych a wicher który wizdzę przeraża mnie – bo tonę. Przynieś pokój i PRZYMNÓŻ MI WIARY!

Jak ziarnko gorczycy

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Do Jezusa przychodzi ojciec – jego dziecko bardzo cierpi. Jest epileptykiem. Człowiek wierzy, że Bóg może zdziałać cud. Prychodzi wpierw do Apostołów. Prosi ich o łaskę zdrowia. Błaga. Oni jednak nie mogli pomóc.

Człowiek ten się nie poddaje. Idzie dalej – idzie wyżej. Do samego Jezusa. Chroba syna prowadzi tego człowieka do spotkania z Jezusem twarzą w twarz. Do skupienia się na Jezusie i powierzenie Jezusowi swej prośby.

Jezus zarzuca im BRAK WIARY. W zasadzie zbyt małą wiarę…

Zbyt przyziemne patrzenie. Zbyt krótkowzroczne.

Jezus uzdrawia go szybko – w momencie – rozkazem… Dziecko jest zdrowe.

Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem! Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”. Na to Jezus odrzekł: „O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami; jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie Mi go tutaj!” Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie. Wtedy uczniowie podeszli do Jezusa na osobności i zapytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwego”. (Mt 17, 14-20)

Teraz czas na spotkanie Apostołów z Jezusem. Dlaczego my nie mogliśmy uzdrowić tego dziecka? Szczera rozmowa z Panem.

Jezus odpowiada prosto – powodem jest mała wiara – ALE WASZA! Zatem Jezus zarzucał brak wary uczniom a nie temu Ojcu, który tak bardzo pragnął zdrowia dla dzecka i wierzył że znajdzie je u JEzusa.

Gdyby mieli wiarę jak ziarnko gorczycy – nic nie byłoby dla nich niemożliwego.

Wiara ma bowiem w sobie spojrzenie poza świat widzialny – poza zasłony tego co widzialne w przyszłość. W świat niewidzialny. Wiara to wejście w paradoks – w to co niemożliwe… To co po ludzku wydaje się być niemożliwe.

Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje na wzór serca Twego. Przymnóż mi łaski wiary. Daj mi wiarę. Niech rośni. niech kiełkuje z ziarenka gorczycy. Wierzę, że Ty możesz zaradzić mojemu cierpieniu serca i mojemu bólowi opustoszałego ojcowskiego serca.

Jezu cichy i serca pokornego – PRZYJDŹ! Szukałem pomocy u Twoich uczniów i nie znalazłem…

Prawdziwe oblicze

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Jezus – Bóg-Człowiek. Wybrał prayjście na świat poprzez Wcielenie – wejście w ludzkie ciało. Wybrał, by odkupić człowieka. By oddać życie za człowieka.

Jezus – Bóg – bez grzechu. Jego ciało i duch nie zostało nigdy skażone grzechem – odczuło jedynie skutki grzechów innych ludzi.

Dziś Jezus zabiera zalążek Kościoła wysoko na górę i pokazuje im ciało uwielbione – całkowicie zanurzone w Bogu. Ciało, które nie zostało nigdy skażone grzechem. Ciało, na wzór którego, każdy z nas zostałulepiony przez Boga.

Jezus ukazuje swe oblicze – uwielbione oblicze.

Wysoko – wejście na górę wymaga podjecia wysiłku. Na osobności – na górze kontemplacji. Spoglądanie na oblicze Boga wymaga ciszy, zanurzenia się w głębi kontamplacji i medytacji. Wejścia w odosobnienie…

Oblicze Boga – JEGO TWARZ jak SŁOŃCE. Promienieje. Daje światło. Promienieje świętością. Szata biała jak światło. Olśniewająca. Bez skazy. Apokalipsa będzie mówiła o tych, którzy są odziani w białe szaty – OPŁUKANE WE KRWI BARANKA. To jest właśnie ta biała szata świętości.

Bóg życia! Człowiek umiera w doczesnosći ale żyje w wiecznosći. JEzus pokazuje Apostołom, że jest Bogiem życia. Widzą Mojżesza i Eliasza. Proroków, którzy rozmawiają z Jezusem.

Kościół kolejny raz potwierdza prawdziwosć tego objawienia. To nie ejst cukierkowa opowieść trzech Apostołów. To nie zmyślona historyjka, którą Piotr, Jakub i Jan chcieliby podnieść swoja wartość wśród innych. Apostołowie mówią o swoim zmiesznaiu, zagubieniu. Nie rozumieją tego. Nie wchodza w stan upojenia duchowego. Wręcz przeciwnie  – to doświadczenie wywołuje w nich więcej pytań niż odpowiedzi. Wpadaja w popłoch. Działają irracjonalnie. Próbują po „ziemsku”ogarnąć rzeczywistość Nieba. Chcą rozbić namioty. Ugościć proroków i Jezusa.

W to wszystko wkracza Bóg Ojciec i nie uspokaja tego doświadczenia ale jeszcze je potęguje. Tak jak u Eliasza czy Mojżesza – Bóg odzywa się z Obłoku i objawia ludziom swego Syna. Mówi do przedstawicieli Kościoła – TO JEST MÓJ SYN UMIŁOWANY! JEGO SŁUCHAJCIE!

Apostołowie padli na twarz – jak Mojżesz kiedyś przy płonącym krzaku. Są przelęknieni. To doświadczenie Boga wykracza poza wszelkie ramy tego co kiedykolwiek widzieli czy doświadczali.

Dopiero DOTYK i SŁOWO Jezusa uspokaja ich. Wstańcie, nie lękajcie się! Wszystko ucichło. Schodzą z góry.

JEus nakazuje im, że aż do ZMARTWYCHWSTANIA mają nikomu o tym nie opowiadać. Ciekawe, czy rozumieli w tej chwili o co chodzi z tym Zmartwychwstaniem. Założyli pewnie ze jak przyjdzie czas, zrozumieją. Choć, co ciekawe nawet po takim doswiadczeniu ci sami Apostołowie zwątpią w świadectwo kobiet które przybiegną od grobu…

Może właśnie doświadczenie przemienienia zaprowadzi Piotra i Jana do pustego grobu. Może to właśnie wspomninei wydarzeń z góry Tabor będzie motorem ich działania i popchnie ich ku wierze w Zmartwychwstanie.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. (Mt 17,1-9)

Panie przyjdź i spraw bym nie zaniedbywał kontemplacji. Wchodzenia na górę Tabor i zanurzania się w doswiadczenie Ciebie. Czasem trudne do zrozumienia, bo Twoje drogi nie są moimi drogami. Spraw bym otwierał się na Twój dotyk i słowo. Na Twoją bliskość i podążał a Twoimi poleceniami – bym mógł doświadczać Zmartwychwstania.

Uczta darmowych przysmaków

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Jest uczta, którą zastawia Jezus, co więcej jest na niej służącym. Gotów umyć mi nogi. Uczta Eucharystii. Miejsce gdzie mogę się najeść do syta przysmaków. Znaleźć ukojenie i pokrzepienie. Uczta z pokarmem dającym nasycenie na wieczność – nie na chwilę. Pokarmem jest Słowo Pana oraz Ciało i Krew Pana. On się w czasie tej uczty daje nam cały.

A ja gonię za niezdrowymi fast foodami codzienności. Tuczącymi i otłuszczającymi moja duszę. Trwonię na nie pieniądze. Trwonię. szukam krótkich przyjemności ducha. Potrzeba mi wciąż na nowo zastanawiać się nad duchową dietą…

Tak mówi Pan: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie. Zawrę z wami wieczyste przymierze; niezawodne są łaski dla Dawida”. (Iz 55, 1-3)

Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę
i karmisz do syta wszystko, co żyje.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.
(Ps 145 (144), 8-9. 15-16. 17-18)

Uczta która przeżyta właściwie wszczepia nas w Pana takim spoiwem, które jest nierozerwalne. Nic z tych duchowych fast foodów nie może nas od Pana odłączy, bo już nic nie smakuje tak samo jak pokarm Eucharystii. Znalezienie Dawcy. Znalezienie i odkrycie i poznanie Karmiącego nas Boga sprawia, że nigdzie indziej nie jest tak dobrze. Nic nie jest nas wtedy w stanie oddzielić od Pana – poza nami samymi – poza naszą wolą. Dlatego trwanie na tej uczcie, regularne w niej uczestniczenie należy pielęgnować.

Bracia: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8, 35. 37-39)

Pan karmi. Lituje się nad nami. Widzi w nas zbłąkane owce bez pasterza. Troszczy się o naszego Ducha ale także i ciało. Zaradza naszym potrzebom. Wie czego nam potrzeba.

Jezus chce do tego używać swych wiernych. Tych którzy nakarmili się już Słowem. Swoich apostołów. Mówi do każdego z nas: „TY DAJ IM JEŚĆ”. I każdy z nas musi sobie odpowiedzieć jakie jest moje powołanie i jak mogę karmić drugiego – duchowo czy cieleśnie.

Wszystko jest skierowane na Ojca. Najpierw modlitwa – błogosławienie Ojca – działanie ku chwale Ojca – bo w tym celu człowiek jest stworzony. A potem spływają niesamowite dary. Karmią się tysiące ludzi.

Bóg daje nad-obficie swoje dary. Jeśli poświęcę czas na Jego słuchanie, on wyleje na mnie oceany łask. Nad-obficie – tak że zostają kosze ułomków…

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł: „Przynieście Mi je tutaj”. Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. (Mt 14, 13-21)

Nakarm mnie Panie twoim Słowem. Prowadź drogą uwielbienia i duchowego wzrostu. Spraw bym nie szukał niczego poza Twoim pokarmem.

Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje na wzór serca Twego.

Zabić proroka

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Dzisiejsze Słowo pokazuje obrazy proroków na których wydano wyrok śmierci.

Te wyroki to odpowiedź na krzyk sumienia. Na niepokój wnętrza, który wywołuje Słowo Boga przekazywane przez tych proroków. Decyzja o zabójstwie wyrosła przez pielęgnowanie zła w sercu i dojście do zatwardziałości serca. Momentu w którym ludzie chcą bronić swojego status quo. Swojego trwania w złu i grzechu – nawet za cenę śmierci drugiego człowieka – uciszenia tego, kto przekazuje im orędzie Miłości i wyzwolenia z tego stanu.

Jeremiasz wytknął całemu miastu grzeszne postępowanie. Ludzie postępowali przewrotnie. Z jednej strony grzech, z drugiej świątynia, „by zamydlić oczy Bogu”. Jednakże Bóg zna serce człowieka, zna ludzkie myśli. Bóg JEST. Bóg też widzi. Oddając mu sztuczną część, przeciągając kapłanów na swoją stronę, by aprobowali złe działania ludzi, nie przekonają Boga. Nie da się Boga przeciągnąć na stronę zła.

Przychodzi Jeremiasz  stawia ich twardo wobec prawdy. Zapowiada zagładę miasta, jeśli się nie nawrócą. Wytyka im grzech. Robi to z Miłości. Wie, że gdy się nawrócą, gdy się zmienią, staną się prawdziwie szczęśliwi. Zaczną żyć w harmonii – ku chwale Boga – zaczną wypełniać swoje najgłębsze powołanie…

Lud jednak nie chce, by w synagodze mówiono takie rzeczy. Wolą, by synagoga potwierdzała, że robią dobrze. No może choć tłumaczyła ich ze złego postępowania. Bo takie czasy, bo taka sytuacja polityczna…

Gdy przychodzi Jeremiasz ze słowem jak miecz obosieczny – dociera do szpiku ich kości. Pojawia się ogromny wewnętrzny ból i zgrzyt. w ich sercach ścierają się dwa sztandary. Wielu z nich staje po stronie sztandaru Lucyfera i chcą Jeremiasza zgładzić – zniszczyć. Zamknąć jego usta na zawsze.

Św Ignacy pokazywał taką sytuację mówiąc o działania złych i dobrych duchów na serce człowieka. Gdy człowiek trwa w łasce Boga, wówczas pokusy złego są jak woda kapiąca na skałę, zaś dobry Anioł koi i daje pokój – jak woda kapiąca na gąbkę. Gdy zaś człowiek trwa w grzechu, wówczas zły anioł uspokaja jak woda kapiąca na gąbkę, zaś dobry Anioł stara się dotrzeć do serca człowieka. „Niepokoi” je wołaniem o nawrócenie – jak woda kapiąca na skałę.

Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy. Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, Boga waszego; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa. Wtedy powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego. Achikam jednak, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć. (Jr 26,11-16.24)

Podobna jest sytuacja i droga Jana Chrzciciela. Niestety Jan traci życie. Tutaj Lucyfer zadziałał jeszcze bardziej przebiegle. Na wołanie Jana serce Herodiady kołacze – wścieka się. Herod natomiast słucha Jana i czuje, że prorok ma rację. Herdiada chce utrzymać swój status. Boi się że straci upodobanie Heroda – Jan w końcu może dotrzeć do serca Heroda. Wykorzystuje więc to co Herod ceni nad życie – jego władzę i bogactwo. Coś czego nie chce stracić. Podstępem doprowadza go do obietnicy „in blanco” i wykorzystuje ją by zgładzić Jana. Widać, że do końca dobry duch wpływa na serce Heroda. Przynosi smutek po dokonaniu mordu. Nie daje spokoju – bo gdy Jezus przychodzi wówczas Herod myśli że to Jan powstał z martwych.

Życie wewnętrzne ogarnia nieustanna walka. Wojna o ludzką duszę i serca. Starcia między aniołami ciemności i światłości. Św Ignacy dał nam niezwykłe zasady rozeznawania tego, który z tych aniołów właśnie do nas mówi…

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają. Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada. żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: Nie wolno ci jej trzymać. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: Daj mi – rzekła – tu na misie głowę Jana Chrzciciela! Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi. (Mt 14,1-12)

Jezu cichy i serca pokornego, daj mi łaskę dobrego rozeznawania duchów i wybierania drogi którą wskazuje mi Twój posłaniec – duch Boży. Jezu cichy i serca pokornego – zasłuchanego w Ojca – daj mi serce na wzór serca Twego.

Wśród swoich

Tagi

, , , , , , , , ,

Dzisiejsza Ewangelia opisuje trudne doświadczenie Jezusa. Odrzucenie wśród najbliższych. Odrzucenie i niezrozumienie pośród tych, którzy powinni Go znać najlepiej i którzy są najbliżej. Problemem tych ludzi jest obraz który noszą w sercu. Utrwalone zdanie. Zabetonowane spojrzenie i włożenie Jezusa w konkretne ramy.

Także ja jestem wśród tych, którzy są najbliżej. Wychowywałem się w wierze katolickiej od lat młodości – od dzieciństwa. Od maleńkości noszę w sobie obraz Boga i Jezusa, który w wielu aspektach ewoluował i dojrzał – ale pewnie też w wielu pozostał infantylny. Trudno mi w sobie odnaleźć takie nowe odkrywcze i świeże spojrzenie na Pana, jakie może mieć osoba dorosła która się nawróciła.

Jezus, przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: „Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u Niego to wszystko?” I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa. (Mt 13, 54-58)

Bóg Jednak cały czas szuka takich sposobów. Przychodzi do mojego Kafarnaum – do naszego wspólnego miejsca wzrostu. Do moich infantylnych obrazów i je leczy. Tak też zrobił w życiu św Ignacego. Przyszedł do jego rycerskiego życia. Do jego pragnienia podbojów i dotknął go cierpieniem. Ciężka rana od kuli armatnie zatrzymała Ignacego w miejscu. Zaprowadziła do nowego całkiem świeżego spojrzenia na Jezusa. Do rozwalenia tych ramek w które ubierał Chrystusa i otwarcia się na nowe spojrzenie. Znalazł się w gronie tych „niewielu” którzy uwierzyli i dla których dokonał się cud w mieście rodzinnym. To wielkie niebezpieczeństwo Chrześcijaństwa trwającego wiele lat – stagnacja.

Ludzie w synagodze doświadczyli zadziwienia Jezusem. Zadali właściwe pytanie!

SKĄD U NIEGO TA MĄDROŚĆ I MOC!

Zadali je niestety nie Jezusowi a samym sobie! I tu jest cały błąd. Weszli w obraz który nosili. W ludzkie spojrzenie. W swoje ludzkie doświadczenie. Nie wpuścili w tą przestrzeń Jezusa. Nie zapytali Mistrza – choć stał kilka metrów od nich. Tuż obok… Szatan tak właśnie działa – sprowadza spojrzenie na Boga w ludzkie rany i budzi POWĄTPIEWANIE. Zwątpienie – czyli przeciwność WIARY.

Wiara jest patrzeniem w to co niewyjaśniane. Wiara to spojrzenie poza ramy. Poza to czego doświadczyłem. Wiara to widzenie poza horyzont. Wiara to zaufanie. Wiara ma w sobie zawsze element niewytłumaczalny – element paradoksu. Pójścia poza świat widzialny i zanurzenie się w świat niewidzialny.

Powątpiewali o Nim – tego im właśnie zabrakło – WIARY!

Zlekceważyli wizytę Pana. Za lekko zważyli to, że mają u siebie Boga. Zlekceważyli – czyli nie podjęli dość wysiłku, by wykorzystać tak niesamowitą okazję. Spotkanie twarzą w twarz z Jezusem – doświadczenie o którym każdy z nas by marzył. Choć trudno powiedzieć ilu z nas współczesnych nie zachowałoby się podobnie…

Bóg będzie wołał mimo wszystko. Będzie posyłał proroków. Będzie wypowiadał trudne Słowo. Jednakże uszanuje nasza wolność – jeśli wybierzemy lekceważenie – to nic nie może robić… Taka postawa prowadzi w końcu do zatwardziałości serca. Budzi chęć zamordowania proroka za jego słowo… Dziś to już może nie mordowanie ciała, ale mordowanie Słowa przez hejt, wytykanie, walkę o zamknięcie ust takiej osoby, odebranie jej wiarygodności…

Na początku panowania Jojakima, syna Jozjasza, króla judzkiego, Pan skierował następujące słowo do Jeremiasza: Tak mówi Pan: „Stań na dziedzińcu domu Pańskiego i mów do mieszkańców wszystkich miast judzkich, którzy przychodzą do domu Pańskiego oddać pokłon, wszystkie słowa, jakie poleciłem ci im oznajmić; nie ujmuj ani słowa! Może posłuchają i zawróci każdy ze swej złej drogi, wtenczas Ja powstrzymam nieszczęście, jakie zamyślam przeciw nim za ich przewrotne postępki. Powiesz im: Tak mówi Pan: Jeżeli nie będziecie Mi posłuszni i nie będziecie postępować według Prawa, które dla was ustanowiłem, i jeśli nie będziecie słuchać słów moich sług, proroków, których nieustannie do was posyłam, mimo że jesteście nieposłuszni, zrobię z tym domem podobnie jak z Szilo, a to miasto uczynię przekleństwem dla wszystkich narodów ziemi». Kapłani, prorocy i cały lud słyszeli Jeremiasza mówiącego te słowa w domu Pańskim. Gdy zaś Jeremiasz skończył mówić wszystko to, co mu Pan nakazał głosić całemu ludowi, prorocy i cały lud pochwycili go, mówiąc: «Musisz umrzeć! Dlaczego prorokowałeś w imię Pana, że się z tym domem stanie to, co z Szilo, a to miasto ulegnie zniszczeniu i pozostanie niezamieszkałe?” Cały lud zgromadził się dokoła Jeremiasza w domu Pańskim. (Jr 26, 1-9)

Jezu cichy i serca pokornego – daj mi serce ciche i pokorne – serce otwarte na Twoje Słowo. Serce pełne wiary i potrafiące przekroczyć moje obrazy – to wszystko co noszę w sercu. Światłe oczy serca które potrafią dostrzec Ciebie gdy przychodzisz. Nawet gdy kłóci się to z obrazami które noszę w sercu od młodości. Uzdrawiaj moje serce, umysł i duchowy wzrok. Otwórz mnie na Twoje wołanie.

 

 

Jak glina w dłoniach Ojca

Tagi

, ,

Jestem jak glina w dłoniach Ojca – garncarza. On bierze mnie – bezkształtny kawałek ziemi i kształtuje. Stwarza mnie przez całe moje życie. Rzeźbi na wzór swego Syna.

Bóg daje mi wolność – mogę swymi decyzjami zdeformować się. Wybrać drogę daleką od Jego wołania. Ale On nie patrzy wstecz. Widzi przyszłosć, pragnie bym dotarł do jednosći z Nim. Zaczyna pracę od nowa i na nowo mnie kształtuje – tworzy ze mnie inne naczynie – równie wartoścowe i potrzebne.

Nie mogę się rozczulać nad przeszłoscią i swoimi wyborami. Wybrałem coś – uzgodniłem z Bogiem. Idę dalej. On jest wiekszy od moich wyborów. On jest większy od moich upadków.

Potrzeba mi tylko pokory, by dać się Jemu kształtować. Nie chcę pozostać kupką gliny – pragne być naczyniem w Jego ręku…

Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi: Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa. Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi. Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? – wyrocznia Pana. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku. (Jr 18,1-6)

Mąż skargi

Tagi

, , , , , , , , ,

Być jak Chrystus… Być jak wzorzec, bo On jest wzorem duchowowści działania, wzorem drogi do Ojca.

On nikomu nie złorzeczył, nigdy nie skłamał, wręcz przeciwnie kochał, służył, pomagał. A jednak złorzeczono Mu, walczono z Nim, bito Go, opluwano, przygotowywano zasadzki. Jezus Chrystus i Krzyż Chrystusa był i będzie zawsze znakiem sprzeciwu. Na wieki. Aż do końca świata… Jezus nigdy nie obiecywał łatwego życia na ziemi tym, którzy za Nim podążą. Wręcz przeciwnie, mówił o prześladowania, o znienawidzeniu i konfliktach z domownikami, o niesieniu krzyża – znaku hańby. Obiecuje nagrodę niewspółmierną do tych trudów. Nagrodę wiecznego wejsćia w komunię z Ojcem. Zanurzenia się w samej Miłości, pokoju, radości. Skarb który przewyższa wielokrotnie swą wartoscią całe złoto, srebro, diamenty i perły tego świata razem wzięte. Skarb nir mający ceny. Skarb warty życia i poświęcenie życia. Skarb dostępny dla każdego.

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. (Mt 13,44-46)

Ten skarb zdobywa się sprzedając wszystko. Oddając Bogu wszystko. Sprzedajać to wszystko głównie w sferze ducha. Uznanie, że wszystko co mam pochodzi od Boga, z Jego ręki, a jedyne czego mi potrzeba to Jego Miłość i łaska.

Jezusa jako znak sprzeciwu, zapowiada już Stary Testament. W osobach proroków, postaci i wydarzeń Starego Testamentu można odczytać rysy Chrystusa i zapowiedzi osoby Jezusa. Dzisiejsze czytanie z księgo Jeremiasza pokazuje ten właśnie aspekt drogi Jezusa i Jego naśladowców. Skarga Jeremiasza:

Jeremiasz nie liczy się już ze swoim życiem. Jest przygnieciony cięarem swego krzyża do ziemi. Wolałby się nie urodzić. Wie jednak że wystrzegał się grzechu i idzie we włąściwym kierunku. Pochałaniał Słowo Boga. Łapczywie je przyjmował i pragnął wypełnić. Nie balansował na granicy armii Boga i Lucyfera. Nie wchodził w złe biznesy, nie szukał zysków na tym świecie. Podejmował drogę umartwienia. Pragnął przemiany świata. Nawrócenia ludzkości i pokutował za otaczajacy go świat.

Bóg daje obietnicę. Twój krzyż będzie dla ciebie obroną. Murem z najtwardszych skał. Neizdobytą twierdzą. Dostęp do twego serca będzie zabarykadowany dla złego ducha.

Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju. Nie pożyczam ani nie daję pożyczki, a wszyscy mi złorzeczą. Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów! Nigdy nie zasiadałem w wesołym gronie, by się bawić; pod Twoją ręką siadałem samotny, bo napełniłeś mnie gniewem. Dlaczego mój ból nie ma granic, a moja rana jest nieuleczalna, niemożliwa do uzdrowienia? Czy będziesz więc dla mnie jakby zwodniczym strumieniem, zwodniczą wodą? Dlatego to mówi Pan: Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede Mną. Jeśli zaś będziesz wykonywać to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami. Wtedy oni się zwrócą ku tobie, ty się jednak nie będziesz ku nim zwracał. Uczynię z ciebie dla tego narodu niezdobyty mur ze spiżu. Będą walczyć z tobą, lecz cię nie zwyciężą, bo Ja jestem z tobą, by cię wspomagać i uwolnić – wyrocznia Pana. Wybawię cię z rąk złoczyńców i uwolnię cię z mocy gwałtowników. (Jr 15,10.16-21)

Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę moją całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twoją i łaskę, albowiem to mi wystarcza. Amen.