23. Fundamenty Kościoła

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Św. Ignacy w IV tygodniu ćwiczeń chce nam pokazać źródła z których rodzi się Kośćiół. Także ten hierarchiczny. Dzisiejsze czytanie obrazuje początki kościoła. To jak wracano do Jerozolimy, do papieża – św Piotra – by wyjaśniać sprawy teologii, wiary, czy liturgii:

W Antiochii niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: „Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni”. Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba i jeszcze kilku spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do apostołów i starszych. Wysłani przez Kościół szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan. Kiedy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez Kościół, apostołów i starszych. Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał. Lecz niektórzy nawróceni ze stronnictwa faryzeuszów oświadczyli: „Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego”. Zebrali się więc apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę. (Dz 15,1-6)

To czym kościół żyje pochodzi ze Słowa Pana i wydarzeń Ewangelii. Duch Święty wspomaga kościół by właściwie odczytał objawienie. Postanowienia są Boże nie ludzkie, mimo, że zewnętrznie wyglądają jak decyzje czysto ludzkie. Pan szanuje prawa natury, ludzki rozsądek, porządek świata, wzrastania w mądrości i łasce. Bóg działa przez ludzi bardzo subtelnie i delikatnie.

Jezus ustanowił wiele pociągajać człowieka w głębie MISTERIUM. Najważniejsze przykazanie przekazał w słowach ale dopełnił takze przez obmycie nóg. Nie sprawował Eucharystii z obstawą liturgiczną czytając z Mszału Rzymskiego zatwierdzonego przez biskupów odpowiedzialnych za sycyplinę sakramentów. Jest odwrotnie. Jezus wskazał człowiekowi drogę. Pokazał na czym polega Misterium, Jedność, Miłość, Służba. Kościół ma na tym budować i badać, czy to co buduje jest w pełni zgodne z Objawieniem i Bożą Wolą. Kośćiół dojrzewa – widać to szczególnie w czasie który teraz duchowo przezywamy w tych dniach pomiędzy Zmartwychwstaniem a Pięćdziesiątnicą. Kościół się rodzi, stara się zrozumieć, bada, słucha, nie dowierza…

„Pokój wam!”. POKÓJ!

Jezus pokazuje, że Jego ciało nie jest wolne od ran. Że nie jest zbiorową halucynacją, duchem. Ma ciało, kości, odczuwa głów, je z nimi. Nawet neiwierny Tomasz jest tu bardzo potrzebny. Zwłaszcza nam dzisiaj. By pokazać, że to nie wymysł ludzki. Że nawet wśród Apostołów rodziły się wątpliwosci i sprzeciw.

Jezus też pokazuje rytm chrześcijaństwa. Ukazuje się w wieczór niedzieli Zmartwychwstania i kolejny raz po 8 dniach – w kolejna Niedzielę. Uczy rytmu Niedzielnych spotkań Kościoła. Geneza niedzieli chrześcijańskiej jest taka prosta – przekazan przez Jezusa. Nigdzie nie powiedział że chrześcijanie maja się spotykać co niedzielę. Ale pokazał to Apostołom. Dał im to doświadczenie. Wprowadził w to misterium rytmu roku liturgicznego… Pan wybrał ten dzień i pokazał rytm spotkań… Kosciół spojrzał w początki człowieka – siódmego dnia Bóg odpoczął. W tradycji judaistycznej pierwszy dzień po Szabacie to Dzień Słońca – Zmartwychwstanie. Ten rytm jest wpisany w ludzka naturę od początku – w naturę człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Tego, który siódmego dnia odpoczał. Ten dzień jest też uświęcony przez Jezusa i jego spotkania po Zmartwychwstaniu. Bóg subtelnie pokazał, potwierdził Słowo, a kościół wyciągnął wnioski… Pojawia się co 8 dni aż po Zesłanie Ducha Świętego…

„Oto jest dzień, który dał nam Pan!” – śpiewalismy jako dzieci – odkrywaliśmy już jako dzieci – to takie naturalne…

A dziś w Pandemii Bóg nam zadaje na nowo pytanie o preżywanie Niedzieli. O głód spotkania z Nim. Uczy nowej formy swej obecnosći i działania.

Pan gromadzi wszystkich w Wieczerniku, nawet Ci z Emaus przybiegli w krótkim czasie dystans, którym wędrowali kilka godzin. Wszyscy są razem. To kolejny wymiar. Wspólnota wierzących razem. Spotyka się w Niedzielę. On wówczas przychodzi i staje pośrodku. Coraz bardziej subtelnie. Aż w końcu przychodzi w mocy Ducha w ognistych płomieniach. Uczy kościół – uczy nowej formy obecności – duchowej a nie zmysłowej. Delikatnej -w lekkim powiewie. Pokazuje, że nie ma teraz dla niego granic. Przyjdzie mimo zaryglowanych drzwi. Mimo pandemii i tego, że oglądam niedzielna Mszę Św przez telewizor, bo kocham innych i nie chcę ich narazić na zarażenie. Bo tu chodzi o spotkanie z NIM! O szanowanie natury i świata który on stworzył – także praw rządzących się rozprzestrzenianiem wirusów i biologią mikroorganizmów. Ani Eucharystia, ani przestrzeń kościoła nie znoszą tych praw – Bóg buduje na naturze.

Jezus pokazuje tym prostym rybakom, żę od teraz będzie z nimi w innej formie. Pokazuje swoje uwielbione ciało. Prowadzi myślami swych wybranych Apostołów do doświadczenia Taboru. Pokazuje cel. Przebóstwienie człowieka – stworzonego przecież na obraz i podobieństwo Boga. Przenika mury, ale odczuwa też głód i je z nimi.

Od cielesnego doświadczenia po czysto duchowe. Dziś mozemy Go zobaczyć i doświadczyć przez wiarę, ducha i sakramenty. Widzialne znaki, niewidzialnej łaski.

Jezus głosi przede wszystkim POKÓJ! i pokazuje siebie. SZALOM! Pokój – czyli Zbawienie i pokazuje swoje uwielbione ciało. To jest nasz cel. Pokój! Raj! Więź z Bogiem na wieki. Harmonia przywrócona bo zniszczeniach wywołanych grzechem.

Jezus też UDOWADNIA im że żyje. Walczy z niedowiarstwem. Pokazuje ręce i nogi. Pokazuje, że nie ejst duchem. Spożywa z nimi kolację. Poakzuje swe RANY. Uwielbione Ciało niesie na sobie rany. Bóg przemienia morze cierpienia, pozorny triumf zła w symbol chwały, w dowód Zmartwychwstania. Poakzuje, że ma moc uświecić cierpienie. Że nie wymazuje przeszłości. Nie zabiera człowiekowi rozumu. On ma moc przemienić bagaż życia, z największego bagna i cierpienia wyprowadzić chwałę.

Jezus objawia się w niezwykły sposób budujac podwaliny Kościoła!

Jezu cichy i pokornego serca, Panie, który przychodzisz w uwielbionym chwalebnym ciele naznaczonym ranami, uczyń moje serce an wzór Twego, przemień moje rany w symbol Twojej Chwały.

22. Bóg niewidzialny – Bóg obecny

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Dzisiejsze Słowo mówi o zmianie sposobu w jaki Jezus będzie obecny przy swoich uczniach:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał”. (J 14,27-31a)

Zaprasza Apostołów do radowania się z tego, że nie będzie z nimi fizycznie obecny. Uczy ich nowego sposobu obecności już od samej Niedzieli Zmartwychwstania.

Idzie z uczniami do Emaus, a oni Go nie rozpoznają. Gdy go wreszcie poznają – On znika im z oczu. Jest obecny, ale niewidzialny! Nie widzą Go już, nie mogą dotknąć ale wiedzą – ON JEST! JEST KTÓRY JEST! Po doświadczeniu spotkania z Panem w Emaus uczniowie zrywaja się i biegną z powrotem do wspólnoty – do utraconej jedności. Szli Z Jeruzalem do Emaus. W przeciwnym kierunku. Teraz wracają. Pan powoli przygotowuje Kościół a Apostołowie których wychowuje są jego filarami. Przygotowuje ich do swej nowej formy obecności. Jezus jest wśród nich i raduje się razem z nimi. Raduje się tym entuzjazmem którym oni pałają ogłaszajac nowiny o swych zpotkanaich z Nim. Dzieląc się Ewangelią i doświadczeniem spotkania z Panem.

Ewangelia mówi o tym, ze Szymon spotkał Pana.

W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 33-34)

Ewangelia nie zawiera szczegółowego opisu tego spotkania. Mówi też o objawieniu a nie konkretnym spotkaniu. Może chodzić o rozjaśnienie umysły Piotra, by wreszcie zrozumiał wypełnienie się obietnic. Piotr szybko biegnie do grobu z Janem. Ogląda płótna. Szybko biegnie i bada sprawę. Jak przystało na papieża – nie dowierza od razu. Bada. Przeplatały sie w nim pewnie rozwaga z ostrożnością pomieszane ze smutkiem, a z drugiej strony ogrom nadziei i radosci. Tylko Piotr i Jezus znają szczegóły tego objawienia. Piotr przez wieki będzie stał na straży tego wydarzenia. Pierwszy z papieży. Bez zmartwychwstania kościół nie ma sensu.

Jezus objawia się na różne sposoby. Nawet w drodze uczniów do Emaus. Mimo że jest fizycnie z nimi, rozawia z nimi, to dopiero przy łamaniu chleba rozpoznają że to On. Poznają Go w komunii.

Kobiety przylgnęły do Pana całym sercem. Mimo wszystko. Mimo śmierci. Mimo krzyża. Do nich JEzus przyszedł tak bardzo osobiście… Oe przylgnęły do OSOBY Pana a nie dzieła. Nie spodziewały się niczego nadzwyczajnego, nie szukały dobrych pozycji w hierarchi Królestwa Pana. Kochały i  to wszystko. Kochały i zostały wyróżnione spotkaniem Pana jako pierwsze – jeszcze przed Apostołami.

Serce to epicentrum. Serce jest najważniejsze. Serce!

„Ponieważ do mnie przylgnął, zbawię go” (Ps 91)

O taką odpowiedź chodzi. Przylgnąć, by być zbawionym…

Duch, serce, szaleje w Kościele. Ale może się tak dziać bo jest wokół chłodna, badająca wszystko hierarachia kościoła. Wszystko ejst badane w ogniu. Zbadane w świetle wiary, roumem. Charyzmat pochodzi z głębi serca, ale musi być zbadany, zweryfikowany. Każdy prawdziwy charyzmat podda się chętnie hierarchii – nawet tej nasurowszej. Wierność, posłuszeństwo, pokora i ubóstwo. To są cechy prawdziwego głębokiego charyzmatu.

Kościół hierarchiczny załamał się po smierci Pana – wszystko runęło. Logika i rozum jest po ich stronie. Ale Bóg nie poddaje się ludzkim schematom i logice. Apostołowie wędrujaćy do Emaus są zaślepieni wym zalem, doświadczeniem ostatnich dni. Mają zawezon perspektywę patrzenia, dlatego nie dostrzegają Pana w towarzyszącym im wędrowcu. Jednak uratowała ich gościnność. „Pozostań z nami, bo dzień się nachylił…” Nie obrazili się. Mieli w sobie pokorę, choć zaślepiał ich smutek.

Panie, daj mi poznawać Ciebie w Eucharystii.

 

 

21. Spotkanie z kościołem

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Po spotkaniach z niewiastami. Nieoficjalnych. Objawieniu swego zmartwychwstania nieoficjalnie ty, którzy przylgnęli do Jezusa całym swym sercem przyszedł czas na spotkania oficjalne. Spotkanie z przedstawicielami młodziutkiego, założonego kilka dni wcześniej koscioła. Jezus przychodzi do papieża – Piotra – i pierwszych biskupów kościoła – Apostołów. Najpierw Ewangelia opisuje spotkanie z Piotrem i umiłowanym uczniem, Janem.

[ĆD 302]

O czwartym objawieniu

Łukasz 24, 8-34

Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary.
Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Pierwszy. Usłyszawszy od niewiast, że Chrystus zmartwychwstał, udał się św. Piotr z pośpiechem do grobu.

Drugi. Wszedłszy do grobu ujrzał same tylko prześcieradła, którymi okryte było ciało Chrystusa, Pana naszego, i nic więcej.

Trzeci. Gdy Piotr rozmyślał o tych rzeczach, ukazał mu się Chrystus. I dlatego Apostołowie mówili: „Wstał Pan prawdziwie i ukazał się Szymonowi” [Łk 24, 34].

Apostołowie trwają razem w strachu przed żydami i rzymianami, zamknięci w Wieczerniku. Przeżywają doświadczenie klęski. Trzy lata podążania za Jezusem i nagle wszystko skończyło się – skończyło się tragicznie – potworną męczarnią i śmiercią Jezusa.

Trzeciego dnia rano przybiegaja kobiety i oznajmiają ze Go spotkały i że grób jes pusty. Biorą to za czczą gadaninę.

Mimo wszystko Piotr i Jan postanawiaja to sprawdzić!

To będzie ich rola. Badać. Czasem także niedowierzać. Ale także upominać jak patron dzisiejszego dnia św. Stanisław. Reagować działaniem na wydarzenia w świecie, badać je w świetle Słowa Bożego i odpowiadać na ni zgodnie z tym Słowem i natchnieniem Ducha. Ich niedowiarstwo jest dowodem dla nas. Badają. Sprawdzają. Nie uwierzyli od razu. Taka była i jest natura kośiołą chierarchicznego po dzień dzisiejszy. I taka ma być!

Dużo przeżyli w ostatnich dniach. ZArówno Piotr, który zaprał się Pana, jak i Jan który stał pod krzyżem, gdy Jezus umierał pokiereszowany przez oprawców. Ich serca i umysły musiały być bardzo zmieszane. Tysiace pytań. Niedowierzanie.

Piotr zobaczył płótna. Dziwił się. Działają jak w jakimś letargu. Sprawdzają drugi raz. Nie rozumieją tego…

Kobiety mówią dodaotkowo, że widziały Pana! Uczniowie na rzie nie widzą Pana, tylko fizyczne poszlaki, dowody Zmartwychwstania. Taka też będzie natura kościoła przez wieki. Wykorzystać wiedzę, naukę, badanie. Nie dowierzać duchom…

Św Marek zaznaczy wręcz, że Apostołowie „NIE CHCIELI UWIERZYĆ KOBIETOM” (Mk 16,9nn). APOSTOŁOWIE SŁYSZĄ KERYGMAT I GO ODRZUCAJĄ.

Papież słyszy dobrą nowinę o Chrystusie – odrzuca – nie chce wierzyć!

Kobiety mówią o tym co widziały – o swoim doświadczeniu – Apostołowie nie wierzą!

Pod wieczór przybiegają uczniowie z Emaus. Przebiegli parę kilometrów! Zdyszani. Rozpromienieni. Nie mogą złapać tchu. Głoszą Kerygmat! Im też nie wierzą!

W końcu Jezus ukazuje się także im.

Jak powie Ewangelista – Jezus będzie im wyrzucał brak wiary i upór! Gdy wreszcie stają się naocznymi swiadkami słyszą słowa nagany od Pana… Jezus chce im pokazać, że teraz będzie ze swymi w przedziwny sposób. Zupełnie inny. Niewidzialny. Dostępny przez wiarę.

Jezus im wyrzuca, ale w pewien sposób ich też ywchowuje. Chciał by nie wierzyli do końca. By musieli się zmagać z głoszonym im kerygmatem. By sami byli w skórze tych, do których niedługo pójdą głosić!

Ich brak wiary, badanie, szukanie, błądzenie to kapitalny dowód na to, że Zmartwychwstanie to prawdziwa historia. Ich zachowanie pokazuje, że ewangelia to nie piękna zmyślona cukierkowa hostoryjka, ale najprawdziwsze wydarzenia pełne ludzkich zmagań z samymi sobą. To nie zbiorowa halucynacja i uniesienie. Apostołowie się opierali i zmagali. Byli przekonani, że to już koniec. Może kombinowali jak wrócić do starych zajęć.

Nawet gdy Jezus im się objawi nie do końca będą wierzyli. Jezus będzie IM MUSIAŁ UDOWADNIAĆ, ŻE ŻYJE. Wydarzenia z Tomaszem – dotknij ran, włóż rękę w bok. Pan będzie jadł w ich oebcności.

Ich pewność na bazie której bedą głosić jest wychowywana przez Jezusa. Na tej pewnosci postawi swe fundamenty kościół. Kosciół który bedzie trwał aż do końca świata.

Uczniowie idący do Eamus. SMutni, zrezygnowani. Idą w OD jerozolimy. W przeciwnym keirunku. Tu Jezus także prowadzi niesamowitą lekcję i uczy swej nowej formy obecnosci. Rozmawia z nimi, a oni Go nie rozpoznają. Wnętrze, duch szaleje ze szczęścia, a ciało zostaje na uwięzi planów i tego, czego uczniowie „się spodziewali”…

Kleofas głosi Jezusowi KErygmat – opwiada o wydarzeniach ostatnich dni. Obusrza się na przybysza. Ale podkreśla też źróło swojego zrezygnowania – „a myśmy się spodziewali…”. Mówi te o swym niedowierzaniu kobietom!

Ludzie zrezygnowani, bez nadziei w sercu – a głoszą KERYGMAT! Niesamowity obraz kościoła pierwszych dni po założeniu…. Jezus musiał się z nich śmiać w sercu. Oni Mu opowiadają o wydarzeniach, które przeżył. Oburzają się na Niego! Głoszą Mu kerygmat. Żyją tym wszystkim.

Uczy ich. Prowadzi z powrotem do Wieczernika. Eucharystia. Najpierw liturgia Słowa z homilią samego Jezusa – w drodze wyjaśnia im Pisma. Potem Liturgia Eucharystyczna – łamanie chleba. Łuski spadają z ich oczu. Na granicy liturgii Słowa i Eucharystycznej jest ten przłom. Jezus nie naruszy wolności człowieka. Czekał aż Go zaproszą. Przymuszony z radością wszedł! I dał się im poznać.

Gdy Go poznaja, wówczas znika. Jezus uczy ich, żę teraz będzie z nimi w inny sposób. Niewidzialny. Oni wiedzą że On Jest. JEST, KTÓRY JEST. Pokazuje im swoją boską naturę i boską obecność.

Panie przyjdź z radoscią serca i doświadczeniem Twego Zmartwychwstania. Ucz głoszenia KERYGMATU wszelkiemu stworzeniu.

20. Serce szukające Pana

[CD 301]

O trzecim objawieniu

Mateusz 28, 8-10

Pierwszy. Wychodzą z grobu te Marie ze strachem i z wielką radością, pragnąc powiadomić uczniów o Zmartwychwstaniu Pana.

Drugi. Chrystus, Pan nasz, ukazał się im w drodze mówiąc do nich: „Witajcie”. A one przystąpiły i rzuciły mu się do nóg i oddały mu pokłon.

Trzeci. Jezus im powiedział: „Nie bójcie się. Idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mię ujrzą”.

19. Przyjąć Pana w prostocie serca

Tagi

, , , , , , , ,

[ĆD 218 – 225 / ĆD 300]

Modlitwa przygotowawcza zwyczajna.

Wprowadzenie 1.

Marek 16,1-11

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły. Lecz on rzekł do nich: «Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział». One wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały. Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć.

Punkt 1. Wczesnym rankiem Maria Magdalena, Maria Jakubowa i Salome idą do grobu i mówią: „Któż nam odwali kamień od drzwi grobowych?”

Idą spełnić uczynek miłosierdzia wobec zmarłego. Chcą dopełnić obrzędów pogrzebowych. Idą naglone potrzebą serca. Prostym pokornym pragnieniem. Prowadzi je serce, jednak nie brak im realizmu. Wiedzą, że kamień blokuje wejście. Wiedzą, że jest bardzo ciężki i one same nie będą w stanie go usunąć. Jedakże idą. Wiedzą, że przed grobem stoi straż. MIMO WSZYSTKO IDĄ! Wsłuchują się w delikatny, prosty głos ducha. Wierzą, że się uda. Gdyby nie wierzyły, nie poszłyby tam… Nie zniechęciły się. Nie zawróciły. Poszły…

Punkt 2. Widzą kamień odwalony i anioła, który im mówi: „Jezusa Nazareńskiego szukacie; już powstał, nie ma go tu”.

Przychodzą do grobu. Cud. Musiały widzieć z daleka, że kamień jest odsunięty, strażnicy zniknęli. Przez ich głowy przebiega pewnie setki myśli. Pytań. Jak to? Co tu się stało? Czy ciało Jezusa jest jeszcze w grobie?

Wchodzą. Jest półmrok. Tym bardziej wewnątrz grobu jest jeszcze ciemno. W środku siedzi młodzieniec w białej szacie. Musiały zacząć krzyczeć. Mocno się przestraszyć.

Anioł je uspokaja. Głosi Kerygmat!

Nie bójcie się!

Szukacie Jezusa, który w waszych umysłach został ukrzyżowany i pochowany tutaj!

NIE MA GO TU! ZMARTWYCHWSTAŁ! OGŁOŚCIE TO! Ogłoscie to uczniom!

Doświadczenie jest dla nich jednak tak szokujace że uciekły do grobu do domu. Z walacym sercem pobeigły zapewne do domów w Jeruzalem.

Punkt 3. Ukazał się Marii, która została przy grobie, kiedy inne [niewiasty] już odeszły.

Serce Marii Magdaleny było jeszcze głebiej zanurzone w sercu Pana. Dla niej najważniejszy był On. Maria zignorowała nawet Anioła! Nie przestraszyła się. Chciała tylko zobaczyć, spotkać Pana. Nie przestrzaszyła się tak jak inne kobiety – było je w pewien sposób wszystko jedno co sie z nią stanie – chciała jedynie Jego.

Maria spotyka Jezusa. Podejmuje Jego wezwanie do ogłoszenia kerygmatu Apostołom i spełnia je. Jednak oni nie chcą jej wierzyć. Jej głoszenie musiało być neizwykłe. Nieprawdopodobnie entuzjastyczne. Tak samo jak przedtem płonęło trawione niewymownym cierpieniem, tak samo teraz musiało zapłonąć niepradopodobną radością.

Może nawet chwyciła piotra za ramiona i potrząsała Nim, żeby pojął. Może bigała od jednego do drugiego widząc tylko zdziwoną twarz. Głosiła. Wykrzykiwała do nich. Jej policzki zalewały łzy radości. Oni jednak nei wierzyli.

Wprowadzenie 2. Prosić o to, czego chcę. Tutaj prosić o łaskę wesela i silnej radości z powodu tak wielkiej chwały i radości Chrystusa, Pana naszego.

Panie wlej w me serce ogrom wesela z Twego zmartwychwstania. Ogrom tego doświadczenia jakie było udziałem Niewiast a w szczególności Marii Magdaleny. Miarą pojemnośći serca na radosć jest miara cierpienia jakie serce zniosło. Przez wzglad na doświadczenia cierpienia w moim życiu przepelnij me serce ogromem radości.

Uczyń serce moje na wzór serca Twego!

Punkt 1. Widzieć osoby […], a wchodząc w siebie starać się pożytek jakiś [duchowny] z tego wyciągnąć.

Punkt 2. Słuchać, co mówią, i podobnie wyciągnąć z tego jakiś pożytek.

Punkt 3. Patrzeć, co czynią i też wyciągnąć jakiś pożytek.

Punkt 4. Rozważać, jak Bóstwo, które w Męce zdawało się ukrywać, teraz objawia się i ukazuje tak cudownie w najświętszym Zmartwychwstaniu przez swoje prawdziwe i najświętsze skutki.

Punkt 5. Patrzeć, jak Chrystus, Pan nasz, spełnia zadanie pocieszania [swoich] i porównać go do przyjaciół, którzy zwykli pocieszać się wzajemnie [54].

Rozmowa końcowa. Zakończyć jedną lub kilkoma rozmowami wedle danego tematu i odmówić Ojcze nasz.

18. Spotkał niewiasty

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Jezus nawet w ogłaszaniu swego Zmartwychwstania zaczyna z ogromną pokorą. Najpierw nieoficjalnie – tym którzy byli najbliżej Niego swym sercem. Dopiero potem pójdzie do niedowierzającego grona Apostołów – do Kościoła. Najpierw objawia najprostszym sercom – „prostaczkom”. Tym, którzy przyjmują Go jak dziecko – takim jakim ejst, bez żadnych projekcji – bez tego: „a myśmy się spodziewali”…

Gdy dodatkowo poptrzy się że w ówczesnej kulturze kobiety się nie liczyły. Trudno sobie było wyobrazić kobiety jako świadków i głosicieli takiego wydarzenia jakim jest Zmartwychwstanie! One w prostocie serca i swej pokorze przyjmowały Słowo Pana, służyły swymi umijętnościami i majątkiem, towarzyszyły. Przylgnąły sercem do Jezusa. Nawet jeśli nie wszystko rozumiały, to przylgnęły sercem do Niego i chciały służyć. W najgłębszy sposób weszły w Ewangelię – na długo przed wydarzeniami wieczernika służyły – „obmywały nogi”. Bez wielkich aspiracji – były ostatnie, by stać się pierwszymi, które usłyszą największą i najbardziej niezwykłą wiadomość we Wszechświecie – ZMARTWYCHWSTAŁEM! PIERWSZE, które zobaczyły Pana po powstaniu z martwych!

One też stają się pierwszymi głosicielami Kerygmatu. Mają go zanieść uczniom. Nauczyć Apostołów pokory. Oni będą niedowierzać w to „babskie gadanie”. Oni będą postawieni dalej w kolejności spotkania ze Zmartwychwstałym!

Sercem przyjęta wiara. Pan nigdy ni karcił kobiet, choć Apostołów nieraz bardzo mocnoustawiał do pionu. Surowymi słowami gromi faryzeuszów i uczonych w piśmie.

Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: „Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie”. Rzekł do nich Jezus: „Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.(J 10, 22-30)

Do kobiet, które przylgnęły do Niego sercem podchodził z niezwykłą łągodnością i delikatnością. Nawet wobec wielkich grzesznic zachował swą niezwykłą delikatność, milczenie i dyskrecję.

[ĆD 300 … 301]

O drugim objawieniu

Marek 16,1-11

Pierwszy. Wczesnym rankiem Maria Magdalena, Maria Jakubowa i Salome idą do grobu i mówią: „Któż nam odwali kamień od drzwi grobowych?”

Drugi. Widzą kamień odwalony i anioła, który im mówi: „Jezusa Nazareńskiego szukacie; już powstał, nie ma go tu”.

Trzeci. Ukazał się Marii, która została przy grobie, kiedy inne [niewiasty] już odeszły.

O trzecim objawieniu

Mateusz 28, 8-10

Pierwszy. Wychodzą z grobu te Marie ze strachem i z wielką radością, pragnąc powiadomić uczniów o Zmartwychwstaniu Pana.

Drugi. Chrystus, Pan nasz, ukazał się im w drodze mówiąc do nich: „Witajcie”. A one przystąpiły i rzuciły mu się do nóg i oddały mu pokłon.

Trzeci. Jezus im powiedział: „Nie bójcie się. Idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mię ujrzą”.

Kobiety idą do grobu pociagniete sercem – z pragnieniem spełnienia uczynku miłosierdzia. Pełne prostoty i relizmu – „kto nam odwali kamień?”. Wiedzą, że tam jest straż. Jednak idą – prowadzi ich serce – idą bo tak trzeba! Wbrew logice i możliwościom. Prowadzi ich wiara – wiedzą że Bóg był z Jezusem i czują wewnętrznie że to się jakoś uda. Miłość i odwaga prowadzi je do grobu.

Przychodzą, widzą odwalony kamień i orędzie Anioła – KERYGMAT! Zmartwychwstał! Nie ma Go tu!

To wydarzenie uczy mnie by isć czasem wbrew logice i spodziewać się wszystkiego z ręki Boga. On jest WSZYSTKO-MOGĄCY – Wszechmogący! To Bóg da owoc i zatroszczy się o wszystko – nawet wbrew logice.

Maria – trwałą przy grobie – nawet gdy wszyscy odeszli. Nie poznałą Jezusa. Była gotowa przenieść ciało Jzusa. Ona wątła kobieta chciałą przenieść ciało dorosłego mężczyzny! Nawet orędzie Paschalne nie było tak ważne jak sam Pan! Ani Aniołowie, ani Słowa – tylko Pan! „Gdzie On jest?”

Maria uczy mnie jak zachowywać się gdy stoję bezradny w życiu. Gdy wszystko wydaje się rozwalone. Gdy staję w półmroku przed pustą ciemną pieczarą grobu ze łzami w oczach. ONA TRWA! NIE ODCHODZI! SZUKA PANA! Właśnie wtedy Go spotyka. W tym padole beznadziei. Pan przyszedł niepostrzeżenie. Myślała, że to ogrodnik! Drobnostka, coś co wydaje się nieistotne… a tu rozmowa ze Zmartwychwstałym!

Kobiety uczą mnie postawy prostoty i wytrwałości. Właśnie wtedy gdy jest tak pospolicie. Gdy po ludzku jakoś nie idzie. Gdy trzeba się przedzierać przez szarość albo nawet beznadzieję. I właśnie wtedy spotyka się Jezusa. PANIE OTO JA! POŚLIJ MNIE! Nie odstępować od pozornej przegranej. Od krzyża pustki. Od grobu. Nie poddać się beznadziei i nie zawrócić porzucając wołanie Pana.

Duch przemawia przez intuicję SERCA. Rozum rozeznaje skąd przychodzi głos. Ale serce – kochajaće serce porywa do działania.

17. Owiane dyskrecją spotkanie dwóch serc

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Św Ignacy prowadzi w kontemplację spotkania Maryji ze Zmartwychwstałym. Wydarzenia, którego nie opisuje żadna z Ewangelii. Mówi o nim wielu świętych i tradycja Kościoła. Trudno sobie wyobrazić, by do takiego spotkania nie doszło. Milczenie może wynikać z tego, że to spotkanie na głębinach ducha. Doświadczenie serc – nie możliwe do opisania ludzkimi słowami. Maryja – w swej kontemplacyjnej naturze musiałą przeżyć takie spotkanie w niewymowny, nieopisywalny sposób.

Święty Jan od krzyża w „Nocy Ciemnej” księga II – rozdział 17 pisał o takich spotkaniach na głębinach ducha:

5. Dla tej przyczyny osoby idące tą drogą, cnotliwe i bojaźliwe, które by chciały to przedstawić innym dla upewnienia się, nie umieją tego i nie mogą wyrazić. Owszem, [jako że nie umieją i nie mogą], odczuwają wielki opór przy mówieniu o tych sprawach, zwłaszcza, gdy ta kontemplacja jest tak prosta, że nawet sama dusza zaledwie ją odczuwa. Tyle tylko mogą wówczas powiedzieć, że dusza ich jest zaspokojona, ukojona i zadowolona, i że odczuwają Boga i czują się szczęśliwe w tym stanie. Nie mogą jednak wyrazić, jak dusza odczuwa tę kontemplację, chyba tylko przez ogólne określenia i podobieństwa.

Inaczej się rzecz przedstawia, gdy dusza odczuwa coś szczegółowego, jak na przykład widzenia, afekty itp. Wtedy bowiem przyjmuje to dusza w jakiejś formie podpadającej pod zmysły i dlatego też, dzięki tej formie czy jakiemuś podobieństwu, może je wypowiedzieć. Nie zdarza się to jednak nigdy, jeśli chodzi o czystą kontemplację, bo tej nie można wyrazić, jak już mówiliśmy, dlatego też nazywa się ukrytą.

6. Jest jeszcze i drugi powód, dla którego ta mądrość mistyczna nazywa się tajemniczą, a mianowicie, że ukrywa ona duszę w sobie. Czasem bowiem do tego stopnia ogarnia duszę i pochłania ją w swej tajemniczej głębi, iż dusza widzi jasno, że jest całkowicie oderwana i oddalona od wszelkiego stworzenia. Czuje wtedy, jakby ją umieszczono w jakiejś najgłębszej i nieogarnionej samotności lub na jakiejś bezbrzeżnej i niekończącej się pustyni, dokąd nie może dotrzeć żadne stworzenie. Samotność ta jest tym bardziej rozkoszna, miła i miłosna, im jest głębsza, przestrzenniejsza i samotniejsza. I dusza czuje się w niej tym bardziej ukryta, im wyżej jest wzniesiona ponad wszelkie doczesne stworzenie.

Ta przepaść mądrości tak wysoko podnosi wówczas i uwielmożnia duszę, że widzi ona jasno, jak niskie i nieudolne są wszystkie stworzenia wobec tej najwyższej mądrości i zmysłu boskiego. Wprowadza ją bowiem ta mądrość w samo źródło wiedzy miłosnej. Poznaje również dusza jak niskie, niewystarczające i niewłaściwe są wszelkie określenia i słowa, jakich w tym życiu używamy odnośnie do rzeczy boskich. Widzi, że niemożliwe jest sposobem naturalnym, choćby najbardziej wzniosłym i uczonym, poznać, odczuć i wyrazić te rzeczy tak, jak one są. Jedynie można to osiągnąć w świetle tej mistycznej teologii. Dusza oświecona tym światłem z całą prawdą poznaje, że nie może jej dosięgnąć, a tym bardziej wyrazić zwykłymi ludzkimi słowami i dlatego słusznie nazywa ją tajemniczą.

7. Ta właściwość boskiej kontemplacji, że jest tajemnicza i wyższa ponad wszelkie pojęcia naturalne, pochodzi nie tylko stąd, że jest ona nadprzyrodzona, lecz również stąd, że jest drogą, która prowadzi i podnosi duszę do doskonałości i zjednoczenia z Bogiem. A ponieważ ta droga jest całkowicie nieznana pojęciu ludzkiemu, więc dusza idzie po niej nic nie rozmiejąc ani po ludzku, ani po Bożemu. Mówiąc bowiem językiem mistycznym, jakiego tu używamy, rzeczy i doskonałości boskich nie zna się i nie pojmuje takimi, jakimi są, gdy się ich szuka, lecz tylko wtedy, gdy się je znajdzie i gdy się ich doświadcza. W tej myśli mówi prorok Baruch o Mądrości Bożej:

“Nie ma, kto mógłby znać drogi jej, ani kto wyszukałby ścieżki jej” (3, 31). Również Król-Prorok mówi o tej drodze duszy, zwracając się do Boga: “Błyskawice Twoje okrąg ziemi oświecały, wzruszyła się i zatrzęsła się ziemia. Na morzu jest droga Twoja i ścieżki Twoje na wodach wielkich, a śladów Twoich znać nie będzie” (Ps 76, 19-20).

Intuicja i doświadczenie Jana od Krzyża podpowiada jak należy towarzyszyć Maryji i Jezusowi w czasie spotkania po Zmartwychwstaniu.

Serca Maryji i Jezus zostały przepełnone bólem i cierpieniem. Głębia bólu i cierpienia jakich doświadczyli sprawiło zapewne, że to spotkanie było eksplozją radosci – najwiekszą jaka kiedykolwiek nastąpiła na Ziemi. Nowa Ewa i Nowy Adam. Ten ból i cierpienie osiągną kres. Zycięzstwo! Miara bólu jest miarą duchowej radości. Daltego też trudno jest człowiekowi pojąć głębię tego spotkania. Nie da się jej opisać. W to doświadczenie serc trzeba wejść z otwartością na ducha, na kontemplację. Zanurzyć się wchodząc z bagażem całego swojego bólu i doświadczajać wyzwalajaćęgo spotkania ze Zmartwychwstałym.

Człowiek otwarty na Jezusa doświadcza wszystkeigo ze strony Boga. Jeśli jest otwarty na wielkie cierpienie to równie mocno jest otwarty na ogromną radość. Zarówno cierpienei jak i radość są łaską. Są nierozerwalie połączone. PARADOKS – ale tam gdzie nie ma paradoksów wiary trzeba być bardzo podejrzliwym.

Pokora to fundament radości. A pokorę buduje doświadczenie cierpinia. Uszlachetnia ją cierpienie. Wielkie doświadczenia radości wymagają twardych i mocnych fundamentów. Radosc Maryji i Jezusa musiałą być zatem niewypowiedzianie wielka. Bo ich cierpienie i pokara są niewypowiedziane. Heroiczna wiara i uniżenie. Tego nie opiszą żadne słowa.

To także znak dla mnie. Im większe trudy i cierpienia. Im głebsza i ciemniejsza noc, przez którą się przedzieram duchowo, tym lepiej. Bez doświadczenia, bez budowania pokory nie będę zdolny przyjąć głębi radości Paschalnej. Bez niesienia krzyża nie umrę razem z Panem i razem z Nim nie Zmartwychwstanę. Bez dświadczenia Paschy nie będę potrafił szczerze głosić  Dobrej Nowiny. Takiego głosiciela nei da się powstrzymać. Świat będzie upokarzał, zabijał, wyszydzał, a głosiciel tym bardziej będzie się umacniał i radował, że współcierpi z Panem! Im Pan mnie bardziej doświadcza, tym więcej chce ze mną zbudować. Tym bardziej trzeba mi sie zabrać za porządkowanie serca.

Maryja uczy zachowywania w sercu. Jej spotkania ze Zmartwychwstałym nie ma w Ewangelii. Jest skryte w dyskrecji w Jej sercu. Maryja nie ma w sobie żadnego ekshibicjonizmu duchowego. Bardzo delikatnie wprowadza tych którzy Jej się powierzą w głebiny tych doświadczeń. Uchyla rąbka tajemnicy.

Maryja jest też neizwykła w tym, że robi swoje. Nie staje na predzie Apostołów. Nie głosi. Nie idzie Ewangelizować. Kontempluje. A nazywamy ją Gwiazdą Ewangelizacji!!! Ona ma swoje miejsce, swój dar. Nie mówi, że jest lepsza od Piotra bo się nei zaparła i to Ona powinna przewodzić dwunastu po śmierci Syna. Pozawala Bogu działać. Nie wychodzi przed szereg. Maryja uczy mnie, że mam czynić to co do mnie należy tu i teraz w tym stanie w którym jestem. Nie zazdrościć. Robić swoje w swoim miejscu umiejąc uszanować i docenić dar drugiego obok mnie.

16. Intymne spotkanie dwóch serc

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Dwa dni temu był pierwszy piątek wczoraj pierwsza sobota Maja. W te dni czcimy niezwykłe serca. Serce Jezusa i Serce Maryji. Serca przepełnione oceanem cierpienia ale też serca będące źrółem przeogromnej radosci paschalnej.

Radości paschalnej a nie radosci swiatowej. Radość świata jest intensywna, chwilowa. Płonie jak słoma. Wybucha intensywnie, na chwilę a niedługo potem zostaje po niej popiół. Radość paschalna jest jak węgiel – żaży się bardzo długo. Spokojnie. Daje ciepło i światło przez długie godziny. Radość paschalna ma swoje miejsce w głębinach serca, nieraz trudno zauważalna w zewnętrznych przejawach. Radość paschana pochodzi od Boga. Jak św Ignacy pisał – poruszenia od Boga potrafią przyjść nagle, poza długą modlitwą, czy też rozmyślaniem o Bogu. Duch wiele tam gdzie chce i tak jak chce. Radość paschalna może też zawierać paradoksy, bo Bóg nie jest obejmowalny pojęciami tego świata. Jest ponad światem namacalnym w którym życjemy. Wszystko co nie zawiera w sobie smaku paradoksu w świecie wiary – powinno być podejrzane.

Do żródeł radosci można się też dokopać swoją wolą. Gdy przychodzi przygnębienie czasem wystarczy prosty akt strzelisty. Bądź uwielbiony Panie! Przywróć mi radość Twej obecności!

Święty Ignacy w książce ćwiczeń zaraz po kontemplacji Zmartwychwstania prowadzi do rozważania którego nie opisuje Biblia. Do spotkania Jezusa z Matką. Spotkanie które trzeba przeżyć we wnętrzu serca. To spotkanie bardzo intymne. Ewangeliście nie opisali takiego wydarzenia, ale też trudno sobie wybrazić żeby do niego nie doszło. Może tak jak w przypadku Eucharystii nie opisanej przez św Jana ze względu na ogromny szacunek do jej intymnego charakteru, tak samo nie opisał spotkania z Matką. Może sama Maryja po tak intymnym spotkaniu z Synem na głebinach swego serca, rozważałą to spotkanie w sercu.

Cześć biblitów i teologó uważa że tego spotkania nie było – podkreślajac pokorę Maryji. Jednakże większosć świętych oraz przekazów starochrześcijańskich wskazuje, żę jednak się odbyło. Spisujacy Ewangelie owiali je jednak milczeniem szacunku. Świadkami byli tylko Maryja i Jezus. Spotkanie jeśli się odbyło musiało być niezwykłe i nie wyrażalne ludzkimi słowami. Maryja – kontemplująca – zachowała pewnie ogrom tego doświadczenia w sercu. Jak opowiedzieć słowami Miłość prostą, dyskretną, delikatną. Miłość serc przytłoczonych wcześniej tak ogromnym cierpieniem. Serca przeszytego mieczem i serca przygniecionego grzechami miliardów ludzi. To doświadceznie spotkania można przeżyć tylko na głębinach własnego serca. Kontemplując… Starajac się delikatnie towarzyszyć temu spotkaniu.

[ĆD 299]

O zmartwychwstaniu Chrystusa Pana naszego

O pierwszym jego objawieniu

Pierwszy. Ukazał się Dziewicy Maryi, choć nie mówi o tym Pismo Święte, ale należy to uważać za powiedziane wobec faktu, że opowiedziano o jego ukazaniach się tylu innym. Albowiem Pismo Św. suponuje, że mamy zrozumienie, jak napisane jest: „Jeszcze i wy jesteście bez zrozumienia?” [Mt 1,16].

[ĆD 218 – 225]

Modlitwa przygotowawcza zwyczajna.

Wprowadzenie 1. Historia. Tutaj taka: Kiedy Chrystus oddał ducha na krzyżu, ciało jego zostało odłączone od duszy, lecz zawsze zjednoczone z Bóstwem, błogosławiona zaś dusza jego, też zjednoczona z Bóstwem, zstąpiła do piekieł; wyrwawszy stamtąd dusze sprawiedliwe przyszła do grobu; powstawszy więc z martwych ukazał się Chrystus Pan z duszą i z ciałem błogosławionej Matce swojej.

Wprowadzenie 2. Ustalenie miejsca jakby się je widziało. Tutaj widzieć urządzenie wewnętrzne świętego grobu i miejsce czyli dom Pani naszej, oglądając poszczególne jego części, pokój, miejsce modlitwy itd.

Wprowadzenie 3. Prosić o to, czego chcę. Tutaj prosić o łaskę wesela i silnej radości z powodu tak wielkiej chwały i radości Chrystusa, Pana naszego.

Prośba o SILNĄ radosć. Taką nieprzemijającą. Trwałą i na głębinach wnętrza. RADOŚĆ PASCHALNĄ. Pocieszeni duchowe – przeciwko wszelkim strapieniom i przeciwnościom. Pocieszenie które tak mocno jest dziś potrezbne w swiecie smaganym epidemią. Pocieszenie duchowe jest jak doświadczenie Toboru dla Apostołów – umacnijace ich przed doświadczeniem męki i śmierci Jezusa. Ukazanie im ciała uwielbioego – samego CELU TEGO WSZYTKIEGO CO MA SIĘ WYDARZYĆ. Pocieszenie duchowe jest ogromnie potrzebne, inaczej wszystko zacznie tracić sens. Zaczniemy się potykać, przewracać, obijać na drodze życia. Ale Duch wiele tak jak chce i tam gdzie chce. Gdy pocieszenie nie przychodzi a idę drogą krzyża, to powinienem trwać. posuwać się powoli milimetr po milimetrze ku szczytowi GOlgoty, wierząc że tam za jej wierzchołkiem jest pusty grób! Wtedy trzeba mi walczyć ze strapieniem i rpzeciwnosciami siłą woli, zamozparciem, wiarą i upartą modlitwą.Bóg da pocieszenie na swój sposób i w swoim czasie.

Punkt 1, 2 i 3. Te same zwyczajne [co do formy], które mieliśmy w kontemplacji o ostatniej wieczerzy Chrystusa Pana naszego [193-195].

Górb. Śmierć. Smutek. Doświadczenie śmierci. I na tym polu – obolałych przygniecionych cierpieniem serc pojawia się pierwszy promień radosci Zmartwychwstania. TO tak jak pierwszy promień slońca przebijajacy się przez grube i gęste chmury po wyniszczajacej burzy z piorunami i gradobiciem.

Wydawało się że Bóg milczał w czasie Paschy Jezusa. Wydawało się …! Teraz powstał z martwych i jest nie do powstrzymania. Kościół niedługo dotrze po krańce Ziemi!

Jezus będzie przychodził dyskretnie, niezauważalnie – jak do uczniów zdążających do Emaus.

Punkt 1. Widzieć osoby […], a wchodząc w siebie starać się pożytek jakiś [duchowny] z tego wyciągnąć.

Punkt 2. Słuchać, co mówią, i podobnie wyciągnąć z tego jakiś pożytek.

Punkt 3. Patrzeć, co czynią i też wyciągnąć jakiś pożytek.

Punkt 4. Rozważać, jak Bóstwo, które w Męce zdawało się ukrywać, teraz objawia się i ukazuje tak cudownie w najświętszym Zmartwychwstaniu przez swoje prawdziwe i najświętsze skutki.

Punkt 5. Patrzeć, jak Chrystus, Pan nasz, spełnia zadanie pocieszania [swoich] i porównać go do przyjaciół, którzy zwykli pocieszać się wzajemnie [54].

Rozmowa końcowa. Zakończyć jedną lub kilkoma rozmowami wedle danego tematu i odmówić Ojcze nasz.

15. Uciec do Matki i wpatrywać się w krzyż

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , ,

Pokusy, ataki złego ducha. Będzie robił wszystko by człowieka oderwać od radości. By zniszczyć w człowieku zanurzenie się w dobrej i przede wszystkim radosnej Nowinie.

Gdy pokusy już prawie mnie złamały, gdy już jestem bliski upadku i decyzji o grzechu, gdy czuję się osaczony przez stado ujadajacych wilków, gdy otaczają mnie ryczące lwy i wydaje się że już nie mam wyjscia, wtedy zostaje mi tylko płaszcz Matki. Tam trzeba mi uciekać – oddać się Tej, która miażdży głowę węża. Tej która jest Nową Ewą i nie poszła w ślady pramatki Ewy.

W człowieku gdzieś głęboko jest tęsknota za dogłębnym pocieszeniem. Widać to w przypowieści o marnotrwnym synu. Zarówno w tym w jak wielkie upodleni i rozpacz wszedł młodszy syn. Ale szczególnie w starszym synu. W tym który ma dobre fasady. Chowa się za zasłoną dobrego spokojnego życia. Tak długo, aż w końcu wybucha rozżaleniem, pretensjami, poczuciem bezsensu, braku miłości i radości. Posyła posłańców do domu ojca by dowiedizeli się skąd tam taka radosć. Sam boi się sprawdzić. Sam nie chce wejsć w tą radość. Buntuje się i tupie nogami przed drzwiami, jak małe dziecko.

Bracie którzy sprzedali Józefa, gdy przybywaja do Egiptu także nie chcę uwierzyc w miłosierdzie brata. Używają autorytetu zmarłego Ojca, by sie dowiedział, czy Józef ich nie zwodzi. Mierzą miłosiernego brata swoją miarą. „Ojciec dał przed śmiercią polecenie byśmy się pojednali…” Przekazują tą wiadomość przez posłańców, bojąc się ciągle, że Jóżef rozkaże ich stracić. Oni by nie przebaczyli takiej krzywdy, jaką mu wyrządzili…

Nasza miara – ludzka miara – zabiera nam radość. Brak nam ludziom tego by być jak dzieci. Brak postawy zaufania jakie ma dziecko. Wgramolenia się na kolana Ojca Niebieskiego. Podstawą ludzkiego strapienia i przynębienia jest swiadomosć grzechu. Barierą dla radosci jest nie dopuszczanie do myśli faktu, że Bóg jest miłsoierny i zapomina nasz grzech, gdy go nam wybacza. To człowiek sam się zamęcza wyrzutami – BRAKIEM WIARY W BOŻE MIŁOSIERDZIE. Szatan lubi budować na nieuporzadkowanej przeszłosci. Mierzyć Boga swoją miarą – pamiętliwością przewin.

NIE LĘKAJCIE SIĘ! OTWÓRZCIE DRZWI CHRYSTSOWI!

NIE LĘKAJCIE SIĘ! – to zdanie które Jezus używał w zasadzie jako przywitanie po swym Zmartwychwstaniu. Nie bój się! Nie lękaj się! Pokój!

Jezus nie wypomina niczego uczniom po Zmartwychwstaniu. Jezus nie idzie ukazać się Arcykapłąnom, Piłatowi, żołnierzom by padli na zawał serca. Nie wysyła Aniołów z zemstą. Nie pamięta Piotrowi zdrady. Cieszy się. Ucztuje. Wita z uśmiechem. Nie zapomniał, nie wymazał całkowicie. Ale przeminił. Ma nadal rany na ciele – ale jest to ciało chwalebne. Bóg nie pamięta – to znaczy, że nie wypomina człowiekowi zła. Bóg ma władzę nad wszytkim. Gdy człowiek przyjdzie jak dziecko i w pokorze, Bóg potrafi przemienić bagno ludzkich grzechów w złoto. A szatan ciągle będzie szeptał człowiekowi do ucha, że to bagno… Bóg to Stwórca. W chcrzcie i zakramencie pokuty stwarza na NOWO!

Jezus podnosi grzesznika, a nie upokarza. Inaczej Jego ofiara była by na marne. On to zrobił, by podnieśc człowieka, by przywrócić na nowo drogę do Raju.

Jezus uczy mnie bym nie sotsowa odwetu. Bym nie upokarzał w słowach, działaniach ani nawet w myślach. Bym wciąż pamiętł, ze zarówno ja, jak i ta druga osoba która wobec mnei zawiniała jedziemy na tym samym wózku. Obaj jesteśmy grzesznikami. Obaj potrzebujemy przebaczenia. A prosze codziennie Ojca, by mi przebaczył, tak jak ja innym wybaczam. Dlatego trzeba przebaczyć – by samemu dostąpić miłosierdzia.

Szatan liczy na odwet. Chce złości. Dokopania drugiemu.

Trzeba mi patrzeć na krzyż. GDy tylko pojawi się myśl o odwecie, upokorzeniu drugiego. KRZYŻ i PŁASZCZ MATKI.

Psyjność i Maryjność. Te dwie drogi prowadzą do czystości serca!

 

 

14. Pokonać przygnębienie

Pokusy do przygnębienia i rozpaczy podgrzewane sytuacją w kraju i na świecie maja ogromną siłę rażenia. Zły duch oczarowuje człowieka, przekonuje do swych racji budując powykrzywiane przemyślenia, filozofie czy ideologie. Podgrzewa emocje żeby człowiek podjął we wzburzeniu złe decyzje i będzie umacniał złe drogi. Najpierw wsiewa małe nasionko wątpliwości w serce a potem podlewa pokusami, by w końcu ten chwast wyrósł i zaczął rozrywać serce.

Zło najłatwiej zwalczyć jeszcze w samym zalązku. Tak szybko jak tylko odkryje się że jesteśmy pociągani ku czemuś co ma złe owoce, co nie powiększa chwały Boga.

Szatan nie ma w sobie nic ze Stwórcy. Nic nie stwarza nowego. Niezwykłe że stosując wciąż tą samą zagrywkę zwodzi ludzi. Najpierw nieufność do Boga, podejrzliwość wobec intencji Boga a potem propozycja grzechu zapakowana w świecacy papier.

 

 

 

Przejdź do paska narzędzi