Ten Wielki Post jest bardzo trudny pod tym względme. Pod wzgledem sądów, potępiania, wzbierającej złości. Trudno odnosić się z miłosierdziem do tych, którzy zabijają niewinnych i bezbronnych. Do tych, którzy pokazują przejawy anty-miłosierdzia. Zezwierzęcenia.

Emocji nie da się łatwo opanować. Ale też nie można ich stłamsić i wyłączyć. Można kogoś nie darzyć symatią. Ale najażniejsze jest to by nie dać się ponieśc emocjom. By potrafić przebaczyć rozumem, aktem woli. Nienawiść sącząca się po obu stronach pola bitwy powoduje narastajacy strach i panikę.

Wojna – zwłaszcza tak nieludzka, z taką ilością okrucieństwa jest trudna do jakiegokolwiek ogarnięcia rozumowego. Nie można się karmić wiadomościami i żyć na okrągło tamtym wydarzenim – potrezba też umieć znaleźć jakiś balans po dobrej stronie. To straszne że media elektroniczne tak mało pokazują tych wiadomości z dobrej strony – jak to polacy miarą dobrą, utrzęsioną, wypełnioną po brzegi wlewaja w zanadrza uciekinierów. Jak im pomagają, wspomagają. Otaczają braterską opieką…

U początku Wielkiego Postu było to czytanie które mówiło tak mocno, że wymiarem prawdziwego postu jest rozerwanie kajdanów zła, wspomaganie nasłabszych, tych któych życie jest zagrożone, wyciąganie rąk do tych, którzy nic nie mają…

To jest rpawdziwy wymiar chrześcijaństwa i właściwe jego rozumienie…

(Łk 6, 36-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

Wciąż pojawia się pytanie, czy agresorzy dojdą do głębokiej refleksji i się nawrócą. Może to są właśnie te rodzaje złych duchów które wygania się modlitwą i postem. Mamy Wielki Post a tak mało się słyszy w kościołach modlitwy różańcowej o pokój – modlitwy za Rosję! Tej o której tak dużo mówiła Maryja w Fatimie. Z Rosji miała przyjsć okrutna wojna i jedynym ratunkiem na jaki wskazywała Mama – jest RÓŻANIEC! To on doprowadza do przemiany myślenia – do zrozumienia, że popełnia się grzech i idzie się potworną drogą ku śmierci…

(Dn 9, 4b-10)
O Panie, Boże mój, wielki i straszliwy, który dochowujesz wiernie przymierza tym, co Ciebie kochają i przestrzegają Twoich przykazań. Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i do całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach, jak to jest dziś u nas – mieszkańców Judy i Jerozolimy, i całego Izraela, u bliskich i dalekich, we wszystkich krajach, dokąd ich wypędziłeś z powodu niewierności, jaką Ci okazali. Panie! Wstyd na naszych twarzach, naszych królów, naszych przywódców i naszych ojców, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Ale Pan, Bóg nasz, jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według wskazań, które nam dał przez swoje sługi, proroków.

Mama wzywa nas tak mocno do tej modlitwy. Do odmawiania różańca. Słowo wzywa do otwierania serca dla uchodźców. Słowo dzisiejsze wzywa do przebaczenia agresorom. Choćby aktem woli.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje dłonie to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.