Dziś w Ewangelii są ludzie gorącej krwi, którzy od razu sądzą (niesprawiedliwie), wydają wyrok I go chcą niezwłocznie wykonać. Faryzeusze nie patrzą na dobro którego dokonał Jezus, nie badają balansu między tym dobrem, a tym, co oni uznają za złe. Od razu wszystko jest czarne lub białe.

Inaczej jest z uczniami Jana. Oni nie są łatwowierni. Słuchali Jana. Przyglądali się Jezusowi i Jego czynom. Sprawdzali, co z tych różnych opowieści i doniesień – czasem zniekształconych przez przekazujących – zgadza się z prawdą. Zgadza się że Słowem Bożym i zapowiedziami Jana.

(J 10,31-42)
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Uczniowie Jana jakby naturalnie korzystali z zasady ignacjańskiego fundamentu i doszli do prawdy.

Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. (ĆD23b)

Co prawda zasada Ignacego odnosi się do rzeczy, ale powinna przenikać całe życie chrześcijanina. Życzliwość i zdrowa ostrożność.Sprawdzam jak to, xo mnie otacza ma się do Słowa Bożego. Przyjmuję o tyle, o ile pomaga ma iść w stronę CRLU. Ale też odrzucam do tego stopnia,do którego mi przeszkadza.

To takie delikatne chirurgiczne rozdzielanie spraw w życiu. Nigdy od razu  totalnie nie, Chyba że jest to pokusa do grzechu. Jeśli jednak rzeczy daja korzysci ale i przeszkadzaja, trzeba to zbadać! Podejście do świata ma być przesycone życzliwością. Chrześcijanin nie powinien mieć w sobie ciasnoty myślenia, czy fałszywego ascetyzmu. Nie powinien maniheistycznie wszystkiego odrzucać, albo hedonistycznie szukać przyjemności na każdym kroku.

Trzeba patrzeć na świat oczami Stwórcy. Wołając: dobre, dobre, bardzo dobre. Korzystać, posługiwać się a nie z miejsca odrzucać. Alekorzystać mądrze. O tyle, o ile te rzeczy, sprawy, talenty pomagają w drodze do CELU.

To nie jest prosta postawa. Ale dJe szczęście, pokój i wolność. Wymaga wyćwiczenia, ascezy i samozaparcia. Modlitewnego rozważania spraw tego świata.

Trzeba stać się OPTYMISTYCZNYM REALISTĄ. Radować się ze świata przyjmując go i używając w sposób mądry. Zło nie jest zaklęte w przedmiotach, ono jest w sposobie ich używania! Zło dzieje się wtedy, gdy człowiek zaczyna używać rzeczy wbrew ich pierwotnemu przeznaczeniu –  które nadał im Stwórca. Zło jest wtedy, gdy używam rzeczy tego świata tak, że przeszkadzają mi w drodze do Zbawienia.

Trzeba się uczyć rozważania spraw tego świata w głębi serca – tak jak Maryja.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to, co mam i posiadam. Z  ręki Boga przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce chcę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.