Rozpoznać czas i miejsce

Słowo na Czwartek 21 Listopada

W Ewangelii ze Środy 20 Listopada Jezus mówi o sobie jako o tym, który idzie w podróż by zdobyć godność królewską. Mówi też o tym, jak odniesie się do Niego naród Izraela:

Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”.

Perykopa z Czwartku opisuje kontynuację drogi Jezusa do Jerozolimy. Wg tradycji przechodzi przy ogrodzie oliwnym, gdzie za kilka dni będzie cierpiał katuszę duchowego osamotnienia i odrzucenia. Miejsca gdzie będzie pojmany. Tutaj – spoglądając na umiłowane miasto – płacze:

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. (Łk 19,41-44)

Płacze nad skamieniałymi sercami ludzi. Nad sercami zamkniętymi na Jego Miłość. Nad tragedia tych ludzi, którzy – jeśli pozostaną w takim zamknięciu – skazują się na piekło – wieczny niepokój, brak wolności i cierpienie. Jezus wypowiada też proroctwo dotyczące zburzenia Jerozolimy – bardzo namacalnego znaku. Bóg przyniesie ten czas by wezwać naród Izraela do otrząśnięcia się. Do zrozumienia, ze to nie kamienie i setki praw są sensem relacji z Nim, ale wiara i głęboka relacja.

Historycy mówią o niezwykle krwawym oblężeniu Jerozolimy w latach 70-tych naszej ery. Głodzie. Pożodze i śmierci setek mieszkańców tego miasta.

za to, że nie rozpoznało czasu swego nawiedzenia…?

Bóg daje łaskę czasu i miejsca. To właśnie tu i teraz, gdy pojawia się natchnienie Ducha Świętego jest czas do pójścia za tym głosem. Nie później i nie w innym miejscu. Bóg daje łaskę tu i teraz i obdarza po-wołaniem do działania. Lud Jeruzalem nie rozpoznał czasu nawiedzenia. Ale ja także nieraz odkładam działanie i odpowiedź na Boże wołanie na później. Nie rozpoznaję lub nie podejmuję czasu i miejsca swego nawiedzenia.

Duchu przyjdź i daj mi rozpoznawać czas Twego nawiedzenia.

Bankierzy Królestwa Bożego! Kim są i jaką obracają monetą?

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Słowo na Środę 20 Listopada 2019

Wytrwałość to klucz do drogi życia – bo tylko zniechęcenie i poddanie się jest prawdziwą przegraną. Sługa Jezusa nie może też żyć tylko oczekiwaniem – w lenistwie duchowym. Jezus wzywa do Bożej Ekonomi. Do pomnażania dobra, do multiplikowania darów. Do mnożenia ile się da. Im więcej, im wyższy mnożnik, tym lepiej…

Ciekawy jest POWÓD dla którego Jezus opowiada tą historię. Jego słuchacze myślą, że już jest po wszystkim, już jest „posprzątane”. Królestwo Boże jest za progiem, zatem teraz trzeba tylko rozdać wszystko, usiąść na progu świątyni i czekać. Przecież to za dzień dwa. Jezus był blisko Jerozolimy – prawie u celu swej wędrówki – niedługo rozpocznie się Pascha. Owszem zacznie się od Królewskiego orszaku – wjazdu do Jerozolimy, ale potem będzie miała niewiele wspólnego z wyobrażeniem Bożego Królestwa jakie mieli słuchacze Jezusa.

Człowiek z przypowieści poszedł, BY WRÓCIĆ! To też element życia ucznia Jezusa – oczekiwanie na POWRÓT PANA. Ale aktywne a nie bierne. Nie potrafisz wykorzystać daru Pana, to idź i przyłącz się, oddaj go komuś kto nim zarządzi, kto Ci pomoże go dobrze wykorzystać. Wejdź we wspólnotę. Poszukaj drogi do naśladowania – świętość nie musi być autorska, nie musi być niepowtarzalna. Wielu zakonników, wielu członków wspólnot naśladuje wiernie drogę swojego założyciela – Bożego bankiera. Ale coś robią. Nie kładą się w łóżku i nie przesypiają swego życia zawinięci w białą chustkę prześcieradła.

Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Zarabiajcie nimi, aż wrócę”. Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”. Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami”. Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami”. Następny przyszedł i rzekł: „Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”. Do obecnych zaś rzekł: „Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”. Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”. Powiadam wam: „Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”. Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy. (Łk 19,11-28)

Jezus jest zawsze w pełni spójny w swym postępowaniu i Słowach. Jemu powierzono Zbawienie ludzkości, w Jerozolimie, poprzez mękę i śmierć. Otrzymał przeogromny dar od Boga – dar bycia SYNEM i MESJASZEM. Opowiada słuchaczom historię o sługach, o tym, że należy pomnażać dobro i Miłość i podejmować Bożą drogę. Dlatego zaraz po tej przypowieści w zasadzie pobiegł do Jerozolimy – można by sądzić, że ludzie nie mogli mu dotrzymać kroku – tak bardzo pragnął wypełnić wolę Ojca:

„Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.”

Bóg daje różne dary – „miny”. Czasem jest to po prostu wiara i dar przykazań i prawa. Daje wolność wyboru. Wyboru miedzy dobrem i złem. Także w tych darach trzeba być tym, kto je pomnoży. Nieraz to pomnażanie odbywa się we krwi:

Siedmiu braci zostało schwytanych razem z matką. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król Antioch chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: „Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie nimi teraz dla Jego praw”. Antioch był przekonany, że nim gardzono, i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet zamianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadania. Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady. Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: „Synu, zlituj się nade mną. W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi”. Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: „Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie uciekniesz z rąk Bożych”. (2 Mch 7,1.20-31)

Matka siedmiu Synów – Boży Bankier. Nieprawdopodobny bankier, pomnażający dobro przez świadectwo krwi swoich dzieci. Przedziwna jest Boża ekonomia. Niezwykła jest moneta Królestwa Bożego. Krople krwi. Czysta dusza. Pozyskane ludzkie serca poprzez świadectwo. To jest dziesięć „min” które rodzi się z jednej „miny” którą człowiek otrzymał – z WIARY w MIŁOŚĆ PRZEDWIECZNĄ.

Panie, daj mi dar wytrwałości. Łaskę trwania przy Tobie. Ale nie biernie, lecz pomnażając MIŁOŚĆ. Będąc świadkiem Twojej Miłości. Przynieś mi umiejętność pomnażania Miłości. Ulecz mnie ze wszelkiego duchowego lenistwa. Prowadź ku świętości.

Postawa, która rozbraja Jezusa

Tagi

, , , , ,

Słowo na Wtorek 19 Listopada 2019

Jezus wchodzi do Jerycha. Na dno. Poszukuje tam grzesznika, by potem z Jerycha iść na górę. Wspinać się do Jerozolimy a tam wspiąć się na wzgórze Kalwarii. Jezus przechadza się przez miasto – poszukuje człowieka. Pragnie spotkania z Zachuszem. Chce jego nawrócenia i przemiany.

Zacheusz pociągany pragnieniem wnętrza poszukuje także spotkania z Jezusem. Pragnie Go spotkać z czystej ciekawości. Zacheusz podejmuje niezwykły wysiłek aby spotkać Jezusa. Wspina się na drzewo. Człowiek bogaty, zwierzchnik, przełożony celników włazi na drzewo jak kilkunastoletnie dziecko…

Jezus podchodzi na to miejsce. Po to tu przyszedł. Spogląda w górę. Odkrywa przed całym tłumem to, że Zacheusz siedzi na drzewie. Spogląda i wprasza się na ucztę do Zacheusza. Zejdź prędko, bo dziś MUSZĘ SIĘ zatrzymać w Twoim domu. Postawa człowieka który pragnie spotkać się z Jezusem rozbraja Syna Bożego. On teraz już musi się zatrzymać w domu Zacheusza.

Zacheusz schodzi i z ogromną radością przyjmuje Jezusa w swym domu. Ludzie szemrają. Oczerniają, obmawiają. A Zacheusz nic sobie z tego nie robi. Podejmuje drogę nawrócenia. Zmienia życie. Zacheusz nie był aż tak złym człowiekiem za którego go uważano. Połowę majątku rozdaje ubogim. I z tej połowy jest jeszcze w stanie poczwórnie zadośćuczynić tym, których skrzywdził. Nawet gdyby rozdał w ten sposób cały swój majątek, oznaczałoby to, że tylko 1/8 pieniędzy które posiada może pochodzić z nieuczciwych i krzywdzących działań.

Jezus przyszedł szukać to, co zginęło. Tych, którzy się zagubili. Zeszli w doliny Jerycha. Przyszedł po nich by ich zabrać do Jeruzalem. Tak ja niedługo zejdzie w otchłań po praojca Adama.

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. (Łk 19,1-10)

Odwrotną sytuację pokazuje pierwsze czytanie. Pokazuje człowieka który jest kuszony w przeciwną stronę. Trwa w dobrym. Jednak zły duch próbuje go zwieść, by ten udawał. By grał. By okazał się dwulicowy i nieszczery. Eleazar wybiera jednak życie w prawdzie do końca. Jasne i konkretne świadectwo. Bez ułudy, dwulicowości, oszukiwania:

W czasie prześladowań Izraela przez króla Antiocha Eleazar, jeden z pierwszych uczonych w Piśmie, mąż już w podeszłym wieku, szlachetnego oblicza, był zmuszony do otwarcia ust i jedzenia wieprzowiny. On jednak wybierając raczej chwalebną śmierć aniżeli godne pogardy życie, dobrowolnie szedł na miejsce kaźni, a wypluł mięso, jak powinni postąpić ci, którzy mają odwagę odrzucić to, czego nie wolno jeść nawet przez miłość do życia. Ci, którzy byli wyznaczeni do tej bezbożnej ofiarnej uczty, ze względu na bardzo dawną znajomość z tym mężem wzięli go na osobne miejsce i prosili, aby zjadł przyniesione przez nich i przygotowane mięso, które wolno mu jeść. Niech udaje tylko, że je to, co jest nakazane przez króla, mianowicie mięso z ofiar. Tak postępując uniknie śmierci, a ze względu na dawną z nimi przyjaźń skorzysta z miłosierdzia. On jednak powziął szlachetne postanowienie, godne jego wieku, powagi jego starości, okrytych zasługą siwych włosów i postępowania doskonałego od dzieciństwa, przede wszystkim zaś świętego i od Boga pochodzącego prawodawstwa. Dał im jasną odpowiedź mówiąc, aby go zaraz posłali do Hadesu. „Udawanie bowiem nie przystoi naszemu wiekowi. Wielu młodych byłoby przekonanych, że Eleazar, który ma już dziewięćdziesiąt lat, przyjął pogańskie obyczaje. Oni to przez moje udawanie, i to dla ocalenia maleńkiej resztki życia, przeze mnie byliby wprowadzeni w błąd, ja zaś hańbą i wstydem okryłbym swoją starość. Jeżeli bowiem teraz uniknę ludzkiej kary, to z rąk Wszechmocnego ani żywy, ani umarły nie ucieknę. Dlatego jeżeli mężnie teraz zakończę życie, okażę się godny swojej starości, młodym zaś pozostawię piękny przykład ochotnej i wspaniałomyślnej śmierci za godne czci i święte prawa”. To powiedziawszy, natychmiast wszedł na miejsce kaźni. Ci, którzy go przyprowadzili, na skutek wypowiedzianych przez niego słów zamienili miłosierdzie na surowość. Sądzili bowiem, że one były szaleństwem. Mając już pod ciosami umrzeć, westchnął i powiedział: „Bogu, który ma świętą wiedzę, jest jawne to, że mogłem uniknąć śmierci. Jako biczowany ponoszę wprawdzie boleści na ciele, dusza jednak cierpi to z radością, gdy Jego się boję”. W ten sposób więc zakończył życie, a swoją śmiercią pozostawił nie tylko dla młodzieży, lecz także dla większości narodu przykład szlachetnego usposobienia i pomnik cnoty. (2 Mch 6,18-31)

Panie przynieś mi przejrzystą postawę życia. Bycie szczerym w tym co robię. Podążanie za głosem ducha – dobrego ducha. Czy w grzechu, czy też w łasce uświęcającej, nie daj mi być aktorem. Udawać czegoś, ale szczerze Ciebie poszukiwać. Pragnąć spotkania z Tobą.

Panie, żebym przejrzał

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Słowo na Poniedziałek 18 Listopada 2019

Słowo Jezusa przywraca wzrok człowiekowi. Niezwykłe, że ta sytuacja z Jerycha powtarza się w każdej Eucharystii. Jezus schodzi z góry w dół, do depresji. Do głębin człowieczeństwa – w ludzki grzech. Jerycho jest jednym z najniżej położonych miast Izraela. Tam w tej depresji przy drodze siedzi człowiek i woła, tak jak my w Eucharystii:

„Panie zmiłuj się nade mną,

Chryste zmiłuj się nade mną,

Panie zmiłuj się nade mną!”

Wołamy jak niewidomy – raz, drugi, trzeci. Głośniej i głośniej. Chcemy zwrócić uwagę Pana, który przechodzi.

Wołamy tak po akcie pokutnym, po zrozumieniu, że siedzimy w samym środku depresji, w grzechu. W głębinie człowieczeństwa – na dnie – u bram Jerycha.

Wtedy Jezus przychodzi ze Słowem – ze swoim Słowem – Liturgią Słowa.

Ze Słowem, które pozwala PRZEJRZEĆ NA NOWO! Ze Słowem które m moc uzdrowić mój wzrok. Trzeba tylko szczerze do Niego wołać i szczerze i z uwagą Go posłuchać. Nie zatrzymać się na ruchu warg, które bezmyślnie wymawiają formułki i na postawie, która bezmyślnie i bez uwagi wpatruje się w ambonkę czy ołtarz.

Żeby doszło do uzdrowienia trzeba wejść w dialog z Jezusem. Niewidomy ODPOWIEDZIAŁ Panu na Jego pytanie. Nie wpatrywał się nieobecny w pustą przestrzeń. Nie był oderwany myślami. Był tu i teraz i odpowiedział Panu na Jego pytanie. Przedstawił najgłębsze pragnienie swego serca.

W tym Słowie, które usłyszał niewidomy zawarty jest drugi klucz do uzdrowienia ze ślepoty – „WIARA”. Jeśli wierzę, że On ma moc przywrócić mi wzrok, to nie pozwolę żadnemu Jego Słowu spaść na ziemię. Nie pozwolę żadnemu Słowu rozejść się po świątyni jeśli wpierw nie zapadnie głęboko w moje serce i nie uczyni tego dla czego zostało posłane. Wiara to otwartość na to Słowo. Gotowość do tego, że to Słowo coś ze mną zrobi i zaufanie, że owocem Bożego Słowa jest jakieś dobro w moim życiu.

Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu. (Łk 18,35-43)

Odwrotną drogę serca człowieka przedstawia pierwsze czytanie. Upadek z wyżyn na samo dno. Zamknięcie uszu na Słowo. Wejście w to co łatwiejsze, przyjemniejsze, ale i bezpośrednio przeciwne Bogu. Pewnie żaden z izraelitów którzy poszli za innymi wierzeniami nie miał wątpliwości, że łamie prawo którego uczyła Tora. Robił to naumyślnie i dla własnej wygody, przyjemności, dla trzymania się ówczesnych trendów – a gniew Boga zaczął płonąć. Miłość Boga zaczęła płonąć – gniew – który pragnie doświadczyć tych ludzi. Pokazać im, że te bożki nie maja mocy ocaelania ich życia. Że te bożki ich oślepiają a nie dają przejrzenie. Że właśnie stoczyli się na samo dno, niżej niż samo „Jerycho”. Bóg też dał wielką łaskę tym którzy pozostali przy Nim jako świadkowie. Jako lampy stojące na świeczniku i czyniące wyrzut sumienia dla tych, którzy odeszli:

Wyszedł korzeń wszelkiego grzechu, Antioch Epifanes, syn króla Antiocha. Przebywał on w Rzymie jako zakładnik, a zaczął panować w sto trzydziestym siódmym roku panowania greckiego. W tym to czasie wystąpili spośród Izraela synowie wiarołomni, którzy podburzyli wielu ludzi, mówiąc: „Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele złego bowiem spotkało nas od tego czasu, kiedyśmy się od nich oddalili”. Słowa te w ich mniemaniu uchodziły za dobre. Niektórzy zaś spomiędzy ludu zapalili się do tej sprawy i udali się do króla, a on dał im władzę, żeby wprowadzili pogańskie obyczaje. W Jerozolimie więc wybudowali gimnazjum według pogańskich zwyczajów. Pozbyli się też znaku obrzezania i odpadli od świętego przymierza. Sprzęgli się też z poganami i zaprzedali się im, aby robić to, co złe. Król wydał dekret dla całego państwa: „Wszyscy mają być jednym narodem i niech każdy zarzuci swoje obyczaje”. Wszystkie narody przyjęły ten rozkaz królewski, a nawet wielu Izraelitom spodobał się ten kult przez niego nakazany. Składali więc ofiary bożkom i znieważali szabat. W dniu piętnastym miesiąca Kislew sto czterdziestego piątego roku na ołtarzu całopalenia wybudowano „ohydę spustoszenia”, a w okolicznych miastach judzkich pobudowano także ołtarze; ofiary kadzielne składano nawet przed drzwiami domów i na ulicach. Księgi Prawa, które znaleziono, darto w strzępy i palono ogniem. Królewskie polecenie zabijało tego, u kogo gdziekolwiek znalazła się Księga Przymierza albo jeżeli ktoś postępował zgodnie z nakazami Prawa. Wielu jednak spomiędzy Izraelitów postanowiło sobie i mocno się trzymało swego postanowienia, że nie będą jedli nieczystych pokarmów. Woleli raczej umrzeć aniżeli skalać się pokarmem i zbezcześcić święte przymierze. Oddali też swoje życie. Wielki gniew Boży strasznie zaciążył nad Izraelem. (1 Mch 1,10-15.41-43.54-57.62-64)

Panie zmiłuj się nade mną. Spraw bym na nowo przejrzał. Bym umiał trwać przy Tobie. Bym się nawracał wciąż na nowo. Przynieś łaskę głębokiego i świadomego uczestnictwa w Eucharystii i dar wiary. Łaskę otwartości na Twoje Słowo, które ma moc przywrócić mi na nowo wzrok, gdy wpadnę w największe głębiny i depresje mojego życia.

Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje na wzór serca Twego.

 

 

Wytrwałość ocalająca życie

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Słowo na 17 Listopada 2019

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: ”Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Zapytali Go: ”Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”. Jezus odpowiedział: ”Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Wtedy mówił do nich: ”Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.(Łk 21,5-19)

Tylko poddanie się jest przegraną – Panie, daj mi wytrwałość. Wytrwałość do końca…

Bóg chce wstrząsnąć człowiekiem. Pokazać, że to właśnie ostatnia chwila życia będzie najistotniejsza. To wtedy będą się ważyły wieczne losy człowieka. Koniec może być wiecznym unicestwieniem, brakiem twórczości, miłości, bliskości, pokoju w piekle. Może też być rozjaśnieniem, uwolnieniem z cierpienia, wejściem w pełnię Miłości i szczęścia w Niebie. Obrazowo przedstawia to Malachiasz:

Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach. (Ml 3,19-20a)

Gdy przyjdzie ten dzień człowiek nie będzie już miał szans i czasu na akcje naprawcze, na korekty. Zawsze jest szansa – taka jaką dostał dobry łotr na krzyżu. Ale człowiek nie nauczony wołania do Jezusa, nie słyszący i nie zainteresowany Jezusem w czasie swego życia, nie przyjdzie do Niego także w ostatniej chwili. Nawet w słowach Łotra słychać, że on wie kim jest Jezus. Zainteresował się Nim wcześniej, usłyszał. Zaufał i zawierzył. To Słowo znów mówi, że drogą chrześcijanina jest wejście na wąską i krętą drogę ku zbawieniu i trzymanie się jej wytrwale przez całe życie. Kurczowe trzymanie się łańcuchów na tym stromym szlaku na szczyt i wspinanie się krok po kroku, skała po skale. Nieraz w ciemności, we mgle po omacku, upadając na skałach pokrytych śniegiem i lodem. Ale też powstawaniem i robienie kolejnych kroków z determinacją i pragnieniem spotkania z Ojcem w swym sercu.

To wspinanie się po wąskiej ścieżce to po prostu codzienność życia w przykazaniach. Prostota. Jedna z pięknych modlitw Triduum mówi – a przy Tobie Panie daj nam wieść życie ciche i spokojne. Bez usilnego stawiania siebie w roli Boga. Bez wspinania się na ołtarze tego świata, by być podziwianym jak bóżek. Bez poszukiwania wygód i wyręczania się innymi ludźmi. Trafnie opisuje to św Paweł:

Bracia: Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli. (2 Tes 3,7-12)

Dlatego nie uczy chrześcijaństwa ten kto rozdaje bezmyślnie pieniądze innym i nie pomaga im mądrze żyć. Ten, który nie wymaga od drugiego, ten kto rozleniwia. Owszem zyskuje podziw ludzi, staje na piedestale. Być może jest nazywany „chrześcijaninem” – ale czy to jest chrześcijaństwo. Czy nie jest nim raczej hartowanie ducha innych, stawianie wymagań. Uczenie ludzi chodzenia po trudnej i stromej ścieżce życia.

Panie ucz mnie bycia prawdziwym przełożonym – wymagającym. Ucz mnie głębi miłosierdzia, gdy ktoś obok mnie się potknie. Przynieś wytrwałe kroczenie na szczyt życia z determinacją i pracowitością – bez poszukiwania ludzkich zaszczytów i podziwu. Bez kupowania sobie podziwu innych. Pomóż mi stawać się świętym człowiekiem.

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Słowo na 16 Listopada 2019

Niezwykłe są przejawy działania Boga. Wejście w głęboką ciemną noc. Nad brzegiem Morza Czerwonego. Ciemność. Oddech wroga za plecami. Przerażenie w sercu. Sytuacja bez wyjścia. W tej kompletnej ciszy pojawia się dźwięk. SŁOWO Boga. Potężne. Mocne jak miecz. Słowo które rozstrzyga. Rozkaz Boga. Słowo które nie wraca do Boga zanim nie dokona tego dla czego zostało wypowiedziane. Słowo, które ma moc dać życie i je odebrać. Słowo które wywołuje burzę w świecie stworzonym. Ale to też Słowo troski o swe dzieci. Słowo które potrafi przekształcić całe stworzenie by ocalić synów Ojca. Słowo które owocuje radością – sprawiając że ludzie brykają jak baranki na pastwisku…

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi. I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią: nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi. Całe stworzenie znów zostało przekształcone w swej naturze, powolne Twoim rozkazom, by dzieci Twe zachować bez szkody. Obłok ocieniający obóz i suchy ląd ujrzało, jak się wynurzał z wody poprzednio stojącej: droga otwarta z Morza Czerwonego i pole zielone z burzliwej głębiny. Przeszli tędy wszyscy, których chroniła Twa ręka, ujrzawszy cuda godne podziwu. Byli jak konie na pastwisku i jak baranki brykali, wielbiąc Ciebie, Panie, któryś ich wybawił. (Mdr 18,14-16;19,6-9)

Jednakże, by Bóg mógł zadziałać w sercu człowieka. By Jego Słowo weszło w głębiny nocy i ciszy serca, potrzeba ludzkiej zgody. Bóg dał człowiekowi wolność. I tej wolności nie narusza. Słowo przychodzi kiedy chce. Duch wieje tam gdzie chce, dlatego, by nie przeoczyć czasu swego nawiedzenia potrzeba być ciągle gotowym i otwartym.

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał. Lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”. I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,1-8)

Bóg kocha każdego człowieka. I nieustannie – nie naruszając ludzkiej wodności – puka do serca człowieka. Nawet gdy człowiek nie boi się Boga i nie liczy się z ludźmi.

Inne oblicze tej ewangelii to wytrwałość. Bo Bóg także jest nieskończenie wolny. Wysłuchuje każdej naszej prośby ale w swej wolności może z nią zrobić co zechce. Odpowie na nią z miłością. W taki sposób, by powiększała się moja miłość. Wytrwałość. Wołać dniem i nocą. Być wytrwałym.

I to jedno z najbardziej niezwykłych pytań Jezusa w Ewangelii. Pytanie, które w dzisiejszych czasach – może czasach ostatecznych – tak mocno uderza w głębiny serca:

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Człowiek jest wolny. Cała ludzkość jest wolna. Czy może się tak stać na końcu czasów, że Jezus nie zastanie już nikogo, kto by wierzył?…

Przyjdź Duchu Święty do mego serca. Przyjdź z łaską wiary, otwartości i wytrwałej, niezłomnej modlitwy. Ucz mnie niezłomnego wiernego trwania przy Ojcu. Wsłuchiwania się w Jego Słowo – zwłaszcza, gdy osłania mnie mrok i cisza nocy. Gdy wydaje się, że nie ma już wyjścia, gdy chcę zawrócić z drogi…

Oddal ode mnie wszelkie zniechęcenie i chęć poddania się..!

Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy

Tagi

, , , , ,

Słowo na 15 Listopada 2019

Jezus opowiada o paruzji. Przekazuje swoim uczniom to, jak będzie wyglądało Jego ponowne przyjście.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”. Pytali Go: „Gdzie, Panie?” On im odpowiedział: „Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy”. (Łk 17,26-37)

Jezus wskazuje na potrzebę czuwania i życia w gotowości na Jego przyjście. Oczekiwaniu na to przyjście. Jezus bardzo obrazowo pokazuje, że gdy On powróci wszystko będzie się działo ogromnie szybko.

Jezus nawiążuje do dni Noego i dni Lota. Wtedy ludzkość daleko odeszła od Boga. Zagubiła gdzieś łączność z Bogiem, wyzbyła się czujności. Tylko zniechęcenie, poddanie się i zawrócenie z drogi ku Ojcu jest prawdziwą przegraną.

Jezus spina ostatnim zdaniem, jak klamrą, obraz paruzji. Tak jak za dni Noego, jak w Sodomie i Gomorze za dni Lota, tak i na końcu czasów będzie wielu umarłych – padliny za życia – to do nich zlecą się sępy.

Jezus nie zapowiada też tutaj apokaliptycznej wizji zniszczenia wszystkiego. Jego przepowiedni brzmi jakby selektywne wniebowzięcia. Ci którzy zaufają zostaną zabrani z tego świata.

Bóg nie jest okrutny, czy niesprawiedliwy. Każdemu człowiekowi daje szansę na Zbawienie. Niezwykle mówi o tym księga Mądrości:

Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa, winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw, winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni me są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat, jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana? (Mdr 13,1-9)

Bóg daje się poznać. Nasze zadanie to poszukiwać Go, dążyć do Niego całe życie i nie zawracać. Nie zniechęcać się w drodze ku Zbawieniu.

Panie nie daj mi żyć jak padlina, w śmierci grzechu. Pomóż mi żyć stale w łasce uświęcającej i gotowości na Twoje ponowne przyjście. Uczyń moje serce na wzór Twego.

Mądrość ruchliwsza od wszelkiego ruchu

Tagi

, , ,

Słowo na 14 Listopada 2019

Zadziwiający i niezwykły jest opis ducha mądrości w pierwszym czytaniu:

Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią. (Mdr 7,22-8,1)

Jezus w Ewangelii odpowiada na niezwykle istotne pytanie. Jak objawi się Królestwo Boże. Jakie są jego mechanizmy?

Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: „Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”. Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: „Oto tam” lub: „oto tu”. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”. (Łk 17,20-25)

Królestwo Boże JEST pośród ludzi trwających przy Bogu. Ono sie staje w mocy Ducha. Jezus wzywa do stałej gotowości. Ale też do spokojnego oczekiwania w łasce uświęcającej na Jego przyjście. Bez poddawania się sensacji.

Panie przymnóż mi mądrości. Udziel daru mądrości i uczyń moje serce na wzór Twego

Pogranicze

Tagi

, , , , , , ,

Słowo na 13 Listopada 2019

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. (Łk 17,11-19)

Jezus idzie do JEROZOLIMY, w stronę Golgoty. Idzie ku celowi swej ziemskiej wędrówki, by zbawić ludzi. Przechodzi przez pogranicze – Galilei i Samarii. Dlaczego autor biblijny to zaznaczył. Galilea – ziemia żydów – tych, którzy znali Jezusa. Tam żył, tam był znany. Samaria, ziemia obca, świat Samarytan, którzy żyli w złych stosunkach z Żydami. Pogranicze.

Jezus wchodzi do wsi, a na przeciw niego wychodzi dziesięciu trędowatych. Zarówno samarytan jak i galilejczyków. Proszą go o uzdrowienie z trądu.

Jezus zgodnie z literą prawa mówi, by poszli do kapłanów, którzy mogą osądzić czy są zdrowi. Oni idą. Mimo że wiedzą, ze nadal są chorzy. Wierzą. Wszyscy wierzą. Samarytanie idą do Świątyni w Jerozolimie, pokazać się żydowskim kapłanom. Galilejczycy idą do świątyni.

W drodze zostają oczyszczeni – uzdrowieni.

Zauważają to. Nawet jeśli sami tego nie zauważyli, to ten jeden krzyczący z radości na pewno im to uświadomił.

Pobiegł podziękować. Jeden z dziesięciu. Zaledwie jeden. Samarytanin! Poszedł podziękować Jezusowi.

Jezus dostrzega jego dziękczynienie. Ale pyta o pozostałych. To ten jeden uznał w Jezusie prawdziwego kapłana.

Przekroczył pogranicze starego i nowego testamentu. Tamci poszli do Jerozolimy. Pozostali w tym co stare. Samarytanin oddał chwałę BOGU!

A przecież tamci szli do domu Boga, do świątyni. Jednak to tu jest BÓG. To tu jest Syn Boży – Jezus.

Panie – daj mi iść ku nowemu stworzeniu. Daj mi dar nawrócenia – uzdrowienia z trądu i wejścia na ścieżki nowego życia. Przemień me serce. Wlej w nie postawę dziękczynienia i uwielbienia – oddawania chwały Bogu.

Tylko zniechęcenie i zawrócenie jest przegraną

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Słowo na 10 Listopada 2019

Słowo z drugiej księgi Machabejskiej opisuje niezwykłą historię niezłomności i wierności Bogu. W drodze rozwoju duchowego tylko zniechęcenie jest przegraną. Dopóki człowiek walczy. Dopóki się podnosi i idzie do przodu w kierunku celu ostatecznego, jest wygranym. Zdradzenie Boga, zawrócenie, wchodzenie w układy polegające na przekraczaniu Bożego prawa to początek klęski człowieka. Początek przegranej.

Zdarzyło się, że siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: ”O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa”. Drugi zaś brat, w chwili gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: ”Ty zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego”. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: ”Z nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam”. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając, tak powiedział: ”Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, a którzy w Bogu pokładamy nadzieję, że znowu przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia”. (2 Mch 7,1-2.9-14)

Wpatrywać się w cel ostateczny i oddać chwałę Bogu wypełniając Jego prawa i nakazy – to jest droga chrześcijanina. Wierność do końca. Do ostatniego tchnienia.

Do tego nawołuje też Apostoł w liście do Tesaloniczan:

Bracia: Sam Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam niekończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie. Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiało, podobnie jak to jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej. (2 Tes 2,16-3,5)

Wierność Bogu i nadzieja pokładana w Bogu. Bo to od Niego pochodzą te dary. To On jest początkiem wierności, wytrwałości. Jak to mówi II modlitwa eucharystyczna: On jest źródłem wszelkiej świętości. Bez łaski i pomocy Boga, polegając tylko na własnych siłach  prędzej czy później człowiek się załamie. Podda się. I zawróci z drogi. AMDG – Ad Majorem Deum Gloriam – taki jest ostateczny cel człowieczeństwa i mojej drogi na ziemi. Dla większej chwały Boga – żyć, działać postępować.

Im bliżej jednak celu im usilniej idzie się w stronę celu, tym więcej przewrotności i podstępu w działaniu złego. Będzie szukał i wymyślał najdziwniejsze meandry logiczne, wytłumaczenia, usprawiedliwienia zła, bym zszedł z dobrej drogi, pobłądził i zawrócił. Takie meandry i przewrotność ludzkiego serca kierowanego przez złego ducha – serca chcącego podważyć autentyczność słów Mesjasza – przedstawia Ewangelia.

Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: ”Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”. Jezus im odpowiedział: ”Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. (Łk 20,27-38)

Jezus jak we wszystkich innych potyczkach ze złym duchem. Jak zaczął podczas 40 dni Pustyni aż po Krzyż, wszędzie broni się tak samo. SŁOWEM. On jest Słowem Ojca. On jest Królem odwiecznym i Wodzem armii walczącej ze złem. Jego bronią jest SŁOWO. Jezus wskazuje na Niebo – jako na przestrzeń nowego stworzenia – innego życia po tamtej stronie. Swoją postawą i sposobem obrony przed argumentami saduceuszów podpowiada też jak Jego naśladowcy powinni walczyć z pokusami – SŁOWEM. Dlatego tak ważne jest regularne karmienie się Słowem i wchodzenie w Słowo.

Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje na wzór serca Twego. Stwórz we mnie serce wojownika. Tego, który wytrwa do końca. Który podejmie drogę walki. Który się nie podda i nie zawróci. Pomóż mi wchodzić w Słowo i uczynić z niego miech, puklerz i tarczę mojego życia duchowego. Narzędzia którymi będę mógł się bronić przed podstępnymi pokusami złego ducha.

Przejdź do paska narzędzi