Estera urodziła się na wyganiu w rodzinie uchodźców w Babilonie. Pozbawiona tożsamości – bo okupant chciał ją wykrzewić. Została sierotą w młodym wieku. Potem zmuszona do bycia nałożnicą w haremie króla Babilonu. Dziewczyna odarta z godności, relacji, fundamentów kobiecości. Pozbawiona poczucia bezpieczeństwa, tożsamosci, rodziców, czułości…

Widać to w jej niezwykłej modlitwie, którą przywołuje pierwsze czytanie. Stoi przed groźbą śmierci. Przepełniona samotnością i strachem zwraca się do Boga, bo tylko Bóg jej pozostał. Jej wiara zrodziła się ze słyszenia i z przykładu ludzi, którzy ją otaczali. Estera zna swoją małość i słabość – pokornie prosi Boga o dary Ducha Świętego. O dar odpowiedniej mowy obronnej. Prosi Boga o rozwiązanie tej sytuacji i wybawienie od śmierci.

(Est 4, 17k. l-m. r-u)
Królowa Estera zwróciła się do Pana, przejęta niebezpieczeństwem śmierci. I błagała Pana, Boga Izraela, mówiąc: „Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, niemającą poza Tobą wspomożyciela, bo niebezpieczeństwo jest niejako w mojej ręce. Słyszałam od młodości mojej w pokoleniu moim ojczystym, że Ty, Panie, wybrałeś Izraela spośród wszystkich narodów i ojców naszych ze wszystkich ich przodków na wieczyste dziedzictwo i uczyniłeś im wszystko, co zapowiedziałeś. Wspomnij, Panie, daj się rozpoznać w chwili naszego udręczenia i dodaj mi odwagi, Królu bogów i Władco nad wszystkimi władcami. Włóż stosowną mowę w moje usta przed obliczem lwa i zwróć jego serce ku nienawiści do wroga naszego, aby zginął on sam i ci, którzy są z nim jednej myśli. Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i niemającą nikogo poza Tobą, Panie, który wiesz wszystko”.

Woła jak dziecko z domu dziecka. Samotne. ZAgubione, opuszczone. Poszukujące obrońcy. Woła jak wielu uciemiężonych toczącą się na Ukrainie wojną.

Ludzie dziś tak bardoz potrzebują bezpieczeństwa i bliskiej relacji. Troski…

I na tym polega Wielki Post – by tworzyć takie miejsca, środowiska. By dawać drugiemu takie właśnie doświadczenie Miłości.

Właśnie o taką prośbę woła Jezus. Do prośby dziecka zdającego się całkowicie na dorosłych – do takiego sposobu wołania wzywa Jezus. Wtedy człowiek prosi o rzeczy niezwykłe, głębokie i pełne miłości. Dary Boga zawsze są dobre.

(Mt 7, 7-12)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.