06. Jak nie wkurzyć Syna Bożego

Jak zbudować dobrą relację z Jezusem. W jaki sposób właściwie przeżywać wiarę i życie wewnętrzne. Trzeba się uczyć od od człowieka, który tak na prawdę potrafił odnaleźć właściwą drogę do Boga – taką osobą jest Maryja! Gdy serce człowieka zaczyna być zatwardziałe, szczególnie gdy w przestrzeni ducha zaczynam uprawiać biznes z Bogiem, jak równy z równym. Gdy zaczynam „kupować” łaski. Ja odmówię litanię, różańce, zrobię to i tamto, a Ty Boże w zamian dasz mi to i tamto. Będziemy kwita…

Na to właśnie wkurzył się Jezus…

(Łk 19,45-48)
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: „Mój dom będzie domem modlitwy”, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

Po pierwsze Bóg jest wolny, może każdemu dać tyle łask ile zechce i to za kompletną darmochę. Jedyną ceną jest POKORA i UFNOŚĆ. Bycie DZIECKIEM które gramoli się na kolana Taty a nie biznesmenem, który załatwia z Bogiem „sprawy”. Cała sztuka by w pokorze i z pełną ufnością potrafić znaleźć łaskę u Boga. I taką właśnie łaskę znalazła Maryja. Ona Jedyna nie zmarnotrawiła żadnej łaski. Nigdy z Bogiem się o nic nie targowała. Nie miała kolorowego życia…

Wszystko sprowadza się więc do tego, żeby znaleźć łatwy sposób do otrzymania łaski
Bożej, koniecznej do tego, by stać się świętym. Tego właśnie środka chcę ciebie nauczyć. I twierdzę, że – aby znaleźć łaskę Bożą – trzeba znaleźć Maryję, ponieważ:
– Tylko Maryja znalazła łaskę u Boga dla siebie, i dla każdego poszczególnego człowieka. Ani Patriarchowie, ani Prorocy, ani nikt za Starego Prawa nie mógł znaleźć takiej łaski („Tajemnica Maryi” pkt 6-7)

Bo Dom Boga ma być domem modlitwy. Ma być swoista przestrzenią radości człowieka. Ogromnej radości z odzyskania tego domu. Domu taty. Cieszenia się jak dziecko, że mam gdzie się spotkać z Tatą. Że na nowo zamieszkał tak blisko mnie. Nie ma być targowiskiem, światem biznesów… Mam się ucieszyć obecnością Taty tak jak Juda, gdy oczyścił świątynię…

(1 Mch 4,36-37.52-59)
Juda i jego bracia powiedzieli: „Oto nasi wrogowie są starci. Chodźmy, aby świątynię oczyścić i na nowo poświęcić”. Zebrało się więc wszystko wojsko i poszli na górę Syjon. Dwudziestego piątego dnia dziewiątego miesiąca, to jest miesiąca Kislew, sto czterdziestego ósmego roku wstali wcześnie rano i zgodnie z Prawem złożyli ofiarę na nowym ołtarzu całopalenia, który wybudowali. Dokładnie w tym samym czasie i tego samego dnia, którego poganie go zbezcześcili, został on na nowo poświęcony przy śpiewie pieśni i grze na cytrach, harfach i cymbałach. Cały lud upadł na twarz, oddał pokłon i aż pod niebo wysławiał Tego, który im zesłał takie szczęście. Przez osiem dni obchodzili poświęcenie ołtarza, a przy tym pełni radości składali całopalenia, ofiary pojednania i uwielbienia. Fasadę świątyni ozdobili złotymi wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i drzwi do nich pozakładali. A między ludem panowała wielka radość z tego powodu, że skończyła się hańba, którą sprowadzili poganie. Juda zaś, jego bracia i całe zgromadzenie Izraela postanowili, że uroczystość poświęcenia ołtarza będą z weselem i radością obchodzili z roku na rok przez osiem dni, począwszy od dnia dwudziestego piątego miesiąca Kislew.

Łaskę u Boga odzyskuje się też przez oczyszczenie świątyni własnego serca. Obraz z Ewangelii i z czytania ze Starego Testamentu nawiązują także do oczyszczenia duchowego. Do zmiany nastawienia. Do otwarcia się na łaski Boga. Odkrycie tego, że te łaski spływają na człowieka w sposób nad-obfity. Bez targowania się. Bez zasług. Chodzi o SERCE. o DZIECIĘCE – pokorne, ubogie i ufne serce człowieka. A takie serce kształtuje najlepiej Mama.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moja, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje ręce to wszystko pochodzi i jemu przez Twoje dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

05. Każda łaska ma swój czas

Dziś Ewangelia pokazuje Jezusa płaczącego nad Jeruzalem. Płaczącego nad swoim ukochanym miastem, bo ono nie rozpoznało CZASU swego nawiedzenia. Jego mieszkańcy zajęli się sobą i nie wsłuchali się w głos Ojca. Ojca, który udzielił im nieprawdopodobnej łaski. Mogli twarzą w twarz rozmawiać z Jego Synem. Nawiedził ich Bóg-Człowiek. Nie rozpoznali CZASU ŁASKI. Czasu, który bezpowrotnie minął.

Mieli też dar Starego Testamentu. Dar Ksiąg, które dokładnie zapowiadały przyjście Jezusa. Widać w Ewangelii kilka razy, że wnioski Uczonych w Piśmie były słuszne. Ale wygrała wizja ich realizacji. Ludzka wizja. Że to ma być ktoś z królewskiego rodu. Przywódca polityczno-religijny. Wielki wojownik. Przyszedł wielki wojownik – ale wojownik w świecie ducha. Zabrakło im POKORY. Uniżenia się przed samym dawcą tej łaski przed Bogiem. Oni, uważający się za mądrych i roztropnych przesłonili Mądrość odwieczną. Oni postawili swoje zamysły i drogi ponad drogami Boga. A sama Biblia mówi, że drogi Boga nie są drogami ludzkimi i jego myśli odległe są od naszych.

Nie rozpoznali czasu i miejsca niesamowitej, ogromnej i niepowtarzalnej łaski nawiedzenia:

(Łk 19,41-44)
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.

Jak zatem rozpoznawać łaskę? Jak wykorzystywać czas i miejsce udzielenia łaski by ją wykorzystać na 100%. Trzeba się uczyć od kogoś kto ma ta umiejętność. Człowieka, który posiadł ją w sposób doskonały. Tą osobą jest Maryja. Przywołuje to Św. Ludwik w „Tajemnicy Maryi”.

By praktykować wszystkie te środki zbawienia i świętości, bezwzględnie potrzebna jest
łaska Boża. Łaskę tę dano wszystkim, mniejszą lub większą. Nikt o tym nie wątpi. Mówię: mniejszą lub większą, gdyż Bóg – choć nieskończenie dobry – nie udziela swej łaski wszystkim jednakowo, ale każdemu udziela jej dostatecznie. Dusza wierna wielkiej łasce dokonuje dzieła wielkiego, łasce mniejszej – dzieła mniejszego. Wzniosłość i wartość łaski danej przez Boga i przyjmowanej przez człowieka stanowią o wartości i doskonałości naszych uczynków. Te zasady są niepodważalne.

Wszystko sprowadza się więc do tego, żeby znaleźć łatwy sposób do otrzymania łaski
Bożej, koniecznej do tego, by stać się świętym. Tego właśnie środka chcę ciebie nauczyć. I twierdzę, że – aby znaleźć łaskę Bożą – trzeba znaleźć Maryję […]
(„Tajemnica Maryi” pkt 5-6)

Łaski udzielane są człowiekowi przez Ducha Świętego i dalej przez ręce Matki – Pośredniczki Łask Wszelkich. Bóg Jej powierza te łaski, bo wie, że On nigdy nie odstąpiła od Jego woli. Maryja jako człowiek rozumie nas doskonale. Zna ludzkie ograniczenia i słabości. Zna naszą naturę. Ale ponadto, Ona stałą się nasza Mamą. Tam po krzyżem wypowiedziane zostały słowa Nowego Testamentu. Zwłaszcza to zdanie do Jana – przedstawiciela wszystkich ludzi: „Oto Matka twoja”. I potrzeba nam byśmy, tak jak Jan: „Wzięli Ją do siebie” by Ona u nas zamieszkała. wówczas nauczymy się wykorzystywać łaski Boga.

Nawet do głowy nam nie przyjdzie przekraczanie prawa Boga. Z czasem będziemy heroiczni w naszych cnotach – jak Matatiasz i jego rodzina:

Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. Gdy jednak zebrali się Matatiasz i jego synowie, wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza słowami: „Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i wielkim w tym mieście, a powagę twoją umacniają synowie i krewni. Teraz więc ty pierwszy przystąp i wykonaj to, co poleca dekret królewski, tak jak to uczyniły już wszystkie narody, a nawet mieszkańcy Judy i ci, którzy pozostali w Jerozolimie. Za to ty i synowie twoi będziecie należeli do królewskich przyjaciół, ty i synowie twoi będziecie zaszczytnie obdarzeni srebrem, złotem i innymi darami”. Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: „Jeżeli nawet wszystkie narody, które mieszkają w państwie podległym królewskiej władzy, na znak posłuszeństwa swemu królowi odstąpiły od kultu swych ojców i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów. Królewskim rozkazom nie będziemy posłuszni i od naszego kultu nie odstąpimy ani na prawo, ani na lewo”. Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił go obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo i tak uczynił, jak Pinchas Zambriemu, synowi Salu. Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: „Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem”. Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali. Wtedy wielu ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię i tam przebywali. (1 Mch 2,15-29)

Mama prowadzi drogą łaski Boga. Uczy przyjmować łask. Ale potrzeba pokory, modlitwy i wybierania Jej za przewodniczkę.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje matczyne dłonie to wszystko pochodzi i Jemu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo wydoskonalaj ten dar. Ty, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.

04. Łaski i ich pomnażanie

Łaska jest człowiekowi bezwzględnie potrzebna, by dojść do świętości. Łaska to podstawa świętości. Żaden człowiek sam z siebie tego nie dokona. Człowiek w swej pokorze okazuje otwartość na Boże działanie. Otrzymuje od Boga łaskę, z którą może współpracować pomnażając ten dar bardziej lub mniej. Może też zostać bierny i  zmarnotrawić go – nie pomnażając go na swą korzyść (duchową). Każdemu Bóg daje wystarczającą ilość łask. Wystarczającą do zbawienia i świętości. Bóg jest WOLNY i może rozdzielać łaski tak jak chce. Bóg jest też Miłością i nikomu nie da tak mało łask, by pozbawić go wiecznego szczęścia. Rozlewa je raczej na wszystkich w sposób nad-obfity. To tylko my, ludzie, nie korzystamy z tej możliwości w należyty sposób. Zawijamy taką łaskę w chusteczkę i czekamy na koniec życia by oddać ją nienaruszoną Bogu. Jeśli jednak nic nie wypracujemy dodatkowego do niej od siebie i oddamy Bogu to co dostaliśmy, to nasze ręce zostaną puste… Kompletnie puste… A przeciw nam stanie oskarżyciel stawiający na szali ogrom skutków złych uczynków, które zgromadziliśmy w ciągu życia.

Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Zarabiajcie nimi, aż wrócę”. Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”. Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami”. Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami”. Następny przyszedł i rzekł: „Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”. Do obecnych zaś rzekł: „Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”. Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”. Powiadam wam: „Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”. Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy. (Łk 19,11-28)

Najlepszym zabezpieczeniem Bożych darów jest Maryja. Współpracując z Nią i oddając się pod Jej prowadzenie możemy tylko pomnażać Boże łaski. Ona bowiem nigdy nie odchyliła się od Bożej woli nawet na milimetr. Jako człowiek bez grzechu, całe życie wykorzystywała wszelkie łaski od Boga na 100%. Pomnażała je do granic możliwości.

Święty Ludwik mówi w „Tajemnicy Maryi”

Cóż więc uczynisz, Duszo? Jakie środki wybierzesz, żeby wznieść się tam, dokąd cię Bóg wzywa? Środki potrzebne ku zbawieniu i świętości znane są wszystkim; wymienione są one w Ewangelii, wyjaśnione przez mistrzów życia duchowego, praktykowane przez Świętych i konieczne dla wszystkich, którzy chcą się zbawić i dojść do doskonałości. Są to: pokora serca, ciągła modlitwa, całkowite umartwienie, zdanie się na Bożą Opatrzność i zgadzanie się z wolą Bożą.

By praktykować wszystkie te środki zbawienia i świętości, bezwzględnie potrzebna jest
łaska Boża. Łaskę tę dano wszystkim, mniejszą lub większą. Nikt o tym nie wątpi. Mówię: mniejszą lub większą, gdyż Bóg – choć nieskończenie dobry – nie udziela swej łaski wszystkim jednakowo, ale każdemu udziela jej dostatecznie. Dusza wierna wielkiej łasce dokonuje dzieła wielkiego, łasce mniejszej – dzieła mniejszego. Wzniosłość i wartość łaski danej przez Boga i przyjmowanej przez człowieka stanowią o wartości i doskonałości naszych uczynków. Te zasady są niepodważalne.
(„Tajemnica Maryi” pkt. 4-5)

Osoby współpracujące z łaskami od Boga. Ćwiczące się w środkach ku zbawieniu wymienionych przez św. Ludwika z czasem dochodzą do postaw heroicznych. Maryja straciła swego jedynego Syna – Jezusa. Jej pierwowzór można znaleźć w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Ona nie będzie nigdy namawiać do układów ze złem, do zdrady Boga. Raczej do stawania w prawdzie. Do pełnej współpracy z łaską Boga, aż po heroiczność cnót – świętość opłaconą krwią:

Siedmiu braci zostało schwytanych razem z matką. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król Antioch chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: „Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie nimi teraz dla Jego praw”. Antioch był przekonany, że nim gardzono, i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet zamianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadania. Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady. Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: „Synu, zlituj się nade mną. W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi”. Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: „Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie uciekniesz z rąk Bożych”. (2 Mch 7,1.20-31)

O łaskę Boga trzeba stale zabiegać. Wciąż o nią prosić. A gdy przychodzi właściwie pomnażać. By u końca życia stanąć przed Bogiem z naręczami dobrych uczynków.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to, co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie to wszystko otrzymałem i Jemu przez Twoje dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

03. Środki do celu

Bóg prowadzi człowieka ku celowi w niesamowity sposób. Najpierw jest TAJEMNICA – co to za człowiek. Tyle o nim mówią. Jest pewne wyzwanie duchowe. Coś pociągającego w entuzjazmie z jakim ludzie mówią o Jezusie w ich radości. Kolejny krok to wysiłek. Wysiłek by wspiąć się na „sykomorę” mojego życia. Przełamać siebie. Przekroczyć swoje ja. Człowiek poważany, zamożny włazi na drzewo żeby zobaczyć przechodzącego Jezusa. To wszystko jest łaska Boga, którą człowiek przyjmuje. Pewien podszept dobrego ducha, poparty darem odwagi. Człowiek tylko – w swej wolnej woli – musi wybrać i podjąć pierwsze kroki.

Następnie jest lawina. Spotkanie twarzą w twarz z Bogiem. Wielkie nawrócenie serca i czyny miłosierdzia – jałmużna zmazująca grzech. Hojna i szczodra.

(Łk 19,1-10)
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Środki do świętości są powszechnie znane człowiekowi. Przedstawia je Ewangelia. Jedyne co człowiek musi zrobić to zaprzeć się siebie. Zaprzeć się swego Ja. W wolności woli wdrapać się na swoją sykomorę. Pan przyjdzie! On tylko czeka na nasz krok. Nie może się doczekać. Ma ocean łask, które chce wylewać na dusze, ale niezwykle szanuje naszą wolność i nikomu nie da czegoś na siłę. Nawet najcudniejszych darów miłości. Żadnej zapłaty, żadnego mozołu pracy. Dusza musi tylko chcieć i Bóg daje totalnie za darmo.

Potrzeba wolnej woli, która kształtuje się w sercu pokornym. Już nie Ja, Ja, Ja sobie poradzę, ale od Ciebie Panie wszystko zależy – udziel mi swej łaski.

Trzeba z Bogiem rozmawiać, być cięgle na niego nastawionym. On ma łaskę na każdą chwilę i każde miejsce. Łaskę chwili i miejsca. Dlatego ciągle trzeba Go prosić o takie łaski – stąd nieustanna modlitwa to droga ku szczęściu – nieprzebranemu bogactwu łask Boga.

Zaporą będzie zawsze moje JA. Moje JA które łamie się umartwieniem. Wyrzeczeniem. Praca nas sobą. Dlatego święty Ludwik podkreśla wagę drogi umartwienia siebie.

W końcu gdy wola jest w pełni WOLNA, człowiek może się zdać na wolę Boga i korzystać z Opatrzności Boga. Bóg OPATRZY człowieka ogromem darów. Nad-obficie…

Cóż więc uczynisz, Duszo? Jakie środki wybierzesz, żeby wznieść się tam, dokąd cię Bóg wzywa? Środki potrzebne ku zbawieniu i świętości znane są wszystkim; wymienione są one w Ewangelii, wyjaśnione przez mistrzów życia duchowego, praktykowane przez Świętych i konieczne dla wszystkich, którzy chcą się zbawić i dojść do doskonałości. Są to: pokora serca, ciągła modlitwa, całkowite umartwienie, zdanie się na Bożą Opatrzność i zgadzanie się z wolą Bożą („Tajemnica Maryi” pkt. 4)

Przykładem jest Eleazar. Dał przykład wierności. Przez całe życie szedł głębiej i głębiej w relację z Bogiem. Oddawał się mu. Otrzymywał łaski, które pomogły mu wypracować cnoty. Dziś jest przykładem dla miliardów ludzi na ziemi! Jego odwaga i przylgnięcie do woli Boga jest odnotowane w Biblii czytanej w tysiącach kościołów na całym świecie:

(2 Mch 6,18-31)
W czasie prześladowań Izraela przez króla Antiocha Eleazar, jeden z pierwszych uczonych w Piśmie, mąż już w podeszłym wieku, szlachetnego oblicza, był zmuszony do otwarcia ust i jedzenia wieprzowiny. On jednak wybierając raczej chwalebną śmierć aniżeli godne pogardy życie, dobrowolnie szedł na miejsce kaźni, a wypluł mięso, jak powinni postąpić ci, którzy mają odwagę odrzucić to, czego nie wolno jeść nawet przez miłość do życia. Ci, którzy byli wyznaczeni do tej bezbożnej ofiarnej uczty, ze względu na bardzo dawną znajomość z tym mężem wzięli go na osobne miejsce i prosili, aby zjadł przyniesione przez nich i przygotowane mięso, które wolno mu jeść. Niech udaje tylko, że je to, co jest nakazane przez króla, mianowicie mięso z ofiar. Tak postępując uniknie śmierci, a ze względu na dawną z nimi przyjaźń skorzysta z miłosierdzia. On jednak powziął szlachetne postanowienie, godne jego wieku, powagi jego starości, okrytych zasługą siwych włosów i postępowania doskonałego od dzieciństwa, przede wszystkim zaś świętego i od Boga pochodzącego prawodawstwa. Dał im jasną odpowiedź mówiąc, aby go zaraz posłali do Hadesu. „Udawanie bowiem nie przystoi naszemu wiekowi. Wielu młodych byłoby przekonanych, że Eleazar, który ma już dziewięćdziesiąt lat, przyjął pogańskie obyczaje. Oni to przez moje udawanie, i to dla ocalenia maleńkiej resztki życia, przeze mnie byliby wprowadzeni w błąd, ja zaś hańbą i wstydem okryłbym swoją starość. Jeżeli bowiem teraz uniknę ludzkiej kary, to z rąk Wszechmocnego ani żywy, ani umarły nie ucieknę. Dlatego jeżeli mężnie teraz zakończę życie, okażę się godny swojej starości, młodym zaś pozostawię piękny przykład ochotnej i wspaniałomyślnej śmierci za godne czci i święte prawa”. To powiedziawszy, natychmiast wszedł na miejsce kaźni. Ci, którzy go przyprowadzili, na skutek wypowiedzianych przez niego słów zamienili miłosierdzie na surowość. Sądzili bowiem, że one były szaleństwem. Mając już pod ciosami umrzeć, westchnął i powiedział: „Bogu, który ma świętą wiedzę, jest jawne to, że mogłem uniknąć śmierci. Jako biczowany ponoszę wprawdzie boleści na ciele, dusza jednak cierpi to z radością, gdy Jego się boję”. W ten sposób więc zakończył życie, a swoją śmiercią pozostawił nie tylko dla młodzieży, lecz także dla większości narodu przykład szlachetnego usposobienia i pomnik cnoty.

Tą która wspomaga w drodze. Tą, która nigdy nawet na milimetr nie odeszła od woli Boga jest Maryja. Ona potrafi doprowadzić duszę na szczyty.

Mamo weź i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje matczyne dłonie to pochodzi o Pośredniczko łask. Bogu przez Twoje dłonie pragnę to wszystko oddać. Ty, Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

02. Zapisać się w księdze, bo Pan już w drzwiach…

Wolą Boga jest świętość człowieka. On pragnie zapisać w księdze życia każdego człowieka. To jest marzenie Boga – powołanie każdego człowieka. Ale Bóg też szanuje wolną wolę człowieka. Jeśli ktoś nie chce znaleźć się w księdze życie, to nie zostanie tam wpisany „na siłę”. Nikt nie wie kiedy przyjdzie sąd. Kiedy przyjdzie ostatnie tchnienie życia. Kidy przyjdzie na Ziemię Zbawiciel w swej chwale. Cała sztuka życia wewnętrznego polega zatem na tym, by być stale gotowym. By nieustannie być nastawionym na świętość.

Św. Ludwik podaje drogę i ujawnia tajemnicę, która uczy człowieka wytrwałej i pokornej drogi. Metodę, która ubezpiecza człowieka na ostatnią chwilę życia. Ścieżkę życia, która ponadto pozwala innym okryć i spełnić swoje powołanie życia.

Duszo, żywy obrazie Boga, odkupiona najdroższą Krwią Jezusa Chrystusa, wolą Boga
wobec ciebie jest, byś – jak On – stała się święta w tym życiu, i – jak On
– chwalebna w życiu przyszłym.
Twoim najpewniejszym powołaniem jest zdobycie świętości Bożej. Ku niej powinny
zmierzać wszystkie twoje myśli, słowa i uczynki, twoje cierpienia i wszystkie dążenia twego życia; inaczej opierać się będziesz samemu Bogu, nie czyniąc tego, do czego On cię stworzył i obecnie zachowuje.
Ach, cóż za przedziwne to dzieło!
Proch przemieniony się w światłość,
brud w czystość,
grzech w świętość,
stworzenie w Stwórcę
i człowiek w Boga!
O, zaprawdę, dzieło godne podziwu – powtarzam,
ale i dzieło trudne samo w sobie,
i dla samej tylko natury ludzkiej niemożliwe.
Jedynie Bóg, udzielając łaski przeobfitej i nadzwyczajnej, może doprowadzić owo dzieło do końca; a przecież nawet stworzenie całego świata nie jest równie wielkim jak
to arcydziełem… („Tajemnica Maryi”, pkt 3.)

Inną prawdą jest to, że człowiek nie może dokonać tego swoim wysiłkiem. Potrzeba łaski Boga. Inaczej łatwo jest pobłądzić. Choćby z tego powodu, że walczy się z Aniołami Ciemności – istotami o wiele bardziej inteligentnymi i przebiegłymi od człowieka. Człowiek by wygrać musi współpracować z duchami światłości i  potrzebuje znaleźć się w zbroi łaski.

Niesamowity jest obraz z księgi Daniela:

W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze. (Dn 12,1-3)

Gdy to zacznie się dziać będzie już za późno na naprawianie spraw życiowych. Czas płynie nieodwołalnie. Bóg udziela łask w konkretnym momencie czasu i w konkretnym miejscu. Nikt z nas nie będzie już mógł wrócić w przeszłość. Bóg też nigdy człowiekowi nie zamyka drogi do powrotu, do współpracy z łaską i naprawienia błędów. Dopóki żyję na tym świecie – a nie znam daty swej śmierci – mogę współpracować z łaską. Nie ma czasu do stracenia. Trzeba zacząć już dziś, już teraz. Nie odkładając nawrócenia na przyszłość. Wtedy staje się w gronie tych „Mądrych” z księgi Daniela.

Czas biegnie w przód. Jezus przyszedł w konkretnym czasie – momencie dziejów. Raz się ofiarował i teraz mamy odstęp do owoców tej ofiary. Gdy przyjdzie drugi raz to będzie koniec definitywny. Jak błyskawica. W jednej sekundzie na całej Ziemi. Bez ostrzeżenia. W chwili, której najmniej się spodziewamy – jak mówi Biblia.

W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do pełnienia swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, „aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego”. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy. (Hbr 10,11-14.18)

Dlatego zdobycie świętości to najważniejsze zadanie człowieka. To powołanie człowieka, które daje prawdziwe szczęście. Wszystkie starania powinny w człowieku dążyć ku temu celowi. Jeśli osoba wyuczy się przez całe życie mówić Bogu tak, to i w ostatniej chwili życia powie Bogu tak. Jak nauczy się żyć w grzechu i mówić Bogu „NIE” to jest ogromna szansa, że i w ostatniej chwili życia skaże się na wieczny brak Miłości i szczęścia. Nie ma czasu do stracenia. Pierwszy krok to poprosić Boga o Łaskę Świętości. Aktem woli – swoim wyborem. Znaki czasu się „zagęszczają”. Drzewo figowe zaczyna się zazieleniać. Napięcie w świecie zaczyna mocno rosnąć… Coraz zuchwalsze jest działanie złego ducha i coraz silniej świat się polaryzuje:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”. (Mk 13,24-32)

Bóg też pragnie obficie wylewać łaskę na ludzi. Trzeba tylko aktem swej woli prosić Pośredniczkę wszelkich łask o pomoc. Ona wie, jak zaprowadzić człowieka do Boga – bo Ona jest nasza Mamą.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją pamięć i rozum, weź wszystko to, co mam i posiadam, z ręki Boga to pochodzi. Ty tym rozporządzaj według woli Boga. Przynieś tylko Miłość i Łaskę, a to mi w zupełności wystarczy.

01. Nie ustawać w drodze

Proszę Cię Mamo, poprowadź mnie przez Słowo w Twoim Sanktuarium utworzonym w mojej duszy.

Stanęli na brzegu morza. Przed nimi woda, za nimi ogromna, dobrze uzbrojona armia. Jest głęboka noc. Słuchać szum fal. I obóz w głębokim milczeniu. Oczy wszystkich, przerażone, wpatrzone w dal. Tętent koni i zgrzyt kół rydwanów gdzieś w oddali. I dzieje się coś tajemniczego…

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło w pośrodek zatraconej ziemi. I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią: nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi. Całe stworzenie znów zostało przekształcone w swej naturze, powolne Twoim rozkazom, by dzieci Twe zachować bez szkody. Obłok ocieniający obóz i suchy ląd ujrzało, jak się wynurzał z wody poprzednio stojącej: droga otwarta z Morza Czerwonego i pole zielone z burzliwej głębiny. Przeszli tędy wszyscy, których chroniła Twa ręka, ujrzawszy cuda godne podziwu. Byli jak konie na pastwisku i jak baranki brykali, wielbiąc Ciebie, Panie, któryś ich wybawił. (Mdr 18,14-16;19,6-9)

Bóg odkrywa przed ludźmi rozwiązanie, które ich ratuje od totalnej zguby. To niesamowita TAJEMNICA działania Boga. Tajemnica, która odkrywa się przed sercami pokornymi – uciekających Izraelitów – zaś sprowadza śmierć i zgubę na goniących ich Egipcjan przepełnionych pychą i chęcią zemsty. SŁOWO Boga – rozkaz Boga, który otwiera morze… Obłok – Duch, który ocienia pokornych… Przechodzą WSZYSCY… I na koniec wielkie UWIELBIENIE.

Ewangelia pokazuje, że nie można ustawać, stać z założonymi rękami. Że w modlitwie, w nastawaniu na Boga, w życiu wewnętrznym nie można się zatrzymać i czekać. Bóg ceni i działa tam, gdzie człowiek podejmuje swój wysiłek. Poszukuje odsłonięcia tajemnicy. Odkrywa z mozołem kolejne elementy układanki, która zawiera klucz do Nieba.

I to końcowe pytanie, które przynosi ciarki na plecach… Pytanie Jezusa po opowieści o naprzykrzaniu się Bogu i o tym jak Bóg bierze w obronę… Czy będą tacy, którzy będą się naprzykrzać? Czy u końca czasów nie zabraknie już takich ludzi?

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Jaka jest droga – najlepsza droga – do Boga? Którędy można dojść? Jak rozpoznać duchowość, drogę życia wewnętrznego, która w sposób najbardziej efektywny doprowadzi do Nieba? Trzeba by spojrzeć na świętych ostatnich czasów. Na największych święty. Trzeba by zobaczyć czy nie ma takiej drogi, której najbardziej boi się zły duch i najintensywniej ją ośmiesza, walczy z nią, doprowadza wielkich i uczonych do jej zbagatelizowania. Taka droga, którą idą ludzie prostego serca – zgodnie ze słowami Jezusa: „Wysławiam Cię Panie nieba i ziemi, że zakryłeś to przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś prostaczkom”

Ciekawe, że jest taka TAJEMNICZA droga. droga którą poszło wielu wielkich świętych. Droga, którą poszedł Jan Paweł II, kardynał Wyszyński, św. Maksymilian Kolbe i wielu innych świętych. Droga, której opis jest tak niebezpieczny dla piekła, że w niezwykły sposób zaginał na około 100 lat. Tajemnicę odkrył i przedstawia św. Ludwik. To na nim wzorowali się i od niego uczyli się wspomniani wyżej święci.

Wybrana duszo, to jest tajemnica, którą odsłonił mi Najwyższy Bóg, a której nie znalazłem w żadnej książce, starej czy nowej. Powierzam ją tobie przez Ducha Świętego, pod następującymi warunkami:
a) że powierzysz ją z kolei tym, którzy – poprzez swoje modlitwy, jałmużny,
umartwienia, prześladowania oraz przez gorliwość o zbawienie dusz i zaparcie się
siebie – na to zasługują;
b) że posłużysz się tą tajemnicą po to, by stać się święta i boska, ponieważ tajemnica ta staje się wielka o tyle, o ile dusza czyni z niej użytek. Strzeż się więc, byś nie
pozostawała bezczynna z założonymi rękami, bo wtedy moja tajemnica będzie dla
Ciebie trucizną i przyczyni się do Twego potępienia;
c) że będziesz dziękować Bogu przez wszystkie dni życia za tę wielką łaskę, jakiej ci
udzielił, pozwalając ci poznać tajemnicę, której poznania nie jesteś godna. W miarę,
jak będziesz się nią posługiwała we wszelkich aktywnościach swojego życia, będziesz
rozpoznawać jej wartość i niezwykłość, które teraz znasz jedynie niedoskonale, z
powodu licznych i ciężkich grzechów własnych i z powodu twego ukrytego
przywiązania do samej siebie.
Zanim więc postąpisz dalej w twoim gorącym i naturalnym pragnieniu poznania prawdy, odmów pobożnie, klęcząc: „Ave Maris Stella” i „Veni Creator”, prosząc Boga o łaskę zrozumienia i zakosztowania owej boskiej tajemnicy.
Ponieważ mam mało czasu na pisanie, a ty na czytanie, przedstawię wszystko w skrócie… („Tajemnica Maryi”, 1-2)

Tajemnica wymaga odkrycia. To nie jest prosta tajemnica. Wymaga dużego wysiłku człowieka. Ale jeśli wiernie podejmie się praktykę i wysiłek to prowadzi do duchowej eksplozji. Do wypełnienia podstawowego powołania człowieka – czyli do największego szczęścia – do ŚWIĘTOŚCI. Zrealizowanie wszystkich pragnień i całego celu swego, życie, który każdy z nas nosi na głębinach swego serca. To jest dar. A dar duchowy otrzymuje się od Ducha Świętego. Stąd na samym początku modlitwa do ducha Świętego w pokorze, uniżeniu – na kolanach. Bo dary duchowe otrzymuje się w pokorze. To jest tajemnica duchowa – od Boga – trzeba się więc przygotować na coś co kompletnie przekracza ludzkie zasady i ludzki umysł – na PARADOKSY… I tak tutaj jest. Dlaczego mądrzy i uczeni bagatelizują i odrzucają. Dlatego drogą tą idą ludzie prostego serca. Można ją przekazać tylko takim, którzy POJMĄ! Św. Ludwik wymienia takie osoby w podpunkcie a).

Ci którym wiele powierzono – ci którym powierzono taką tajemnicę – od nich wiele wymagać się będzie. Jeśli ją znają i jej nie zastosują – tym bardziej surowy będzie dla nich sąd!

c.d.n.

——

Weź Mamo i przyjmij mnie w niewolę miłości. Weź całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi przez Twoje matczyne dłonie i Jemu to pragnę oddać przez Twoje, Mamo ręce. Ty, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Wyrzec się wszystkiego, co posiadam

Jezus kompletnie nie przystaje do obrazu wspólczesnych liderów, czy celebrytów. Mimo że był takim „celebrytą” ówczesnej Palestyny, to zachowuje się przedziwnie.

Idą za Nim WIELKIE tlumy! On się do nich odwraca i stawia im karkolomne zadanie. Po tym kazaniu pewnie wielu odeszło i przestalo za Nim podążać. Kto nie ma w nienawiści najbliższych ze względu na Królestwo, kto nie ma siebie w nienawiści, kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada, TEN IDZIE ZA JEZUSEM BEZCELOWO. Przecież chuba nikt z tego tłumu nie spełniał w pełni tego warunku…

(Łk 14, 25-33)
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

Nie znam was…

Jezus zdąża do Jeruzalem. Zdąża tam, by zbawić ludzkość. Idzie, by oddać życie za ludzi, za to by mogli wejść do Królestwa Niebieskiego…

W tej drodze ktoś podchodzi i pyta: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”. TO pytanie tak podobne do tego, które dziś pojawia się wśród ludzi: „czy piekło jest puste?” Czy potrzeba sie spowiadać… Są kraje gdzie nie ma już konfesjonałów w kościołach. Przecież wystarczy dobrze żyć. Wystarczy chodzić do kościoła. Uczestniczyć w życiu kościoła…

A Jezus mówi coś wręcz odwrotnego: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.”. Dla Boga liczy się droga. KLuczem do wejścia do Królestwa jest to „USIŁOWANIE”. Usilne staranie się. U progu drzewi Pana staje się w monencie śmierci… Albo stan ducha będzie taki, że ten próg się prezkroczy, albo taki, że człowiek zawróci i zostanie na zewnątrz… Ale przyjdzie potem taki moment, że ten wybór zapieczętowany będzie na wieczność:  „Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: <<Panie, otwórz nam>>”.

Będzie już za późno. NIkt z nas nie wie kiedy stanie na progu domu Ojca. Trzeba USIŁOWAĆ. Starać się całe życie. im więcej drogi w wierze, tym większa szansa, że na końcu życia będzie się we włąściwej kondycji duchowej by pójść do wnętrza Domu Ojca. By nie pozostać an zewnatrz.

To usiłowanie ma być KU ZNAJOMOŚCI Z JEZUSEM! Ku przylgnięciu sercem nie tylko powierzchownością. Nie tylko wystarczy iśc na Eucharystię i jadać i pić z Jezusem. Nie tylko chodzić i odsiedzieć swoje, gdy On naucza przez usta kapłana. Z NIM TRZEBA WEJŚ W RELACJĘ. POZNAĆ GO i DAĆ SIĘ MU POZNAĆ. Usilnie zabiegać o relację z Nim. Tylko wówczas nie uzłyszymy na końcu życia: „lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście.”

Relacja z Nim owocuje włąściwym życiem. Życiem w którym człowiek podąża za Panem. Dąży do dokonałosci i życje w ŁASCE UŚWIĘCAJACEJ: „Lecz On rzecze: <<Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości>>”. U Boga nie ma wzgledu na osoby. NIe ma targowania się na ilość Mszy Świętych w których się uczestniczyło i na ilość różańców. Nie ma wzgledu na koneksje rodzinne… Liczy się SERCE. Będą ludzie którymi gardziliśmy – będą w domu Ojca przed nami!

Kiedyś pewnien ksiadz mówił, że po śmierci trzy razy się zadziwimy. Pierwszy raz, ze sami znaleźliśmy się w Domu Ojca. Drugi raz, że w tym Domu są także Ci co do których nei spodziewalismy się ich tam zobaczyć. I trzeci raz, żę nie ma tam tych, których spodziewaliśmy się tam zobaczyć.

(Łk 13, 22-30)
Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam”; lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości”. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

USILNE starani są zauważone przez PANA. USIŁOWANIE człowieka, by dostać się do DOmu Ojca wspomaga bowiem Duch Święty. Bóg wi, że jesteśmy tylko słabymi ludźmi. Potrzebuje tylko naszej wolnej woli. NAszego wyboru, by pójśc za NIm, a potem On już prowadzi dalej. „Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” Duch Święty dopełnia naszych braków. Ducha zna nasze serce, ansze intencje. Nawet gdy wykonanie jest słabe i nieudolne, to Duch zna nasze intencje. I wóczasz Ducha zaczyna z nami WSPÓŁDZIAŁĄĆ dla naszego dobra. Prowadzi przez pwołanie, poznanie, i upodobnienie do Syna. Doprowadzenie do Tego, że znamy się z Synem. I drzwi Królestwa nie zatrzasna się nam przed nosem – dostąpimy CHWAŁY:

(Rz 8, 26-30)
Bracia: Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że wstawia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też obdarzył chwałą.

Weź Mamo i przyjmij całą wolnosć moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki BOga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej miłośći. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłosć i Łaskę, a one w zupełnosći mi wystarczą.

Nie spojrzeć w Niebo przez 18 lat

Kobieta, zgięta w pół. Wpatrzona przez 18 lat w ziemię. Nie potrafiąca spojrzeć drugiej osobie w twarz, a tym bardziej spojrzeć w Niebo. Duch NIE-MOCY. Można tego ducha niemocy odczytać czysto fizycznie jako schorzenie układu mięśniowo-kostnego. Problem z wyprostowaniem ciała. Ale można też odczytać tego ducha niemocy jako chorobę serca i ducha. Człowieka zanurzonego w braku optymizmu. Chodzącego na granicy depresji i rozpaczy. Ciągle wpatrzonego w dół…

Kobieta zostaje ZAUWAŻONA PRZEZ PANA… Tego, który spoglada z góry.
Kobieta jest PRZYWOŁANA PRZEZ PANA… Tego, który nie zostawia człowieka bez swego Słowa.

Mówi do niej proste Słowo – zna jej cierpienie: «Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy». Kładzie na nią swe ręce – DOTYKA JEJ – a ona się prostuje i od razu JEJ POSTAWA W CAŁOŚCI zostaje uzdrowiona. I ta fizyczna – prostuje się – i ta duchowa – zaczyna Chwaliść Boga – spoglądać w Niebo.

TU jest klucz do uzdrowienia z takiego życia. Kiedy czuję się przygiety do ziemi. Zgięty w pół. Przytłoczony życiem. Kidy patrzę tylko ludziom pod nogi, a nie mogę spojrzeć w Niebo. Kiedy omijają mnie ludzkie spojrzenia, a może ja już tak nisko siebie oceniam, że nie potrafię się wyprostować i spojrzeć ludziom w oczy – wówczas potrzeba mi stanać w NIEDZIELĘ. Stanąć przed OBLICZEM PANA w NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE. Stanąć i uświadomić sobie, że mimo, że to Ja do Niego przychodzę, to ON NA MNIE ZAWSZE CZEKA z UTĘSKNIENIEM. On ZAUWAŻA mój ciężar, widzi doskonale i wie co mnie przygniata do ziemi. W NIEDZIELĘ – wsłuchać się w JEGO GŁOS. W SŁOWO. Bo ON MÓWI DO MNIE. PRZYWOŁUJE MNIE. W NIEDZIELĘ, w dzień ZMARTWYCHWSTANIA i USTANOWIENIA KOSCIOŁA – przyąć JEgo dotyk – dotyk KOMUNII ŚWIĘTEJ, w której ON JEST CAŁY…

Każda Eucharystia to szansa na uzdrowienie. KAŻDA! Tylko człowiek musi chcieć!!! Uczynić Niedzielę DNIEM PANA w swoim życiu i zanurzyć się w tym co Eucharystia oznacza i niesie ze sobą…

Można być bardzo blisko. Można być Proboszczem Kościoła (Synagogi) można być biskupem katedry i  OBURZYĆ SIĘ NA DZIAŁANIE BOGA!!! Można być w samym środku tego cudu, dotykać rękami Świętego Ciała i Krwi i nie zrozumieć nic! To wielka przestroga dla ludzi Kościoła. Przestroga do POKORY. Uleczenie to SPOTKANIE Z BOGIEM W NIESAMOWITY SPOSÓB – TO SENS NIEDZIELI – TO SENS EUCHARYSTII. Właśnie na odwrót do słów przełożonego synagogi: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!”.

Dokłądnie na odwrót. Właśnie w Dzień Pana jest czas na Spotkanie z Nim. Włąśnie w dzień Pana jest czas na doświadczenie Jego Spojrzenia, Przywołania i Dotyku. Przełożony Synagogi nie zrozumiał KTO spojrzał, KTO przywołał, KTO dotknął. To właśnie ta OSOBA jest tu w centrum. PAN SZABATU.

Obłuda – grozi każdemu z nas. Im bliżej tym większe zagrożenie tym, żę katolik osiadzie na laurach. Że powie sobie, że już dotarł, że juz osiagnał, co miał do osiagnięcia. Teraz już jest na takim poziomie, że może osądzać, zę możę sobie interpretować Prawo Boga po swojemu. Że jemu wolno wiecej a inni mają się pomęczyć… Obłuda, która rodzi Pychę i BAŁWOCHWALSTWO. Stawiania siebie w roli Boga – tego któy SĄDZI…

Jezus mocno gani tą postawę. Wytyka przewrotne myślenie: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A owej córki Abrahama, którą Szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”

Ciekawe – postawa słuchaczy jest właściwa – WSTYD. Wstyd – jak mówił Jan Paweł II w katechezach „Mężczyzną i Niewiastą stworzył ich” – ma niesamowitą rolę. Pojawił się zaraz po grzechu. Zawstydzeni ludzie w raju rozpoznali, że mogą być zranieni przed drugiego człowieka, zobaczyli swój grzech. Wstyd OCHRANIA człowieka przed grzechem. WSTYD to też postawa grzesznika przed Spowiedzią Świętą. To dobry znak… ogarnał ich WSTYD a nie gniew i złość i zatwardziałosć serca… Ci przeciwnicy nie rozprawiają jak GO zgładzić! Mają szansę na nawrócenie. Posłuchali Jezusa i słowo uderzyło w ich serca. Zaczęło ej drązyć. Nawrócenie to proces… Ale widać że się rozpoczęło…

(Łk 13, 10-17)
Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: «Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy». Położył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus uzdrowił w szabat, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!” Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A owej córki Abrahama, którą Szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Wstyd prowadzi powoli ku wolnosći. Ku doświadzceniu SPOJRZENIA PANA, SŁOWA PANA i DOTYKU PANA – tak jak kobieta zniewolona przez 18 lat. Od zgiecia ciałą do uwielbienia i życia w Duchu. Od cierpienia do chwały.

(Rz 8, 12-17)
Jesteśmy, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha zadawać będziecie śmierć popędom ciała – będziecie żyli. Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze!” Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale.

Weź Mamo i przyjmij całą wolnosć moją, wolę moją pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej Miłości. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przygotuj to wszystko jako ofiarę doskonałą na ołtarz Boga w Niebie. Przynieś mi tylko MIŁOŚĆ i ŁASKĘ  a one w zupełnośći mi wystarczą.

Wiara niewidomego

Bartymeusz – obraz naszego wzrostu w wierze. Symbol wiary.

Wiara ma w sobie te dwa wielkie aspekty, które widać w Bartymeuszu. Spojrzenie poza to, co widoczne dla oczu i pokorne pójście za glosem serca. Wejście w paradoks. Bartymeusz nie widział – nie widział nigdy świata, bo znal go tylko z opowieści ludzi. Nie widział cudu Jezusa, Nie widział samego Jezusa. Sluchał słów świadectwa. Gdy nadarzyła się okazja posłuchał glosu serca i wołał. UWIERZYŁ i wołał ile mógł. Wołał do Pana i zoztał wysluchany przez wzgląd na swoją wiarę

(Mk 10, 46b-52)
Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! „Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją pamięć i rozum. Wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to.pragnę oddać jako wyraz mojej milości. Ty, która znasz wolę Ojca rozporzadzaj tym wszystkim. Przynieś tylko Milość i Łaskę a one w zupelności mi wystarczą.

Przejdź do paska narzędzi