Stopniowanie grzeszności

W stopniowaniu grzeszności rozróżniamy grzechy powszednie(lekkie) i ciężkie. Wielkość grzechu stopniuje stopień świadomości człowieka, stopień jego dobrowolności. Z zewnątrz człowiek nie jest w stanie określić stanu ducha drugiej osoby. Jedynie wobec siebie samego może powiedzieć jaki jest ciężar grzechu…

Każdy grzech ciężki jest ogromną tragedią człowieka… Każdy może odebrać człowiekowi szanse na Zbawienie…

Jeszcze jednym aspektem jest poziom rozwoju duchowego i relacji do Boga, na którym człowiek się znajduje. Komu więcej powierzono od tego więcej wymagać się będzie…

Widząc całą tą przestrzeń grzechu jeden człowiek nie może ocenić drugiego jako większego grzesznika od siebie… Nie może też wkładać Boga w ramy sędziego i interpretować wydarzeń z życia człowieka jako kary Boga. Bóg wybiera właściwy moment życia, najwłaściwszy na wiele wydarzeń. By człowieka zbawić, zawrócić z jego złej drogi. Nie każe by się mścić. Cierpienie to nieraz droga oczyszczenia!

Jezus uczy na przykładzie wydarzeń codzienności, by nie oceniać innych… Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni.

(Łk 13, 1-9)
W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam: lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. I opowiedział im następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”.

Łatwo przychodzi określić ludziom, że coś było karą Bożą.

Ciekawe jest jak Jezus odwraca sądy ludzi „przeciwko nim”. Jeśli się nie nawrócicie skończycie podobnie jak ci ludzie! TAK SAMO ZGINIECIE! Zginiecie bez przygotowania, nagle. Staniecie przed obliczem Boga obciążeni grzechem. Jezus odwraca optykę patrzenia z innych an SIEBIE. W przestrzeni grzechu człowiek może określić ciężar i wielkość grzechu tylko wobec samego siebie. Jeśli ma z tym problem, jedynym który potrafi określić stan ducha człowieka jest sam Bóg. Bo tylko On przenika człowieka i zna intencje, myśli i stan serca w momencie popełniania grzechu.

Jezus kończy przypowieścią o drzewie figowym. Niezwykły obraz Boga, który ciągle daje szanse człowiekowi. Jedną za drugą. Jeszcze rok i potem zakończę życie człowieka. Bóg pragnie zabrać człowieka z tego świata w najlepszym dla niego momencie życia. W takim, by człowiek wybrał Zbawienie. Obrońcą, tym, który pragnie uratować bezowocne drzewo jest Syn Boży… Trzeba zatem prosić Boga o owocne życie. O umiejętność wykorzystania swojego potencjału tak, by życie owocowało.

(Rz 8, 1-11)
Bracia: Teraz dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, które daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci. Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego dokonał Bóg. On to zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, jeżeli postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha, do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha do życia i pokoju. Dlatego że dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu ani nawet nie jest do tego zdolna. A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w nas Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

Zanurzyć się w mocy Ducha. Żyć w Duchu Świętym. Zatopić się w Jego obecności. Przyjmować Bożą Miłość i Łaskę. To jest właśnie droga chrześcijańskiego rozwoju prowadząca do obfitego OWOCOWANIA.

Mamo, weź i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej Miłości i pokory. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim i prowadź mnie ku prawdziwemu i obfitemu owocowaniu. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.

Miłość i Łaska to właśnie ten nawóz, którego potrzebuje drzewo, które nie owocuje!

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój?

Jezus przynosi ziemi rozłam. Ogień. Chrzest. Jego Pascha na krzyżu ma być tym przełomowym wydarzeniem. Wydarzeniem, które zmieni losy świata, które stanie się graicą między Starym i Nowym testamentem.

Niesamowite jst to potężne pragnienie tego ognia, by wylał się na ziemię. BRAKU POKOJU. Swoistego niepokoju. Zamętu, wyjścia ze stagnacji. Teraz każdy będzie się musiał opowiedzieć za i przeciw i nie będą to proste decyzje ani równe spory: „Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu”

Jezus pragnie OGNIA ducha Świętego, zrodzenia się Kościoła.

Jezus wie co go czeka. Zna przyszłosć. Szczyt tej idręki widac w Getsemani, w tłoczni oliwy, gdy po Jego skroniach sływają krople krwi. Doznaje ogromnej udręki ze strony złęgo ducha. To kuszenie z pustyni trwa. Cały czas Jezus jest atakowany przez Szatana, który chce Go odwieść od zbawienia świata. Jezus jest udręczony, umęczony. Ale z drugiej strony tak mocno kocha, że nie chce zawróćić. Tak bardzo pragnie przynieść ludziom wyzwolenie poprzez chrzest – chrzest krwi: „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.”

Chrzest będzie odtąd rograniczał przymierza stare od nowego.

Zadziwiajace w słowach Jezusa jest także przedstaienie konfliktu. Trzy osoby ze starszego pokolenia są przeciwko mniejsze liczbie osób z nowego pokolenia. Niepokój rodzierajacy rodzinę. Matka, ojciec i teściowa są w komitywie, razem, przeciwko własnym dzieciom, przeciwko córce/synowej i synowi.

W dzisiejszej Ewangelii czuć tak potężne napięcie.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadani wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”. (Łk 12, 49-53)

Napięcie, w którym będzie trwał Kościół i świat do końca swych dni. Rozdwojenie i konflikt.

I to niezwykłe pytanie Jezusa do nas:

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój?

Nie – ROZŁAM! Rozłam, który motywuje do pracy duchowej, do głoszenia, do określenia się. Jezus nie chce pokoju, który prowadzi do marazmu i stagnacji. Jezus jest Bogiem, Stwórcą, w ciągłej dynamice tworzenia i stwarzania. Stagnacja jest Mu obca. Kościół ciągle ma się tworzyć – ale jak wulkan plujacy ogniem i lawą. Pełen gwałtowności i wewnątrz konfliktu ze światem.

Św. Ignacy w ćwiczenia mówi o dwóch obozach. Obozie Chrystusa i Lucyfera. Dwóch wojskach. Dwóch sztandarach. Nie da się spokojnie stać na samym środku linii demarkacyjnej. Nie da się kolaborować z obom obozami. Trzeba się opowiedzieć za jednym lub drugim. Trzeba przywdziać zbroję i ruszać na pola bitewne. Ta dynamika wojny duchowej aż po chrzest krwi jast an stałe wpisana w życie człowieka:

(Rz 6, 19-23)
Bracia: Ze względu na przyrodzoną waszą słabość posługuję się porównaniem wziętym z ludzkich stosunków: jak oddawaliście członki wasze na służbę nieczystości i nieprawości, pogrążając się w nieprawość, tak teraz wydajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości, dla uświęcenia. Kiedy bowiem byliście niewolnikami grzechu, byliście wolni od służby sprawiedliwości. Jakiż jednak pożytek mieliście wówczas z tych czynów, których się teraz wstydzicie? Przecież końcem ich jest śmierć. Teraz zaś, po wyzwoleniu z grzechu i oddaniu się na służbę Bogu jako owoc zbieracie uświęcenie. A końcem tego jest życie wieczne. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Wygra tylkoten, kto w pełni zawierzy Bogu, kto do końca zaufa i będzie trzymał sztandar Baranka w rękach.

Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu

Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.

On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie;
liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane.

Co innego grzesznicy:
są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
Albowiem znana jest Panu droga sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie.
(Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6)

Weź Mamo i przyjmij cąłą wolnosć moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam, z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragne oddać jako wyraz mojej Miłosci. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnośći mi wystarczą.

Posłani

Jezus podejmuje inicjatywę. Stoi przed Nim tłum ludzi wsłuchanych w Jego Słowa. To On WYBIERA spośród tego tłumu siedemdziesieciu dwóch uczniów. i wysyła 36 par uczniów – po dwóch – jako mikrowspólnoty – do głoszenia. Po dwóch. To swoisty znak. Najmniejsza, najpokorniejsza ze wspólnot ma moc głoszenia. Dwoje to także małżeństwo. Dwóch to także moc świadectwa, która była bardzo mocno utwierdzona w kuturze Izraela czasów Jezusa – podejście bardzo praktyczne. Jak jeden powiedział to nic, ale jak drugi zaświadczył o prawdomówności poprzednika, wówczas takie świadectwo miało moc.

Jezus posył przed sobą – tam gdzie sam zamierza przyjść. To także niesamowity symbol. Z Jednej strony – to Jezus dokonuje właściwego głoszenia, to On idzie ze Swoim Słowem. Z drugiej strony – jeśli idę głosić ponaglany wewnętrznym wołaniem Ducha, to mogę być pewien, że zaraz za mną kroczy Jezus. Ja przygotowuję grunt, a On zasiewa ziarno wiary…

Jeszcze jeden aspekt tego Słowa, dość niezwykły, jest takie, że człowiek może mieć wpływ na głoszenie i ilość robotników. Mówi się tak wiele o kryzysie powołań, o aszczekaniu Katolików, spychaniu ich z życia pulicznego… Ale czy ci Katolicy MODLĄ SIĘ. Czy proszą Pana żniwa, by wyprawiał po dwóch swoich robotników. By wyprawiał w świat święte wpsólnoty, kapłanów, małżeństwa. By robotnicy wyszli głosić.

Kolejny fascynujący aspekt głoszenia to ubóstwo. Nic nie mieć. Bóg się o wszyskto zatroszcy. Nie polegać na sobie, tylko całkowicie na Nim. Do cna. dokumentnie na Nim.

Misja nie jest prosta. On pomaga, ale nie usuwa przeszkód. Sam mówi, że posyła jak OWCE MIĘDZY WILKI. W totlaną przepaść. W samą głębię niebezpieczeństwa. Idziesz wyrwać dusze i serca ludzi z miejsca gdzie jest grzech i zło. Nie idzie się głosić do pobożnych i świętych, ale właśnie tam, gdzie najbardziej potrzeba nawrócenia. A tam panuje grzech – nie jest bezpiecznie. Idziesz między drapieżne wilki…

Głosić sobą – to kolejna zasada. Głosić pokój. Przywoływać pokój. Budować pokój i jedność.

Inna zasada którą tu Jezus pokazuje – to brak natarczywości. Wchodzisz. Głosisz pokój. Pokazujesz życiem Chrystusa. Ala jak cię nie chcą to idziesz dalej. Bóg dał człowiekowi wolność. Pełnię wolności. I nie chce by ktoś w Jego imię zabierał innemu wolność wyboru. Kompletnie bez przymusu. Mówisz i idziesz dalej.

Liczy się też droga a nie cel sam w sobie. Jak cię przyjmą pozostań. Nie skacz z domu do domu i nie podbijaj statystyk. Jezus, sam Jezus zostawił na ziemi garstkę ludzi!!! Sam Syn Boży! Porażka! Dzisiejsze korporacje po 3 latach istniania mają więcej pracowników, niż Jezus zgromadził robotników w swojej winncy! Jeśli nawrócisz jedną osobę w ciągu swego życia to możesz stanać na równi z wielkimi śiętymi Kościoła, za którymi poszły miliony. Być może twój trud, upokorzenia, praca, modlitwa, wyrzeczenia będą daleko większe niż tych, z którymi się porównujesz. To Bóg ocenia serce po jego pojemności na miłość, a nie po ilości nawróconych dusz.

Ostatnia zasada – głościć pozytywnie – „PRZYBLIŻYŁO SIĘ DO WAS KRÓLESTWO BOGA” Tu nie ma nic ze straszenia piekłem, diabłem, ogniem. Tu nie ma nic z gromienia, stawiania siebie wyżej od innych, bo ja jestem Katolikiem a reszta nie ma nic do gadania i nie ma prawa głosu.

Niezwykła jest dzisiejsza Ewangelia – przebogata w treść:

(Łk 10, 1-9 )
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to rpagne oddać jako wyraz mojej miłośći. Ty Mamo tym wszystkim rozporzadzaj bo Ty znasz wolę Ojca. przynieś mi tylko Miłosć i Łaskę a one w supełnosći mi wystarczą.

Chrzest Pana…

Dziś Jezus pyta swych krewkich Apostołów, czy sa gotowi na chrzest, którym On ma być ochrzczony. Nie wiedzą co odpowiadają mówiąc: „możemy”. Ten chrzest to chrzest krwi – chrzest męczeństwa, który zapowiadał Izajasz w Pieśni o Słudze Jahwe:

(Iz 53, 10-11)
Spodobało się Panu zmiażdżyć swojego Sługę cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci. Sprawiedliwy mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.

Ich wizja pchana chciwością jest inna, zupełnie inna niż wizja Królestwa Bożego, którą ma Jezus. Zwłaszcza jeśli chodzi o wykonywanie władzy. O sposób zarządzania. Dla nich to splendor – dla Jezusa droga służby i uświęcenia w pokorze, posłuszeństwie i ubóstwie.

(Mk 10, 35-45)
Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, podeszli do Jezusa i rzekli: „Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”. On ich zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?” Rzekli Mu: „Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Jezus im odparł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. Lecz Jezus rzekł do nich: „Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane”. Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.

Hierarchia wartości

Jeus dziś woła BIADA.

Dziesięcina – czyli jałmużna – jedna dziesiata dochodu. Kapłani, w samym centrum życia, w najważniejszej świątyni religii żydowskiej dają dziesięcinę z ziół? Ich „przychód” to nie 10 worków mięty, ruty i marchewki… Czy to oskarżenie nie brzmi podobnie to setek oskarżeń pod adresem duchowieństwa katolickiego dzisiaj…!

Ale Jezus nie patrzy na to. Dziesięcina owszem – może być i taka. Ale ważniejsza jest ofiara z siebie samego. Przekraczanie siebie samego. Dążenie do życia pełnego sprawiedliwości, do szerzenia Miłości Boga. TO JEST ICH POWOŁANIE W PRAKTYCE! Faryzeusze mają rozsądzać, dbać o sprawiedliwość. Mają pokazywać prawdziwe oblicze Boga ludziom i uczyć ich o Bożej Miłości. A nie da się tylko mówić o Bogu, nie da sie tylko wykładać prawa. Sprawiedliwość i Miłość Bożą trzeba pokazać swoim życiem. Doświadczyć jej na samym sobie.

Oni nie złożyli JAŁMUŻNY z włąsnego JA. Nawet dziesięciny z siebie, z własnego EGO. Najpierw należało składac swiadectwo, a jałmuzna jako ćwiczenei ducha przyszłoby samo! Człowiek który zaczyna dbać o Sprawiedliwość i Miłość Bożą, sam odkrywa, że potrzebuje ćwiczyć i umartwiać swoją wolę. Miłość Boża to dzielenie się. Dzisięcina jest naturalnym następstwem.

Jezus podkreśla też jak FAryzeusze płąwią się w swoim BOGACTWIE i STATUSIE SPOŁECZNYM. Z tego należy złożyć prawdziwą dziesiecinę. Pierwsze miejsca przy stołach. Bycie stawianym na piedestale, na swieczniku. Pokazywanie się innym. Chołubienie przez ludzi. Pycha!

Jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą… Doły, w które mogą wpaść. Doły śmierci, smrodu. Ludzie stąpajac po grobie beszczeszczą je – są wciągani bezwiednie w coś złego. ŚWIADECTWO FARYZEUSZÓW, TO ŚMIERTELNA PUŁAPKA, W KTÓRĄ LUDZIE MOGĄ WPAŚĆ.

Niezwykła jest odpowiedź uczonego w piśmie. GDyby jej się przyjrzeć mogłąby brzmieć. Panie Jezu, masz rację. DObrze żę porządnie dopiekłeś tym Faryzeuszom. My tacy się nie czujemy. Ale troche przesadziłeś, bo nam też ubliżyłeś. Liczył pewnie na pochwałę. Na to że Jezus powie: „Biada wam faryzeusze, patrzcie na tych sprawiedliwych, na uczonych w piśmie”. Myślę że uczony w piśmie pożałował swych słów… Uważa siebie za nieskazitelnego. Uważa uczonych w piśmie za lepszych od faryzeuszów… A słyszy:

I wam BIADA!

Jezus potwierdza konkretnie i wyraźnie, że Jego słowa są też skierowane do cuzonych w piśmie. Ich powołaniem jest głoszenie „homilii” Głoszenie Słowa. Uczenie ludzi jak pięknym i bogatym jest Słowo Boga. Oni zaś uczinili z niego więzy, któymi ludzi wiążą, ciężary, którymi ich przygniatają i ciemiężą. Interpretuja Słowo wybiórczo. Bo ono otyczy tylko ludzi wokół, a nie ich. Jezus wyrzuca im PRZEWROTNOŚĆ. Czy to też nie problem dzisiejszych Katolików. Czy to też nie zarzut który osoby z poza Kościoła podnoszą jako zarzut przeciwko duchowieństwu…

A czy to oburzenie które słychać w kościele nie jest podobne do oburzenia uczonych w  piśmie czy faryzuszów? Bóg mówi. Duch Święty wieje gdzie chce. Może powiac w sercu biskupa, ale może też powiać sercu rzetelnego lewicowego dziennikarza! W Kościele zaś mamy się uczyć słuchać i rozeznawać. A nie od razu odrzucać badajac tylko po tym KTO to powiedział…!

(Łk 11, 42-46)
Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: „Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą”. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: „Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz”. On odparł: „I wam, uczonym w Prawie, biada. Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie”.

Osądzanie, obwinianie. To czy uwaga jest wartościowa nieraz zalezy do tego KTO to powiedział… Nie bada się samego słowa… Często człowiek któy osądza drugiego, sam czyni to samo!!! Bóg nie ma wzgledu an osoby… Ważne żeby człowiek podążał za Sprawiedliwosćią i Miłośćią Bożą. A komu więcej dano, kto dalej zaszedł w rozwoju duchowym, od tego więcej będzie się wymagało:

(Rz 2, 1-11)
Nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, w tej sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz. Wiemy zaś, że sąd Boży według prawdy dosięga tych, którzy się dopuszczają takich czynów. Czy myślisz, człowiecze, co osądzasz tych, którzy się dopuszczają takich czynów, a sam czynisz to samo, że ty umkniesz potępienia Bożego? A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Boga, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Jego chce cię przywieść do nawrócenia? Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności – życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości – gniew i oburzenie. Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze, najpierw Żyda, a potem Greka. Albowiem u Boga nie ma względu na osobę.

Weź Mamo i przyjmij całą wolnosć moją wolę moją, pamięć i rozum. Weź ro wszystko co mam i posiadam, z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej miłośći. Ty Mamo, która znasz wole Boga, roporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnosći mi wsyatrczą.

 

 

RACZEJ to, co wewnątrz…

Zapraszam samego Jezusa na kolację. Niezwykłą osobę. Zakładam, że jest Żydem w 200%. Spełnia wszystkie nakazy prawa… No i ? Nie myje rąk przed posiłkiem???

Jak to?

Jezus jednak zna myśli człowieka. Zna serce człowieka. To ON EWANGELIZUJE. To ON wie jak dotrzeć do serca  człowieka. Zrobił to specjalnie – by sprowokować pewną dyskusję. Chce porozmawiać o harmonii osoby ludzkiej. O jedności tego co zewnętrzne z życiem wewnętrznym człowieka.

Jezus wskazuje, że Bogu nie potrzeba TEATRZYKÓW. Bóg widzi intencje i serce człowieka. Że to co na zewnątrz nie będzie się liczyło, jeśli nie jest w harmonii z wnętrzem. Dla Boga bowiem nie liczą się środki ale sam cel. I droga do celu. Możesz nie mieć żadnych osiągnięć w ujęciu ludzkim, ale dla Boga być największym ze świętych poprzez drogę wewnętrzną którą przeszedłeś. Możesz też być bardzo podziwiany na ziemi, używając środków przekraczających Boże prawo. Mieć niesamowite wyniki – a nie dostać się do Królestwa! Wnętrze bowiem musi być w harmonii z życiem wewnętrznym. I najlepiej zacząć drogę od tego drugiego. Jak życie wewnętrzne będzie czyste to pociągnie to co na zewnątrz. Drogę zaczyna się od wnętrza.

RACZEJ to co wewnętrzne powinno być elementem pracy duchowej – a to co na zewnątrz pójdzie za tym!

(Łk 11, 37-41)
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moja, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać prze Twoje Matczyne ręce. Ty Mamo tym wszystkim rozporządzaj, bo Ty znasz wolę Boga wobec mnie. przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarcza.

Pokora…

Pokora to klucz do dzisiejszego Słowa… Ale i do świata i miejsca w którym jest Kościół w Polsce…

Dziś na Mszy Świętej siedziało wokół mnie kilka osób bez maseczek na twarzy. Na drzwiach wyraźny rysunek. W mediach wciąż wałkowane. A jednak oni WIEDZĄ LEPIEJ! Muszą coś zamanifestować? Nie znam powodu… Założenie maseczki nic nie kosztuje… a powoduje dyskomfort innych obecnych wokół chrześcijan… Jedna z takich par mówiła na koniec świadectwo zachęcające do wstąpienia do wspólnoty. Dla mnie wewnętrznie ten brak maseczki był w jakiejś kątrze do świadectwa… Jakimś zaprzeczeniem tego by wspólnota czuła się przy mnie bezpiecznie…

Inny obraz jaki mi się dziś nasunął, gdy myślałem po co nam ta pandemia, to trąd i grzech. Jakiś taki obraz trędowatych. Mieli zakrywać usta i żyć w oddaleniu. To tak bardzo podobne do tego gdzie jesteśmy teraz. Są tacy, którzy w pokorze uznali, że są tredowaci (grzesznikami) – są i tacy, którzy będą szli w zaparte i będą temu zaprzeczali.

Ciekawe, że Jezus w Ewangelii najpierw pyta młodzieńca tylko o przykazania nie związane z postawieniem Boga na pierwszym miejscu. Pyta tylko to te związane bezpośrednio z relacją do innych ludzi.

Gdy słyszy, zę ten człowiek podąża za nimi. Wraca do pierwszych trzech przykazań. I tutaj uderz we właściwą strunę. Zaczyna od wielkiego pozytywu. Pokazuje temu człowiekowi – patrz jak daleko zaszedłeś. Kolejny krok przed tobą. Podejmij go…

Jezus wie – zna serce tego człowieka – wie jak wielkei nadzieje pokłada on w tym co posiada. Niestety cłowiek odchodzi zasmucony… Nie podejmuje wezwania Pana…

(Mk 10, 17-30)
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”. On Mu odpowiedział: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może być zbawiony?” Jezus popatrzył na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”. Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym”.

Słowo jak mleko

Słowo Boga jest niezwykłym pokarmem. Na równi z mlekiem matki karmiącej swe dziecko.

(Łk 11, 27-28)
Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją. Wolę moją pamięć moją i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi. Jemu pragnę wszystko to oddać przez Twe dłonie. Ty Mamo tym rozporządzaj. Przynieś mi tylko miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą

 

Kontemplująca Słowo

Maryja trwa przy Kościele na modlitwie. Ona urodziła Jezusa. Żyła z Nim pod jednym dachem przez ponad 30 lat. Jej serce i Jego serce są szczególnie złączone. A jednak, co ciekawe, na początku Kościoła nie obejmuje żadnej roli przywódczej. Nie widzimy jej jako głosicielki i Ewangelizatorki… Towarzyszy cicho i pokornie Kościołowi. Bivlia od Golgoty nie notuje żadnego Słowa Maryi. Nawet po Zmartwychwstaniu nie ma opisu Spotkania Syna z Matką. Choć trudno sobie wyobrazić by do niego nie doszło. Może było tak intymne, że nikomu o nim nie powiedziała…

(Dz 1, 12-14)
Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi.

Niesamowite jest Jej zasłuchanie w Słowo. Dialog wewnętrzny uzewnętrzniony w rozmowie z Aniołem. Ona nie wierzy ślepo – bada duchy – nie przyjmuje rzeczy bezkrytycznie i ślepo za nimi nie podąża.

Rozważa wszystko w sercu. Kontempluje. Medytuje Słowo Boga

(Łk 1, 26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swojej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

Jak już wchodzi w plan Boga to na całego

Wež Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź to wszystko co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej miłości. Ty Mamo, ktòra znasz Jego wolę, rozporzadzaj tym wszystkim. Przynieś tylko miłość i łaskę, a to w zupełności mi wystarczy.

Co wynika ze Słowa

Tagi

, , , , , ,

Uczony pyta Jezusa – jak żyć, by być świętym człowiekiem. Jak przeżyć to życie właściwie i dojść do Nieba. Co uczynić, by być szczęśliwy.

Jezus odpowiada – SŁUCHAJ SŁOWA. Odpowiada pytaniem – CO MÓWI DO CIEBIE SŁOWO BOŻE! Ot tyle…

Cały problem polega na tym, że nie uczy się w Kościele słuchania Słowa. Dopiero we wspólnotach. Zachęca się by od czasu do czasu odkurzyć Biblię… Niewiele jest jednak miejsc gdzie uczy się katolików jak prowadzić medytację Słowa. Jak się nad Słowem pochylić. Ja z nim pracować, jak SŁUCHAĆ Słowa! Skoro ludzie nie wiedzą jak wejść w głębię to ślizgają się po powierzchni. Jeśli im nikt nie powiedział, to jak mają usłyszeć. Jak nie słyszą Słowa, to jak mają być szczęśliwi i uśmiechnięci. Jak nie emanuje z nich radość i miłość, to jak mają pociągać innych…?

Jezus też pokazuje, jak z prawdziwego wsłuchania w głos Boga płynie konkretny czyn. Są ludzie obcujący na co dzień – technicznie – ze Słowem Bożym. Kapłan, Lewita – i nie usłyszeli tego Słowa – bo ich czyny tego nie potwierdziły. Jest Samarytanin, który wsłuchuje się w Słowo w sercu – bo tylko taką ma możliwość – i działa z Miłością. Można być światowej klasy Biblistą, księdzem z tytułem profesora i NIE USŁYSZEĆ SŁOWA. I można być mającym kłopoty człowiekiem który ledwie składa zdania i zna kilka przypowieści – ale je Stosuje w życiu – człowiekiem który USŁYSZAŁ SŁOWO! Na tym polega fenomen i paradoks wiary i Słowa Bożego.

Modlitwa „Ojcze nasz” – fragment Biblii, który zna każdy chrześcijanin. Modlitwa, która posługują się kilkuletnie dzieci, starcy. Którą modli się prosty człowiek jak i wielki mistyk. Siedem prostych próśb, które można kontemplować całe życie… Taka jest moc Słowa. Słowa które dobrze usłyszane wiedzie do konkretnych postaw i czynów.

(Łk 10, 25-37)
Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?” On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”. Jezus rzekł do niego: „Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył”. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?” Jezus, nawiązując do tego, rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie!”

Usłysz Słowo – idź i czyń podobnie!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga to wszystko pochodzi i Jemu to pragnę oddać jako wyraz mojej Miłości. Ty Mamo, która znasz wole Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przygotuj ten dar jako miłą Bogu ofiarę na ołtarz w Niebie.

Przynieś mi tylko – o Pośredniczko – Miłość i Łaskę, a one w zupełności mi wystarczą.

 

Przejdź do paska narzędzi