58. Zawierzenie Bogu

Dziś w pierwszym czytaniu można się zanurzyć w ciekawe wydarzenie. Dawid pokonuje Goliata. Nikt w niego nie wierzy. Po pierwsze sam Saul z powątpiewaniem patrzy na swego rudego wojownika a niskim wzroście, który poszedł z procą na wyćwiczonego „komandosa”. Potem gdy Dawid staje naprzeciw Goliata zaczyna się cała seria prześmiewczych komentarzy. Zarówno tych pochodzących od giermka Goliata, jak i samego żołnierza. Oczami wyobraźni można zobaczyć Filistynów, którzy szepczą jeden drugiemu do ucha prześmiewcze komentarze dotyczące samego Dawida, jak i Izraela, który wystawił takeigo wojownika przeciw Goliatowi.

Urezkajace jest zawierzenie Dawida wobec Boga. Dawid zdaje się być metodyczny i spokojny. Nie wybrał jednego kamienia z rzeki, ale wybrał pięć. Zna swoje umiejetności i nie przecenia ich. Pokonywał niedźwiedzie i wilki – jest realistą – wie, że przeciwnik może uskoczyć w bok, że ułamki sekund w obsłudze procy mogą skierować kamień w niewłaściwą stronę. Zawierza sibie i całą sytuację Bogu. Przygotowuje się na tyle na ile potrafi. Bierze ze sobą laskę pasterską i idzie.

W jego słowach słychać pewność Boga. Namaszczenie przez Samuela otworzyło Dawida na szczególne łaski od Boga. Dawid jest świadom bożego towarzyszenia i pomocy.

(1 Sm 17, 32-33. 37. 40-51)
Dawid rzekł do Saula: „Niech niczyje serce się nie trapi! Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynem”. Saul odpowiedział Dawidowi: „To niemożliwe, byś stawił czoło temu Filistynowi i walczył z nim. Ty jesteś jeszcze chłopcem, a on wojownikiem od młodości”. Powiedział Dawid: „Pan, który wyrwał mnie z łap lwów i niedźwiedzi, wybawi mnie również z ręki tego Filistyna”. Rzekł więc Saul do Dawida: „Idź, niech Pan będzie z tobą!” Wziął w rękę swój kij, wybrał sobie pięć gładkich kamieni ze strumienia, włożył je do torby pasterskiej, którą miał, i do kieszeni, a z procą w ręce skierował się ku Filistynowi. Filistyn przybliżał się coraz bardziej do Dawida, a giermek jego szedł przed nim. Gdy Filistyn popatrzył i przyjrzał się Dawidowi, wzgardził nim dlatego, że był młodzieńcem, i to rudym, o pięknej powierzchowności. I rzekł Filistyn do Dawida: „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?” Złorzeczył Filistyn Dawidowi, przyzywając na pomoc swoich bogów. Filistyn zawołał do Dawida: „Przybliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom podniebnym i dzikim zwierzętom”. Dawid odrzekł Filistynowi: „Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie wyda cię Pan w moje ręce, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu podniebnemu i dzikim zwierzętom: niech się przekona cały świat, że Bóg jest w Izraelu. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc wyda was w nasze ręce”. I oto, gdy wstał Filistyn, szedł, zbliżając się coraz bardziej ku Dawidowi, Dawid również pobiegł szybko na pole walki naprzeciw Filistynowi. Potem sięgnął Dawid do torby pasterskiej i wyjąwszy z niej kamień, wyrzucił go z procy, trafiając Filistyna w czoło, tak że kamień utkwił w czole, i Filistyn upadł twarzą na ziemię. Tak to Dawid odniósł zwycięstwo nad Filistynem procą i kamieniem; trafił Filistyna i zabił go, nie mając w ręku miecza. Dawid podbiegł i stanął nad Filistynem, chwycił jego miecz i dobywszy z pochwy, dobił go; odrąbał mu głowę. Gdy spostrzegli Filistyni, że ich wojownik zginął, rzucili się do ucieczki.

Wygrywa i pokonuje Goliata.

W Ewangelii idziemy z Jezusem w uroczysty dzień do Synagogi. Dziś poszlibyśmy w dzień swiąteczny do kościoła. Zazwyczaj idzie się tam, by Boga wychwalać, lepiej poznawać, budować z Nim więź. W tym celu do swiatyni idzie Jezus, idą uczestnicy nabożeństwa, idzie człowiek z uschniętą ręką.

Jest jednak grupka która pryszła tam z innych pobódek. Absurdalnych. Uczeni w Piśmie – ludzie którzy niemal na pamieć znają Biblię. Przychodzą do synagogi, bo wiedzą, że jest tam człowiek niepełnosprawny, którego Jezus może uzdrowić. Zakładają że Jezus go uzdrowi!!! Ale zamiast zbadać w Biblii, zamiast zadać sobie pytanie – jak to jest możliwe, że Jezus uzdrawia – oni przychodzą by go śledzić i oskarżyć, że dokonuje tego w dzień świąteczny! Zatwardziałość serca, która trzyma umysł na uwięzi. Która nie pozwala trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość. To sa ludzie którzy dostali niezwykłe dary od Boga. Mądrość, inteligencję, wiedzę, umiejetnosć czytania, logicznego myślenia. Przekreślają to w imię podstępu. Ukierunkowują te dary w stronę zła.

Jezus próbuje przemienić ich serca. Zadaje pytanei WPROST! Już chyba jaśniej nei dało się pobudzić tych ludzi do myślenia. Oni jednak od razu po uzdrowieniu idą naradzać się – jak zabić Jezusa (Boga-Człowieka). Jak zabić Tego, który w zasadzie definiuje ich zawód ich sens istnien.

W świątyni człowiek jest powołany do otwarcia swego serca na Boga. Do zawierzenia się Jemu przez ręce Maryi. Tylko tak może uchronić swe serce od groźby zatwardziałości. Oddać się troskliwej Mamie i trwać w tym zawierzeniu.

Prócz praktyki wewnętrznej tego nabożeństwa, o jakiej mówiliśmy, są jeszcze praktyki zewnętrzne, których nie należy pomijać, ani zaniedbywać.
Pierwszą praktyką zewnętrzną jest ofiarowanie siebie w jakiś uroczysty dzień Jezusowi Chrystusowi przez ręce Maryi, której stajemy się niewolnikami; przyjęcie w tej intencji Komunii św. oraz spędzenie tego dnia na modlitwie. Ów akt poświęcenia się będziemy odnawiać przynajmniej raz do roku, najlepiej tego samego dnia. („Tajemnica Maryi” pkt 60-61)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twe dłonie wszystko to otrzymałem. Bogu, przez Twe ręce chcę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

57. Wybrani przez Boga

Bóg wybiera człowieka. Każdego człowieka. Nie ustanawia prawa by człowieka ciemiężyć, ale by dać mu przestrzeń do swobodnego poruszania się w przestrzeni ducha. Problem w tym, że sam człowiek nieraz nadinterpretuje Boże prawo. Traktuje je wyżej niż człowieka. Pozwala sobie na jego egzekucję i interpretację tak, jaby to on miał wprowadzać sąd boży w świecie – taka droga o bałwochwalstwo.

W Ewangelii widać niesamowicie absurdalna scenę. Jezus – Stwórca świata – ten, który dał prawo Szabatu ludziom. Ten, który był przy ustanawianiu teog prawa. Ten, który zna doskonale jego wykładnię i źródło, On właśnie przez ludz – interpretatorów tego prawa – jest oskarżany o nieposzanowanie prawa. Jezus jest atakowany przez ludzi wykrzywionym prawem miłości.

Bóg dał człowiekowi prawo szbatu z miłości. By człowiek odpoczął, by miał czas na rodzinę. By trochę zmusić człowieka do zatrzymania się w pędzie codzienności. Bóg zna naturę człowieka, zapał osoby ludzkiej. Wie że człowiek byłby zdolny zapracować się na śmierć. Wie jak łątwo byłoby człowiekowi zgibić balans, gdyby nie rytm tygodni. Gdyby nie dni świąteczne i dni robocze. Człowiek obudował to prawo miłości Boga swoimi regułami – setkami i tysiącami reguł – powodujać tym samym że samo prawo do odpoczynku, do relaksu, do korzystania z piękna przyrody. Do beztroskiego karmienia się ziarnem łuskanym na polu które pochodzi z ręki Boga – staje się potwornym wykroczeniem! Ciężar prawa jest postawion na głowie… Zaginał gdzieś sens…

(Mk 2, 23-28)
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: „Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?” On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”.

Problem w tym, że człowiek widzi inaczej niż Bóg. Człowiek postrzeba rzeczywistosć cieleśnie, zaś Bóg spogląda na świat całościowo – widzi ciało ale widzi też głębię ducha. Widzi piękno – szczególnie to wewnętrzne.

Bó wybiera i namaszcza inaczej niż człowiek by się tego spodziewał. Dziś w pierwszym czytaniu pokazana jest scena namaszczenia Dawida. Móstwo tam spojrzenia ludzkiego i to niesamowite wybranie Boże. W Betlejem. Właśnie na wskroś wszelkim ludzkim sądom, wyborom, pomysłom. Począwszy od Saula – wybranego prze Boga, który wpuścił w swe serce targowanie się z Bogiem o zagarnięte dobra. Dzś widać już jak okrutny i niebezpieczny stał się, starajać się utrzymać tron. Jak bardzo Samuel boi się o swe życie…! A gdyby nie Samuel i głos Boga i namaszczenie – Saul nie byłby królem…

Widzimy Jessego który rpzedstawia synów od najstarszego, przez najsilniejszych…. A jednak Bóg dopytuje się o tego najsłabszego, który nawet nie został zaproszony – tylko posłany na pole do wypasu zwierząt.

Człowiek nei odczyta Słowa Boga, nie odczyta Wybrania Bożego, jeśli nei poprosi Ducha Świętego o rozjaśnienie. Jeśli nie wejdzie w głęboką relację duchową z Bogiem za pośrednictwem Tej, która rozważała wszystko w swoim sercu. Potrzeba nam Tej Nauczycielki Bożych schematów myślenia.

(1 Sm 16, 1-13)
Pan rzekł do Samuela: „Dokąd będziesz się smucił z powodu Saula? Uznałem go przecież za niegodnego, by panował nad Izraelem. Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla”. Samuel odrzekł: „Jakże pójdę? Usłyszy o tym Saul i zabije mnie». Pan odpowiedział: „Weźmiesz z sobą jałowicę i będziesz mówił: Przybywam złożyć ofiarę Panu. Zaprosisz więc Jessego na ucztę ofiarną, a Ja wtedy powiem ci, co masz robić: wtedy namaścisz tego, którego ci wskażę”. Samuel uczynił tak, jak polecił mu Pan, i udał się do Betlejem. Naprzeciw niego wyszła przelękniona starszyzna miasta. Jeden z nich zapytał: „Czy twe przybycie oznacza pokój?” Odpowiedział: „Pokój. Przybyłem złożyć ofiarę Panu. Oczyśćcie się i chodźcie złożyć ze mną ofiarę!” Oczyścił też Jessego i jego synów i zaprosił ich na ofiarę. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i powiedział: „Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec”. Pan jednak rzekł do Samuela: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce”. Następnie Jesse przywołał Abinadaba i przedstawił go Samuelowi, ale ten rzekł: „Ten też nie został wybrany przez Pana”. Potem Jesse przedstawił Szammę. Samuel jednak oświadczył: „Ten też nie został wybrany przez Pana”. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: „Nie ich wybrał Pan”. Samuel więc zapytał Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” Odrzekł: „Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce”. Samuel powiedział do Jessego: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie”. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Od tego dnia duch Pański opanował Dawida. Samuel zaś ruszył w drogę i poszedł do Rama.

Św. Ludwik twierdzi, żę to właśnie Ci, którzy zawierzyli się Maryi. Którzy na wzór Maryi biorą Słowo Boga i rozważają je w swoim sercu. Ci pokorni, niewidoczni, cisi z zakasanymi rękawami. Że właśnie ci ludzi odegraja kluczową rolę w czasie paruzji. Zanurzeni w relacji z Mamą.

Trzeba również wierzyć, że u końca czasów, a – być może – wcześniej niż przypuszczamy, Bóg wzbudzi ludzi wielkich, pełnych Ducha Świętego i ducha Maryi, przez których ta Najświętsza Władczyni dokona na świecie wielkich cudów, by zniszczyć grzech i ponad królestwem zepsutego świata założyć Królestwo Jezusa Chrystusa, Jej Syna. Dokonają tego owi ludzie święci właśnie przez nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy, którego ledwie szkic tu przedstawię, umniejszając je z powodu mojej słabości. („Tajemnica Maryi” pkt 59)

Nie pozostaje nic jak zawierzyć wszystko Mamie. Przylgnąć do Niej i pozwolić jej działać w sobie tak jak tylko Bóg zechce. Jak Jej poleci nami pokierować i poprowadzić nas.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twe matczyne dłonie wszystko to otrzymałem. Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnosći mi wystarczą.

56. Rozpoznać czas nawiedzenia

Jezus – Bóg-Człowiek przyszedł do Izraela. Przyszedł do swego umiłowanego ludu. Chce przekazać nowe prawo, mandatum novum. Pragnie uczyć ludzi miłości. Jednakże ludzie wykazują niezwykłą ociężałość serca. To co stare jest dla nich najlepsze. Ciągnie ich do ustalonych reguł. Mało kto chce wysunąć nos poza utarte schematy…

Z dziada pradziada był w tym czasie post i tak ma być… Z tradycji, z przyzyczajenia, tak by Bogu oddać to, co „Mu się należy”. Przychodzi Jezus i mówi o innym sposobie czcenia Boga. O tym, że od postów, ofiar, całopaleń ważniejsze są ofiary ducha. Mówi o rozpoznawaniu CZASU ŁASKI. Przywiązanie do utartych schematów może czasem uchonić człowieka przed wejściem w coś złego, ae z drugiej strony powstrzymuje człowieka przed głębokim kontaktem z Bogiem. Sprawia że duchowośc karłowacieje – brakuje tego „Magis” w życiu duchowym.

(Mk 2, 18-22)
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: „Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?” Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków”.

Nowy testament, nowe Słowo, nową drogę trzeba świętować. Gdy Jezus jest blisko mnie trzeba mi się cieszyć i radować.

Gdy ZABIORĄ PANA MŁODEGO – wówczas trzeba poscić. Jezus sam nigdy człowieka nie opuszcza. JEst zawsze blisko. Kto zatem może zabrać Jezusa człowiekowi…

Jedyną sensowną odpowiedzią w tym meijscu wydaje się być zły duch. To zły duch potrafi człowieka skusić do przeciwstawienia się Bogu. Do odwrócenia się od Jezusa. Do kroczenia drogą rozpaczy. Stanu w którym SAM CZŁOWIEK odbiera sobie Boga. SAM CZŁOWIEK zaczyna żyć w błędnym myśleniu, że dla niego już nie ma przebaczenia i kontaktu z Bogiem i koniec końców skazuje siebie na wieczność bez Boga.

Tracąc Pana Młodego – Jezusa – człowiek powoli popada w rozpacz. Wówczas potrzebne jest umartwienie ciała. Odnowienie duchowości. Wyćwiczenie swej woli w odrzucaniu głosu złego ducha – wtedy uczniowie Pana zaczynają pościć. Właśnie gdy odkrywają w sobie jakąś słabość woli. Niedołężnosć woli, która sprawia, że ulegają pokusom.

Historia Saula pokazuje jak łatwo jest wchodzić w układy, zatargi ze złym duchem. Jak łatwo zostawić sobie ten maleńki fragmencik zełgo… Ale właśnie przez tą szczelinkę zacznie się wślizgiwać zły duch. Właśnie przez tą przestrzeń zacznie powoli opanowywać wnętrze człowieka. Koniec Saula nie będzie kolorowy… A wystarczyło by tutaj, teraz podjął post. Zawalczył o przychylność Pana. Powalczył o czystość serca i woli…

(1 Sm 15, 16-23)
Po zwycięstwie Saula nad Amalekitami Samuel powiedział Saulowi: „Dosyć! Powiem ci, co rzekł do mnie Pan tej nocy”. Odrzekł: „Mów!” I mówił Samuel: „Czy to nie jest prawdą, że choć byłeś mały we własnych oczach, to jednak ty właśnie stałeś się głową pokoleń izraelskich? Pan bowiem namaścił cię na króla izraelskiego. Pan wysłał cię w drogę i nakazał: Obłożysz klątwą tych występnych Amalekitów, będziesz z nimi walczył, aż ich zniszczysz. Czemu więc nie posłuchałeś głosu Pana? Rzuciłeś się na łup, popełniłeś więc to, co złe w oczach Pana”. Saul odpowiedział Samuelowi: „Posłuchałem głosu Pana: szedłem drogą, którą mnie posłał Pan. Przyprowadziłem Agaga, króla Amalekitów, a Amalekitów obłożyłem klątwą. Lud zaś zabrał ze zdobyczy drobne i większe bydło, aby je w Gilgal ofiarować Panu, Bogu twemu, jako pierwociny rzeczy obłożonych klątwą”. Samuel odrzekł: „Czyż milsze są Panu całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość – od tłuszczu baranów. Bo opór jest jak grzech wróżbiarstwa, a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa. Ponieważ wzgardziłeś nakazem Pana, odrzucił cię On jako króla”.

Nikt z nas nie zna czasu przyjscia Pana. To będzie niezywkła ŁASKA CZASU ogarniająca cały świat. Wtedy będzie już ostatni szansa na stanięcie przy Panu. Na bycie blisko. Ostatnia możliwość… Nie warto jednak czekać na ostatnią chwilę ludzkości, bo zerce człwoieka moze się stac z czasem zatwardziałe jak serce Saula czy uczonych w piśmie. Może się wydawać żę zrobiłem co miałem i mogę być spokojny o przychylność Boga. Umartwiam się – a Jezus zapyta czemu się nie cieszysz skoro przyszedłem….

Tylko wierne pokorne trwanie przy Panu daje pewnosć bycia gotowym.

Skoro Bóg we Wcieleniu przyszedł na świat przez Maryje, to wydaje się być naturalnym to, że przyjdzie też powtórnie przez Nią. Nie wiemy jak się to dokona. Być może przez ludzi Jej odanych. Zapewne przez Kościół, którego Ona jest Matką. Przyjdzie przez krzyż – możliwe, że przez kosciół hierarchiczny będzie odrzucony, albo przynajmneij mocno spolaryzuje i wykrystalizuje postawy ludzi…

Tylko Matka potrafi człowieka przygotować na ten ostatni egzamin Wszechświata – na jego ostatni dzeń – na przyjscie Pana w chwale:

Jeżeli przez Maryję Bóg przyszedł po raz pierwszy na świat w uniżeniu i wyniszczeniu, to czy nie można powiedzieć, że przez Maryję Bóg przyjdzie po raz drugi, jak tego oczekuje cały Kościół, by zapanować wszędzie oraz sądzić żywych i umarłych? Jak się to stanie i kiedy się to stanie, któż to wie? Wiem jednak dobrze, że Bóg, którego myśli bardziej są odległe od naszych, niż niebo od ziemi, przyjdzie w czasie i w sposób najmniej oczekiwany przez ludzi, nawet tych najbardziej uczonych i najlepiej znających Pismo Święte, jakie na ten temat nie mówi jasno. („Tajemnica Maryi” pkt 58.)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi i Jemu przez twe matczyne ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wsyatrczą.

55. Ta która zna serce Syna

Kana Galilejska. Początek działalnosci Jezusa. Nie przyszła jeszcze godzina Jezua, a jedak pod wpływam Matki, Jezus dokonuje cudu. Niesamowita jest ta relacja Maryi i Trójcy… Ona z największą pokorą mówi: „uczyńcie co mówi Syn”. Zdajmy się całkowicie na wolę Boga i tym rozbraja serce Boga. Syn Boży nie potrafi nie odpowiedzieć na tak pokorną prośbę Matki. Prośbę ludzi zaniesioną przez Maryję.

(J 2, 1-11)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: „Nie mają wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?” Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

Pokorna prośba zaniesiona do Mamy i Jej powierzona przyspiesza działanie Boga…

Stajac się niewolnikiem Miłości, niewolnikiem Maryi, pozwalamy Jej zapanować nad naszą duszą. Oczyszczać ją. Rozszerzać nasze serce. Ona zaczyna w nas być i funkcjonować. Ale to wszystko na wzór Jej relacji do Boga. Bo to Ona jest światem i Rajem Boga. Skoro więc Ona w nasz znajduje swoje miejsce, to przychodzi do nas z całą Trójcą. Ojciec i Syn zamieszują ansze serce w Maryi i wieczerzaja w nim. Kroczenie do Boga bez Niej sprawia, że człowiek nigdy nie będzie w stanie w tak czysty i doskonały sposób przygotować serca. Ja człowiek oddaję swe serce Jej – Nie-Pokalanej żadnym grzechem. I Dopiero w Niej – Niepokalanej może zamieszkać Bóg w całej pełni. Niesamowite zależności wymagające ogromnej pokory. Ona nigdy Boga nie przesłania. Ona nigdy Go nie zasłania. Wręcz przeciwnie zawsze na Niego wskazuje – tak jak robi to w Kanie. Ona Go przynosi do naszego serca, niosąc Go w sobie, tak jak przyniosła do Elżbiety i Zachariasza. Ona nasze pragnienia przekazuje Bogu oczyszczone i udekorowane swymi cnotami. Ona nasze zasługi oczyszcza i sprawia że są przepięknymi, przecyzstymi darami przed obliczem Boga. Tylko Ona to potrafi i tylko z Nią można w tak piękny i niesamowity sposób kroczyć ku Wieczności:

Wreszcie, Maryja staje się dla naszej duszy wszystkim u Jezusa Chrystusa. Ona oświeca nasz umysł swoją czystą wiarą. Ona pogłębia nasze serca swoją pokorą, poszerza je, rozpala, oczyszcza własną czystością, uszlachetnia je i powiększa przez swe macierzyństwo. Ale po cóż o tym mówię? Tylko doświadczenie daje poznanie tych cudów Maryi, które wydają się niemożliwe nie tylko uczonym i pysznym, lecz nawet ogółowi pobożnych. („Tajemnica Maryi” pkt 57)

Jedyna droga by tego zasmakować, to wejsc na drogę zawierzenia Maryi. Na drogę duchowego niewolnictwa Miłośći.

Oblubienica Boga… Na Jej słowo Bóg przyspiesza swe działania i łaski…

Słowa z ksiegi Izajasza można czytać w kontekście Izraela ale i w kontekście najczystszej z córek Izraela – Maryi. Ona Odwraca to co zrobiła Ewa w Raju. Jest Nową Ewą. Prawdziwą izraelitką, w której nie ma grezchu. Najczystszym z ludzi – nie obarczona żadnym grzechem. Ona jest światem Boga, krainą Boga, rajem Boga. W Niej Bóg pragnie zamieszkać. Ją utworzył jako mieszkanie dla siebie:

(Iz 62, 1-5)
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana określą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie „Porzucona”, o krainie twej już nie powiedzą „Spustoszona”. Raczej cię nazwą „Moje w niej upodobanie”, a krainę twoją – „Poślubiona”. Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.

Ona Niepokalane Poczęcie – przyjmująca imię swego Oblubieńca – Ducha Świętego, który jest Niepokalanym poczęciem. Ona w niezwykły sposób zespolona z Duchem Świętym. Z tego zespolenia dokonało sie Wcielenie. Zrodził się Bóg-Człowiek. Cała miłość świata stworzonego z Niej i całą miłość świata nadprzyrodzonego z Ducha. Ona jest Wszechpośredniczką Łask – potrafi przekazywać, współdziałać z Duchem Świętym w obdarowywaniu człowieka niesamowitymi łaskami:

(1 Kor 12, 4-11)
Bracia: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

Wszystko czego potrzeba to zawierzyć się Jej w niewolę miłości.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź mnie jako sweog niewolnika. Weź wszsytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to otrzymałem przez Twoje pośrednictwo. Jemu przez Twe matczyne ręce pragnę to wszystko oddać. Zawierzam się Tobie Mamo bez zastrzeżeń. Ty Mamo wszytkim tym zarządzaj. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wysatrczą.

54. Kondycja ludzka

Bóg zna kondycję człowieka. Zna ludzką słabość i podatność na grzech. Najgorszą jednakże postawą człowieka jest negowanie tej słabości i uznawanie siebie za bezgrzesznego i w pełni zdrowego. Wówczas człowiek stawia się na równi z Bogiem i z czasem mówi Bogu że Go nie potrzebuje – że poradzi sobie sam…

(Mk 2, 13-17)
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” Ten wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Maryja – choć rzeczywiście była bez grzechu to z pokorą i uniżeniem lgnęła do Boga. Ciągle blisko. Nie wynosiła się nad innych mówiąc że jako grzesznicy są od niej gorsi i godni pożałowania – nie powinno się ich zapraszać na wieczerzę. Wręcz przeciwnie – ona nas właściwie nastawia do Pana. sprawia że rozwijamy się ku dobremu i stale nawracamy – wystarczy się Jej zawierzyć bez reszty. Poddać się Jej prowadzeniu i przewodnictwu.

Maryja jest wszędzie Dziewicą płodną, wnosi zatem do każdego wnętrza czystość serca i ciała, wprowadza czystość w jego intencje i zamiary oraz obfitość dobrych uczynków. Nie myśl, że Maryja najpłodniejsza ze stworzeń, która zrodziła Boga, pozostaje bezczynna w duszy wiernej.. Ona sprawia, że dusza wciąż żyje dla Jezusa Chrystusa, a Jezus Chrystus w niej. ‘Filioli mei, quos iterum parturio donec formetur Christus in vobis’ – ‘Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje’ (Ga 4,19). I jeśli Chrystus jest owocem Maryi zarówno w każdej duszy, jak i w świecie w ogóle, to szczególnie jednak w duszy, w której mieszka Maryja, Jezus Chrystus jest Jej Owocem i Jej Arcydziełem. („Tajemnica Maryi” pkt 56)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam.i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi i Jemu przez Twe dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystki i przynieś mi tylko Miłość i łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.

53. To co niewidoczne i nieodczuwalne

Dziś Ewangelia pokazuje neizwykłą scenę. Tłum ludzi stoi przed wejsciem do domu. Wszyscy się tłoczą, stoją w ścisku. A gdzieś od tyłu nadchodzą ludzie niosący paralityka na noszach. Przynoszą przyjaciela, by Jezus go uzdrowił. Nie mają szans przecisnać się przez tłum. Są kreatywni w swojej drodze do Jeazusa. Wykorzystuja swoja inteligencję i umiejetnosci – dary Boga która mają – i wymyślają spsoó an dotarcie z przyajcielem przed oblicze Pana. Wchodzą na dach i szpuszczają go na noszach przed stopy Jezusa. Pośrednicy i wstawiennicy. Jakże niezwykły ejst ich wpływ na duchowość i na prowadzenie człowieka przed oblicze Pana.

(Mk 2, 1-12)
Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy”. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?” Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!” On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: „Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.

Jezus widząc ICH WIARĘ uzdrawia tego człowieka od grzechu. Dzieje się rzecz nieprawdopodobna w przestrzeni ducha. Ale niewidoczna i nieodczuwalna w przestrzeni materialnej. Najbardziej istotone jest to co niewidoczne. Co dzieje się na głębinach serca i ducha. Gdyby człowiek doswiadczał tego co tam się dzieje mógłby skutecznie popsuć boże działanie. Dobrze, że nie czujemy, że będzimy mogli się przekonać o tych wszystkich cudach dopiero po śmierci…!

Jezus uzdrawia tego człowieka cieleśnie jakby na dodatek, dla uczonych w piśmie, aby przekonać ich serca. W centrum tego wydarzenia jest ODPUSZCZENIE GRZECHÓW!

Na tym polega duchowość. Iść. Nieraz się przedzierać nie czujac nic prócz posuchy. Wiernosć jednak przynosi owoce. Nieraz takie, które posmakujemy w przyszłym życiu. Na drodze niewoli Miłości może się wydawać że nic się nie dzieje, a tak na prawde w świecie ducha dokonują się przeogromne cuda – moja dusza przemienia się w dusze Maryi. We mnei zyje Maryja. A Maryja jest światem i rajem Boga! Czyli przychodzi i tworzy we mnie mieszkanie dla Boga. Syn z Ojcem przychodzą do mnie aby tu wieczerzać. Maryja dokonuje przeogromnych cudów wewnętrznych…

Nabożeństwo to, wiernie praktykowane, przyniesie twej duszy wielkie i liczne korzyści. Jednakże największy dar, jakim cieszą się dusze, stanowi ustanowienie już tu, na ziemi, życia Maryi w twej duszy, tak dalece, że to już nie twoja dusza żyje, lecz żyje w niej Maryja. Dusza Maryi – można by rzec – stanie się twoją duszą. Jeżeli, dzięki niewypowiedzianej choć prawdziwej łasce, Matka Boża jest Królową w jakiejś duszy, to jakichże cudów Ona w niej nie sprawia?! Jako sprawczyni ogromnych cudów, szczególnie wewnętrznych, Maryja działa w ukryciu, nawet bez wiedzy duszy, która – świadoma owego działania – mogłaby zeszpecić piękno Jej dokonań. („Tajemnica Maryi” pkt 55)

Problem jest taki, że człowiek, nawet ostrzegany przez Boga, ciągle szuka tego co zewnętrzne negując lub odrzucajać Boga w swym sercu. Stawia zmysły ponad duchem. Bagatelizuje przestrzeń ducha. Obrazuje to niezwykle pierwsze czytanie. Ludzie chcą króla tak jak inne narody. Bóg jest ich Panem, a oni chcą jeszcze kogoś pośrodku. Człowieka grzesznego, pełnego próżnosci i pragnień. Przed tym przestrzega ich prorok. Ustanowienie ludzkeigo króla skończy się dla was źle… Prorok mówi o skutkach. Oni jednak chcą widzieć tylko pozytywy. Chcą by ten król przejął część z przymiotów Boga – by sądził, chronił ich, karmił… Tworzą sobie bożka z człowieka, tylko dlatego, że Boga nie widzą i nie doswiadczają. Maja coś unikatowego i niezwykłego – mają Boga za swego króla i Pana – a jednak szukają wzamian czegoś kruchego, nieporadnego, zkorego do wynaturezń…

Bóg, który szanuje wolę ludzi, daje im to czego chcą. Mimo, że wie, że przyniesie im to cierpienie… Mimo, że z miłoscią ostrzegał ich słowami proroka…

1 Sm 8, 4-7. 10-22a)
Zebrała się cała starszyzna izraelska i udała się do Samuela do Rama. Odezwali się do niego: „Oto ty się zestarzałeś, a synowie twoi nie postępują twoimi drogami; ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządził, tak jak to jest u innych narodów”. Nie podobało się Samuelowi to, że mówili: „Daj nam króla, aby nami rządził”. Modlił się więc Samuel do Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą”. I powtórzył Samuel wszystkie słowa Pana ludowi, który od niego zażądał króla. Mówił: „Oto jest prawo króla mającego nad wami panować: Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni, aby biegali przed jego rydwanem. I uczyni ich tysiącznikami, pięćdziesiątnikami, robotnikami na swojej roli i żniwiarzami. Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, waszych najlepszych młodzieńców i osły wasze i obarczy pracą dla siebie. Nałoży dziesięcinę na trzodę waszą, wy zaś będziecie jego sługami. Sami będziecie narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha”. Odrzucił lud radę Samuela i wołał: „Nie, lecz król będzie nad nami, abyśmy byli jak wszystkie narody, aby nas sądził nasz król, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny!” Samuel wysłuchał wszystkich słów ludu i przekazał je do uszu Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj ich głosu i ustanów im króla!”

Aby nie popełnić tego błędu trzeba się uciekać do prawdziwej Królowej. Trzeba dbac o to co duchowe i w głębinach duszy – mimo, że jest to nieodczuwalne i nienamacalne.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moja, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi i Jemu przez twe matczyne dłonie pragne to oddać. Ty, Mamo, która znasz wolę Ojca roporządzaj tym wszystkim. przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

 

52. Modlitwa i czyn

Ewangelia pokazuje Jezusa, ktry posuguje. Uwalnia dusze, uzdrawia ciaa, naucza. Jednake noc udaje się na modlitwę. Utrzymuje ciągle balans między modlitwą i czynem. Ani sama modlitwa, bez potwierdzenia czynami nie jest dobra, ani też samo działanie i akcja, bez zakorzeniania w modlitwie nie prowadzi w dobrą stronę. Potrzeba spokojnego, właściwego balansu, bo wówczas dokonują się rzeczy wielkie:

(Mk 1, 29-39)
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Niezwykłe jest to, że Jezus ZACZYNA od modlitwy. Zaczyna dzień od spotkania z Ojcem na modlitwie, by potem do samego zmroku podejmować działanie. Ta modlitwa STERUJE działaniem. Jezus modli się. Apostołowie przedstawiaja Mu ogromną potrzebę ludzi którzy Go szukają w miejscowości, gdzie uzdrowił teściową Piotra. A jednak owocem tej MODLITWY porannej jest decyzja, by pójśc DALEJ, GDZIEŚ INDZIEJ.

Modlitwa, która prowadzi do działania rodzi się z praktyki. Z ciągłej i neiustannej praktyki duchowej. Dusza człowieka musi być nasycona konkretnym duchem, konkretną postawą zaufania do Boga. Dusze nastraja się na modlitwie, by usłyszeć głos Boga, zaś Boże wezwanie wypełnia się czynem.

Samuel ŚPI W NAMIOCIE PRZYBYTKU. Śpi w przestrzeni modlitwy i Bóg zaczyna Go wołać. Zaczyna mówić do jego serca. POWOŁUJE GO. A Samuel pouczony przez doświadczonego juz w modlitwie Hellego zaczyna Bogu odpowiadać. Dojrzewanie duchowe – o to chodzi w zyciu duchowym:

(1 Sm 3, 1-10. 19-20)
Młody Samuel usługiwał Panu pod okiem Helego. W owym czasie rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste. Pewnego dnia Heli spał w zwykłym miejscu. Jego oczy zaczęły słabnąć i już nie widział. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Samuel zaś spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: „Oto jestem”. Potem pobiegł do Helego, mówiąc mu: „Oto jestem, przecież mnie wołałeś”. Heli odrzekł: „Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać”. Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: „Samuelu!” Wstał Samuel i poszedł do Helego, mówiąc: „Oto jestem, przecież mnie wołałeś”. Odrzekł mu: „Nie wołałem cię, synu mój. Wróć i połóż się spać”. Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: „Samuelu!” Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: „Oto jestem, przecież mnie wołałeś”. Heli zrozumiał, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: „Idź spać! Gdyby jednak ktoś cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu. Przybył Pan i stanąwszy, zawołał jak poprzednim razem: „Samuelu, Samuelu!” Samuel odpowiedział: „Mów, bo sługa Twój słucha”. Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię. Cały Izrael od Dan aż do Beer-Szeby poznał, że Samuel zyskał potwierdzenie jako prorok Pański.

I to właśnie Maryja potrafi kształtować duszę zasłuchaną w głos Boga i gotową do wypełnianai woli Boga. DO wprowadzania wołania Boga z modlitwy w konkretne czyny. Ona pozwala wejść w niesamowitą relację z Bogiem. Wierna praktyka nabożeństwu świętej niewoli – oddania się Maryi – przynosi z czasem niezywkłe owoce:

Pracujmy zatem, droga Duszo, aby przez wierną praktykę tego nabożeństwa, była w nas dusza Maryi, by wielbić Pana, i żeby był w nas duch Maryi, by radować się w Bogu, naszym Zbawcy. – według słów św. Ambrożego: Sit in singulis anima Mariae ut magnificet Dominum, [sit] in singulis spiritus Mariae [ut] exultet in Deo. Nie sądź, by było większą chwałą i szczęściem przebywać na łonie Abrahama, którym jest raj, niż na łonie Maryi, skoro sam Bóg umieścił w Niej swój tron. Wedłg zaś słów uczonego opata Guerryka: Ne credideris majoris esse felicitatis habitare in sinu Abrahae, qui [vocatur] Paradisum, quam in sinu Mariae in quo Dominus thronum suum posuit. („Tajemnica Maryi” pkt 54)

Trzeba zatem coraz głębiej wchodzić w tą niezwykłą praktykę świętej niewoli. Praktykować. Przełamywać siebie. Pokonywać swoje ja i służyć Mamie.

Mamo, weź i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twe dłonie wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe matczyne ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Pragne być Twoim niewolnikiem. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

51. Tylko zniechęcenie jest przegraną

Jezus wędruje nabrzeżem Jeziora Galilejskiego. Widzi ludzi pracy. Ludzi, którzy wytrwale pracują, by utrzymać rodzinę, dom. Wypływają jeszcze o zmroku na jezioro by łowić ryby. Nie próżnują. Nie lenią się. Wytrwale działają. Są nauczeni doświadczeniem życia. Nie teoretyzują. Nie szukają skrótów i łatwego wygodnego życia. Ich włąśnie powołuje Jezus. Gdyby ich nie było przy pracy, w tym codziennym znoju, w łodzi. Gdyby powiedzieli sobie, już dosyć – wóczas może nigdy nie spotkaliby Jezusa. Nie zostaliby filarami Kościoła!

A wszystko zaczyna się gdy Jan, któremu oni się przysłuchiwali został uwięziony. Niesamowite jest to, że Jan głosił nawrócenie, chrzcił wodą. Przygotowywał na przyjście Jezusa. NIE ZNIECHĘCIŁ SIĘ. Nie poddał. Nie zawrócił. Poszedł tam, gdzie wołał go Pan. I oddał życie za Jezusa. Oddał życie bo mówił prawdę tam, gdzie była ona niewygodna. Bóg powołał go jako GŁOS NA PUSTYNI. Jako głos wzywajacy do nawrócenia. I za to wołanie Jan stracił głowę. Do końca wierny.

Jego misję podjął i kontynuuje sam JEZUS! Przychodzi do Galilei i powtarza słowa Jana. Idzie dalej…

To Jezus ich ujrzał. To Jezus podjał inicjatywę i ich powołał…

(Mk 1, 14-20)
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

Jeszcz bardziej wytrwałość i trud przedzierania się przez cierpienei przedstawia pierwsze czytanie. Anna – bezdzietna kobieta. Ukochana przez męża. Znosząca krzyż obelg, wyśmiewania. W tamtej kulturze napiętnowana i uznawana za gorszą. Druga żona Eliakima naśmiewa się z niej, czyni jej przykre uwagi. Ona jednak TRWA przy mężu i przede wszystki przy BOGU – TRWA LATAMI! Jest wytrwała i to jej wytrwałość nagrodzi Bóg. Nagrodzi w niezwykły sposób.

(1 Sm 1, 1-8)
Był pewien człowiek z Ramataim, Sufita z górskiej okolicy Efraima, imieniem Elkana, syn Jerochama, syna Elihu, syna Tochu, syna Sufa, Efratejczyka. Miał on dwie żony: jednej było na imię Anna, a drugiej Peninna. Peninna miała dzieci, natomiast Anna ich nie miała. Corocznie człowiek ten udawał się z miasta swego do Szilo, aby oddać pokłon i złożyć ofiarę Panu Zastępów. Byli tam dwaj synowie Helego: Chofni i Pinchas – kapłani Pana. Pewnego dnia Elkana składał ofiarę. Dał wtedy żonie swej, Peninnie, wszystkim jej synom i córkom po części ze składanej ofiary. Również Annie dał część, lecz podwójną, gdyż Annę bardzo miłował, mimo że Pan zamknął jej łono. Jej rywalka przymnażała jej smutku, aby ją rozjątrzyć z tego powodu, że Pan zamknął jej łono. I tak się działo przez wiele lat. Ile razy szła do świątyni Pana, tamta dokuczała jej w ten sposób. Anna więc płakała i nie jadła. I rzekł do niej jej mąż, Elkana: „Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?”

Jej oczekiwanie, jej wytrwałość, jej modlitwa, jej wybranie i umiłowanie przez oblubieńca jest zapowiedzią Elżbiety i Maryi. Anna nie poddała się wyniszczajaćej zazdrości. Peninna, mimo, że miała wiele to i tak chciała się dowartościować kosztem Anny.

Anna wytrwała, nie poddała się.

W duchowości największą przegraną jest zniechęcenie i poddanie się. Tego uczą świeci. Tego uczy życie Maryi. Ona poszła aż pod krzyż na którym umierało Jej jedyne dziecko. Na Jej wzór trzeba iść wytrwale w doświadczeniu. Nie zatrzymujac się tylko an teorii życia. Życie to konkret – o praktyka. Duchowość to życie prawdziwe…

Doświadczenie nauczy cię nieskończenie lepiej niż moje słowa i jeśli byłeś choć trochę wierny praktykowaniu tego, o czym ci mówiłem, znajdziesz tyle bogactwa i łask, aż się zadziwisz, a dusza twoja napełni się radością. („Tajemnica Maryi” pkt 53)

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem. Bogu przez Twe matczyne ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzja tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnosći mi wystardzą.

50. Chrzest

Dziś Niedziela Chrztu Pańskiego. Wspomnienie wydarzenia w historii Zbawienia, gdy Jeus przyszedł nad Jordan. by przyjąć chrzest od Jana. Chrzest, którego On w zasadzie nie potrzebował w takim wymiarze w jakim potrezbowali go inni, którzy tam przychodzili. Chrzest, który z jednej strony uświęcił i wskazał kierunek dla Chrztu, który my przyjęliśmy, z drugiej strony był jakąś klamrą spinającą Jego działalność na ziemi. Zaczął od chrztu z wody a zakończył na chrzcie krwi na Krzyżu. Wszedł do Jordanu i zabrał na siebie wszystkie grzechy zmyte tą wodą z ludzi i zabrał je na krzyż by tam je zgładzić obmywając w swojej Najświętszej krwi.

Sakrament Chrztu prowadzi do krzyża, prowadzi do przebitego boku Jezusa, z któreog wypłynęły Krew i Woda. Ten sakrament zanurza w Krzyżu i gładzi wszelkie grzechy człowieka. Jednakże można go przyjac tylko raz.

Mało kto pamięta swój chrzest. Jeden z najprostszych sakaramentów. W szczególnych wypadkach (zagrożenia życia) w ramach kapłaństwa powszechnego wyniakajacego z chrztu, jego szafarzem może być każdy ochrzczony chrześcijanin. Niby nic się nie dzieje. Tryz razy polewana jest głowa chrzczonego. Wypowiadana jest dormuła: [Imię], ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Ale w przestrzeni ducha temu człowiekowi odpuszczone są wszystkie grzechy.

Prostota… Na płaszczyźnie ludzkiej nic nadzwyczajnego… I to jest całą niezwykłość życia duchowego. Ono rodzi się w przestrzni wiary. Często nie ma tu zewnętrznych potwierdzeń, nie ma emocji, uniesień, a dokonują się wielkie cuda. Chóry Aniołów wyśpiewują Alleluja. Cieszą się zastępy świętych w Niebie, bo grzesznik został obmyty i wszczepiony w ciało Chrystusa. Dokonał się jeden z najwiekszych cudów. Cała działalnosć Chrystusa idzie właśnie w tym kluczu. Często Jezus zaczyna od uzdrowienia duchowego a dopiero potem – na potwierdzenie – daje uzdrowienie cielesne.

(Łk 3, 15-16.21-22)
Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem”. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”.

Dokonuje się rzecz niezwykła – Trójca się objawia. Wskazuje na Syna!

Niezwykła jest w tej materii osoba Maryi. Matka Kościoła. Matka Ochrzczonych. Nie przyjeła chrztu z wody. Nie miała grzechu pierworodnego. Jest stworzona dla Boga, jako przeczysty Świat Boga i Raj Boga. Złączona z głową Kościoła – Jezusem. Przed porodem karmiła Go swoim ciałem przez pępowinę. Po porodzie opiekowała się i troszczyła o Niego. Matka Boga. Matka Kościoła. Maryja. Nie potrzebowała chrztu z wody, ale została ochrzona KRWIĄ. Przeżyła męczarnie widząc paschę Syna. Jej serce przeniknął miecz. Ona przeżyła samą ostotę Chrztu, której my pewnie nie bylibyśmy w stanie unieść. Ona szła krok w krok z Tym, który niósł grzechy ludzkości na Golgotę. Towarzyszyła Mu w każdym Jego kroku, oddechu. Wykąpana w oczyszczajacym cierpieniu, tak jak każdy z nas został obmyty wodami chrztu.

Bóg udziela każdemu udziału w swoim Krzyżu i swej Chwale na tyle, na ile jest to pożyteczne dla człowieka. Na tyle, na ile człowiek potrafi to unieść. Trzeba umieć Bogu w tej materii zaufać i nie szukać na siłę doświadczeń duchowych.

Ponadto, strzeż się, byś nie próbowała na siłę odczuwać i kosztować tego, co mówisz i co czynisz: mów i czyń wszystko w czystej wierze, jaką miała na ziemi Maryja i jakiej Ona użyczy ci z biegiem czasu. Pozostaw twej Pani jasne oglądanie Boga, uniesienia, radości, pociechy, bogactwa; a dla siebie weź jedynie czystą wiarę, pełną udręczeń, rozproszeń, znużenia, oschłości. Powiedz: Amen — niech mi się stanie to, czego chce moja Pani w Niebie, Maryja. Teraz właśnie jest dla mnie najlepsze, co mogę uczynić…
Strzeż się również niepokoju, jeżeli nie radujesz się jeszcze słodką obecnością Najświętszej Dziewicy w twoim wnętrzu. Ta łaska nie wszystkim jest dana; a kiedy Bóg w swym wielkim miłosierdziu obdarza nią duszę, ona łatwo może ją stracić, jeśli nie pozostaje wierna skupieniu. I jeśli więc to nieszczęście ci się przydarzyło, zawróć spokojnie i przeproś swą Władczynię. („Tajemnica Maryi” pkt 51, 52)

Maryja pod krzyżem została Matką Kośćioła. Testament – Nowy Testament – Jezus oddaje nas wszystkim Matce, i Ją daje nam. Daje nam Mamę, byśmy ją wzięli do siebie do domów. By stała się naszym domownikiem. Nasza Panią. Trzeba ją wpuścić do wszystkich zakamarkó domu. Zwłszcza tam, gdzie jeszcze jest ciemni i brudno od grzechu. Ona potrafi doprowadzić człowieka do życia pełnią sakramentu chrztu – czyli do bycia w pełni CHRZEŚ-cijaninem (żyjącym Chrztem człowiekiem).

Trzeba się Jej tylko zawierzyć i w pełni zaufać – bez zastrzeżeń – na przepadłe.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twe matczyne dłonie, wszystko to otrzymałem. Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnośći mi wystarczą.

49. Zobaczyli dziecię z Maryją

Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.

Co było tak niezwykłego w Maryi, w tej relacji między Nią i Jezusem, że Ewangelista tak mocno to tu podkreślił. Jezus i Maryja. Ona przedstawia im Jezusa, Ona ich ostatec,nie nakierowuje,a Oni oddają Mu pokłon.

Odkryli że to właśnie Mesjasz – poprzez Jego Matkę. Musiała z Niej bić jakaś niezwykła godność Bożej Rodzicielki – Królowej… ?

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twe dłonie wszystko to mam. Jemu przez Twe ręce chcę to oddać. Ty ktora znasz wolę Ojca rozporzadzaj tym wszystkim. Pr,ynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Przejdź do paska narzędzi