T4.03. Ciało UWIELBIONE ale wciąż PORANIONE

Uczniowie DZIELĄ się doświadczeniem spotkania Pana. Tym jak ROZPOZNALI Pana przy Eucharystii. Ta rozmowa o Jezusie jakby Go przywołała. Tak jak rozmowa o wydarzeniach z JErozolimy przywołała Jezusa do uczniów zmierzajacych do Emaus.

Jezus przychodzi i mówi „POKÓJ WAM”. Szalom. Życzy im POKOJU. Książę Pokoju i dawca pokoju.

Mimo wszytko takie spotkanie, mimo rozmów o Zmartwychwstaniu, nowin, które przychodziły – mimo to PRZESTRASZYLI SIĘ!

Jezus ZNA ICH SERCA. Zatrwożyli się i przestraszyli. W ich sercach mimo wszytko wzbudziły się WĄTPLIWOŚCI.

DOWÓD! Niezwykły jest dowód. Jezus na swym uwielbionym ciele nosi RANY. Życie w ciele uwielbionym to nie totalne zerwanie z życiem na Ziemi. Ono wiąże się z zabraniem ze sobą do Nieba owoców swego życiowego krzyża. Człowiek nie staje się energią, zrelpikowaną istotą podobną do wszytkich innych. Nadal jest INDYWIDUALNĄ OSOBĄ. A rany i droga krzyża na ziemi definiuje ucznia Jezusa. Identyfikuje. Jezus nie jest żadna energią – jak na to wskazuja buddyści mówiąc o życiu po śmierci. Ma CIAŁO i KOŚCI. Jest głodny!

Następnie UCZY ich. Po zmartwychwstaniu Jezus cięgle jest obecny, Ciągle nas powadzi i uczy. Po dzień dzisiejszy jest wśród nas i chce nas prowadzić. W każdej chwili może do ans przyjsć tak jak przyszedł do uczniów w Wieczerniku.

Jezus nazywa ich ŚWIADKAMI. I pokazuje im ich nową rolę – APOSTOŁÓW GŁOSZĄCYCH EWANGELIĘ.

(Łk 24, 35-48)
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!” Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moja, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wsytarczą.

T4.02. Od smutku po 11km sprint

Niesamowita jest dzisiejsza Ewangelia. Dwóch uczniów słyszy rano swiadectwa Kobiet. Ale nie wierzą – kobiety jako świadkowie w tamtym czasie w tamtej kulturze – to było trudne do zaakceptowania – Pan przełamał pewne granice.

Potem Piotr i Jan biegną do grobu sprawdzić. POTWIERDZILI słowa Kobiet! No ale Jego nie widzieli tak jak kobiety. DALEJ NIE WIERZĄ – nawet mężczyznom – Apostołom, którzy 3 lata z Nim byli!

Potem powiedzą Jezusowi, że ich serca i pragnienia są na uwięzi tego czego się spodziewali. Ich plany były inne. Przewrót w Jeruzalem. Obalenei rzymian. A wszytko pod prywództwem Jezusa.

Idą do Emaus. 11 kilometrów. To długa wędrówka – pewnie z 3h godziny drogi. Jest Niedziela popołudniu. Idą i rozmawiaja ze sobą. Dzielą się wydarzeniami ostatnich dni. Próbują to zrozumieć. I gdy tak rozmawiją przybliża się Jezus…

Prowokuje ich pytaniem. Pyta o czym rozmawiają?

ONI STAJĄ SMUTNI! Wracają do wydarzeń męki i śmierci Jezusa. Ale ze względu na swój projekt na życie i działanie Jezusa ich oczy są jak na uwięzi. NIE ROZPOZNAJĄ JEZUSA. To jest niesamowite i nieprawdopodobne. Ile razy mogłem w życiu rozmawiać z Jezusem snujac swoje plany i nie poznać że to On do mnie mówi! Jezus podpytuje ich „Co się stało?”. Pragnie by nazwali swój stan. Określili i nazwali to co ich gryzie. Oni Ewangelizują Jezusa – prawie Ewangelizują – bo nie opowiadają o Jego zmartwychwstaniu. Tylko odnoszą się do wydarzeń poranka. Jakby do reportażu. Pokazują, że nie wierzą w Zmartwychwstanie.

Wówczas Jezus wyrzuca im niewiarę. Prowadzi ich przy STOLE SŁOWA aż do Emaus. Opowiada im o tym co u poszczególnych proroków odnosi się do Niego. Jezus wyjaśnia im SŁOWO BOŻE. Pokazuje związek swojego życia ze Starym Testamentem. Ale ciągle Go nie rozpoznają.!!! Ich serca już kołaczą, już płoną na to Słowo. Ona się zasiewa w ich sercach…

Jezus pokazuje że chce iśc dalej. Nie wejdzie do niczyjej przestrzeni życia bez ZAPROSZENIA. On dał człowiekowi pełnię wolności. Oni przymusząją Jezusa by został z Nimi. Mogli Mu pozwolić odejść i nie dokonałby sie cud!!! Może i ja nieraz nie „PRZYMUSIŁEM” Pana by został ze mną!!!?

Po karmieniu ich Słowem usiadł za stołem i nakarmił ich EUCHARYSTIĄ. Wtedy dopiero Go poznali. Przy łamaniu chleba. OTWORZYŁY IM SIĘ OCZY. A Jezus zniknał.

W tych smutnych sercach zagoscił optymizm, enuzjazm i radość. Teraz – wieczorem – pobiegli z powrotem te 11 km. Z zadyszką musieli opowiadać o swoim spotkaniu z Panem. Z otawrtymi ustami musieli słuchać tego czego inni doświadczyli…

Teraz stali się NAOCZNYMI ŚWIADKAMI. Głoszą EWangelię w całosci – wraz z Tajemnicą najważniejszą – że ON ŻYJE. ŻE ON ZMARTWYCHWSTAŁ.

(Łk 24,13-35)
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Potrzeba mi takiej drogi do Eamus z Panem. Drogi od smutku do radości. Od zrezygnowania i życia swoimi planami do spotkania z Panem i entuzjastycznego biegu by tym spotkaniem się dzielić z innymi. Od zrezygnowania do pełni szczęścia i entuzjastycznego głoszenia Kerygmatu.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posaidam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Boga rozporządzja tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnośći mi wystarczą. Amen.

 

T4.01. Usłyszeć swoje imię z ust Boga

Niesamowite jest to, że Maria przyszła w beznadziei do grobu.

Najpierw aniołowie mówią do niej – a ona przez oczy zalane łzami nie rozpoznaje w nich aniołów! Zwracają się do niej „KOBIETO”. Ona jak mówi co się stało, to wybucha płączem i się odwraca. MA GRÓB ZA PLECAMI. Pana nie ma w grobie.

Teraz jest jeszcze ciekawiej Jezus. Ten którego tak bardzo kochała. Ten, do którego przyszła rozmawia z nią – a ona – NIE POZNAJE GO!!!! Szok!

Znó Jezus mówi do niej: „KOBIETO”

A ona odpowiada już totalnie absurdalnie. Ona kobieta chce zataszczyć do domu zwłoki dwumetrowego mężczyzny. Bezwłądne ciężkie owinięte w płótno zwłoki. Sądzi, że rozmawiajacy z nią ogrodnik ukrył ciało Jezusa. Straciła nadzieję i uwierzyła KŁAMSTWU które rozpuścił szatan przrz pośrednicwo faryzeuszów…

Dopiero gdy Jezus zwraca się do niej po IMIENIU. Gdy wzywa jej powołania – imienia, które zapragnał dla Niej Bóg – dopiero wówczas budzi się z letargu. Niemal natychmiast poznaje Pana. I nazywa go słodko „Rabbuni”…

Ale reakcja Jezusa jest surowa. NIE DOTYKAJ MNIE! Nie dokończyłem jeszcze misji! Bądź świadkiem.

Znów Bóg poszedł w PARADOKS. Kobieta pierwszym świadkiem Zmartwychwstania…. W tamtych czasach…. Kto jej uwierzy. Jezus posyła ją do uczniów z dobrą nowiną. Zapowiada koniec swej misji. Wzniebowstąpienie i przede wszytkim powrót do Ojca z ludzką naturą. Z naszą ludzką naturą na tron w Niebie…

(J 20, 11-18)
Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni” , to znaczy: Mój Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”. Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: „Widziałam Pana”, i co jej powiedział.

Zachwycajaća jest dynamika tej Ewangelii. Zadziwiająca. Maria stoi. Aniołowie siedzą. Ona się ciagle obraca. Rozmowy. Nagłe odkrycie. Bieg co tchu do Apostołów…

Przełom. Od rozpaczy i łez zmutku do entuzjamu i łez radości.

Maria Magdalena WIDZI na własne oczy Aniołów, Jezusa i NIE POZNAJE ICH!!! Jak żal i brak wiary potrafi OŚLEPIĆ człowieka… Człowieka który był blisko Pana. Który tak mocno kocha Jezusa…?

To ogromna lekcja dla nas. Rozpoznawać Jezusa w każdym kogo spotykamy na swej drodze.

Jak działa Słowo wypowiedziane w mocy Ducha – słowo Piotra:

(Dz 2, 36-41)
W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów: „Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem”. Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: „Cóż mamy czynić, bracia?” – zapytali Piotra i pozostałych apostołów. „Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła”. W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!” Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weż wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie  wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

T3.42. Droga krzyża – Droga Miłości

Człowiek idzie drogą życia. Nie jest uczeń nad swego nauczyciela i mistrza. Jezus upadał fizycznie pod ciężarem krzyża. Człowiek upada dużo gorzej – bo upada pod ciężarem swych grzechów odwracając się od swego Stwórcy. Dobrze gdy się zawsze podniesie, a raczej da się poddźwignąć, zwracajać się do Pana w sakramencie pokuty.

Potrzeba wiele cierpliwości ze strony kierowników serc ale i samego człowieka upadajacego, by z czasem się nie zniechęcić. By cały czas mieć przed oczemi cel. Droga Krzyżowa, obserwowanie Pana powstającego to lekcja miłosierdzia – miłosierdzia względem innych i względem siebie samego. Ogronma jest radość w niebie z każdego nawróconego… Zagubioną owcę kościół powiniene przynieść do owczarni na swych ramionach i świętować. A nie celebrować, potępiać i wymachiwać pięścią po każdym jej upadku…

Tak długo jak człowiek żyje ma szansę. Do ostatniej sekundy życia ma szansę – pokazuje to sena ze szczytu Golgoty – rozmowa Pana z „Dobrym Łotrem”. I tak jak ten człowiek jedynym na kogo można tu liczyć jest PAN! Jego obietnice, Jego powstawanie na drodze krzyża, Jego mozolny trud w niesieniu krzyża na szczyt Golgoty.

Pan nie poszedł na Golgotę oddać życia za grupkę wybranych, tylko za ochrzczonych, albo tylko za Apostołów. On tam poszedł oddać życie za KAŻDEGO człowieka. Każdego z imienia niósł w swoim sercu. Jezus uczy, że powinniśmy nikogo nie spisywać na straty. Zwłaszcza tych, którzy często się potykają i upadają. Którzy trwają w upadku. Wbrew pozorom najwiekszym wrogiem duchowości i nawrócenia jest letnie chrześcijaństwo. Takie minimum socjalne duchowości. Jeśli ktoś leży w grzechu, widzi jego skutki, gryzie piach zębami bo już niżej nie da się upaść, to jest bardzo blisko nawrócenia. On wie, że potrzebuje powstania z tego upadku. Letni chrześcijanie w pewnym sensie uważają ze swymi praktykami i czcią oddawaną Bogu załątwili minimum Zbawienia. MIejsce w ostatnim rzędzie opłacone moją postawą, to teraz mogę sobie żyć spokojnie i robić co zechcę…

Ludzie w prochu ziemi przed powstaniem nie są od razu wdzięczni. Oni się już tyle razy zawiedli na pięknie opakowanych obietnicach złego ducha, że tak łatwo nie dają się podnieść i nie przyjmą kolejnych pięknych obietnic. Pewnie spróbują. Ale będą też twardzi surowi, będą kąsać. Bo już wiele razy się zawiedli. Będą sprawdzać sługe Chrystusa, czy na pewno prowadzisz mnie ku górze, czy może to kolejny fortel diabła….! WYTRWAŁOŚĆ i POKORA – nie poddać się aż do końca. Szanować wolę takiego cżłowieka ale się nie poddać. Walczyć, choćby wszytko mówiło NIE! Bo walczy się o życie wieczne człowieka. O uratowanie człowieka na całą wieczność!

Dlatego ci którzy pomagają innym w powstawaniu muszą się liczyć ze zranieniami, razami, bólem, cierpieniem. Chłostą słów. To nie jest spacerek po plaży, to jest droga krzyżowa – po ostrych kamieniach na szczyt miejsca gdzie mnie ukrzyżują!!! Nie jest uczeń nad Pana! Tego uczy Droga Krzyżowa i Eucharystia! Właśnie tego.

Czasem wydaje się że nic nie można dla kogoś zrobić. Co ja słaba, bezbronna wobec uzbrojonych i wyćwiczonych rzymskich żołnierzy mogę zrobić dla Jezusa – mogłaby pytać Weronika. Ale chciała cokolwiek zrobić. Poszła za głosem serca. Chłodną chustą otarła OBLICZE PANA… I TO OBLICZE MOGŁA POTEM KONTEMPLOWAĆ DO KOŃCA ŻYCIA… Pokonała w obie strach zrobiła krok naprzód i prosty czyn. Z punktu widzenia całej drogi krzyżowej – to nic. Nie zablokowała żołnieży, nie odbiłą Jezusa z ich rąk, nie zmieniłą biegu… Ale przez tysiące lat miliardy ludzi na ziemi wspomina jej czyn! Ten czyn się LICZY NA CAŁĄ WIECZNOŚĆ. Pokazuje na czym polega duchowość – przekrocz siebie. Każdego dnia. Każdy mikro-kroczek sie liczy i może być czymś ogromnym co Kosciół będzie wspominał tysiace lat! Bóg lubi zmieniać to co nie jest w perły. Jego drogi nie są drogami ludzkimi. Jego rozumwanie dalekie jest od ludzkiej ekonomii życia i działania. W Niebie dowiemy się ile miliardów serc zostało zainspirowanych przez odwagę Weroniki. Ile ludzkich serc zapatrzyło się w oblicze Pana…!

Nie WOLNO nam też bagatelizować żadnego czynu Miłości. Bo każdy jest w jakiś sposó wyrazem MIŁOŚCI obmywajacej nogi… Tu i Teraz – Bóg podpowiada mi taką małą rzecz – TO ROBIĘ. Jak Józef – Bóg mówi – „wstań i id” – ja wstaję i idę… Efekty – owoce – może nie zobaczę ich za życia! One nie są ważne teraz. Nie wolno mi kalkulować dobra. Jeśli coś ma znamiona dobra ale widać w nim jakieś rysy zła – to owsze, warto się zatrzymać i ostrożnie isć do przodu stosując zasady fundamentu. O tyle czynić o ile coś jest dobre i o tyle odrzucać o ole coś prowadzi do zła. I znów krok w przód. Ale jeśli jakiś czyn jest prostą, na pozór zwykła służbą drugiemu – to nie można jej bagatelizowac i zarzucać.

Pan szedł drogą krzyża. Najwięcej uczynił dla całej ludzkości gdy jego dłonie były umocowane do drewna. GDy jego stopy były unieruchomione. Gdy nie było przy nim prawie nikogo kto by słuchał Jego przypowieści. Gdy na niego pluto i obrzucano obelgami. Gdy w zasadzie nic nie mówił. Nie był w stanie nic powiedzieć. Wtedy ZBAWIŁ SWIAT! Uczynił najwięcej… Nie jest uczeń nad Mistrza. Może się okazać na końcu życia że największym dziełem życia było podanie kubka wody spragnionemu, bo to był czyn miłosierdzia który uratował mu życie wieczne. Może cipłe słowo do zebraka, który niedługo się nawrócił i pociągnął miliony ludzi do Kościoła… Nigdy nie znasz dróg Pana. Żaden dobry czyn nie idzie na marne!!! Żaden!!! Bó lubi schować skarby przed złodziejami. Lubi ukrywać perły żeby nikt ich nie ukradł. Dlatego nieraz człowiek za życia nie zobaczy owoców. To co małe, pokorne, jest niesamowite. Bóg docenia to co nie jest w oczach ludzkich!

Kontemplacja oblicza Pana… na wzór Weroniki… to tu się uczę tej postawy. Miłość w prostych, zwykłych, małych sprawach codzienności.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje matczyne ręce otrzymałem wszytko to co mam i Bogu przez Twe dłonie pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca wobec mnie zarządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

 

 

T3.41. Droga Krzyża – Droga Miłości

Droga krzyżowa Jezusa skupia w sobie całe cierpienie ludzkosci spowodowane grzechem i to tu można sie nauczyć jak tak na prawdę pomóc ludziom cierpiącym. TO właśnie pozornie tutaj – rozwajac drogę krzyża – nie uciekamy od świata, ale staramy się go lepiej zrozumieć i wejść najgłębsze potrezby człowieka.

Czasem umiem pomóć tylko tak jak Cyrenejczyk. Pomagam w zasadzie bez chęci, ktoś mnie przymusza albo sam się przymuszam. Nawet nie widzę że pomagam Jezusowi w drugim człowieku.

Centrum noezawinionego cierpienia jest stacja czwarta. Gdy niczemu neiwinny Jezus skazany na śmierć, skatowany przez żołnierzy, traktowany jak zabawka spotyka swoją Matkę. To jest spotkanie w którym spełnia się przepowiednia Symeona. Spojrzenie sobie w oczy i milczenie. Czasem tylko tyle można, a może nawet powinno sie uczynić wobec cierpiącego. Pokazać że jestem i trwam. Matka która jest niesamowicie wrażliwa, zachowuje w swym sercu całą tą podłość, nienawiść, przwrotność – całą tą potęgę zła wylewajacą się na Syna. Jest tam. Idzie. Towarzyszy aż po szczyt Golgoty – nic innego nie może zrobić…

Niewinność i Miłość cierpi… Więzi które są UKRZYŻOWANE. Szatan szaleje jak krwiożercza bestia. Chce wszystko i wszytkich wyniszczyć… To całe cierpienie relacji rodzinych nabiera najgłębszego sensu. Wszelkie grzechy, upadki i ciepienia przeciwko najgłębszym, najdelikatniejsyzm relacjim. Te grzechy które najpotwornij ranią i wyniszczają. Uczucia muszą zostać ukrzyżowane…! Cały człowiek musi być ukrzyżowany jeśli cały człowiek ma być naprawiony…

W cierpieniu nie można stracić celu i sensu. SZatan na to czeka, by wpędzić człowieka w bezsens, w poddanie się, w ROZPACZ… W cierpieniu trzeba trwać patrząc na cel. Patrząc na Tego i Tą którzy tak głęboko cierpieli.

Jezus potyka się u upada. Nie idzie jak starożytni bogowie rzzymu. Jest człowieczy. Jest ludzki. Idzie i upada. Popychany i szarpany. Człowiek też nieraz upadnie w drodze na szczyt Golgoty swojego życia. Ważne by powstać!!! Nie zniechecać się nie poddawać. Idziemy nie naszą siłą. Idziemy mocni Bogiem… Bóg jest z człowiekiem w jego upadkach, w chlewie jego życia. Nie zostawia człowieka przygniecionego do prochu ziemi. Zgiętego wpół. Jest z nim…

Jedyna klęska to DAĆ SIĘ ZNIECHĘCIĆ na drodze! Na drodze do ŚWIĘTOŚCI! Każde powstanie jest trudniejsze – do wymiecionego domu przychodzi 7 złych duchów. Ale każde jest możliwe i nie jest ponad siły. Jedyną przegraną jest poddanie się, zniechecenie i zawrócenie!!! Największym wrogiem są wizje przyszłosci – „a myśmy się spodziewali”. Trzeba być TU i TERAZ!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

T3.40. Droga całej ludzkości

Droga krzyżowa to droga całej ludzkości. To że jacyś ludzie chcą zmienić historię. To że wybuchają wojny. Chrześcijaństwo jest spychane w stronę mniejszości. To że ja nie wypełniam woli Boga, wybieram nie to, do czego woła Pan. To wszystko nie zmieni faktu, że Bogu nigdy Świat nie wymknął się z pod kontroli.

On Nigdy nie straciĺ kontroli nad Wszechświatem. Mimo wszechobecnych głosów które starają się o tym na okrągło mówić. Mimo że wydaje się że Kościół i Bóg ponoszą totalną porażkę. To prawda jest ODWROTNA.

Świat idzie drogą krzyżową! Jezus w Jeruzalem pozornie przegrał. Totalna klapa. Ci którzy chciali innej historii zabili Go. Ci dla których był niewygidny doprowadzili do Jego śmierci… Ale czy Bóg przegrał. On sam chciał wejść w to cierpienie. Chciał przejść tą drogą.

To jest wydarzenie streszczające w sobie historię ludzkości- tym jest Droga Krzyżowa. Każdy z nas jest w drodze. I każdy umrze! Choćby nie wiadomo jak Świat negował i ukrywał ten fakt! Każdy jest w drodze – od narodzin po istotnie tchnienie. Od pierwszego wdechu po ostatni wydech…  Ta droga tak cługo jak będzie na świecie grzech, tak długo będzie miała postać drogi krzyżówej.

Drogą powrotu do świata beż grzechu – do Raju – jest sam Jezud. To On o sobie mówi – „JA JESTEM – Drogą, Prawdą i Życiem”  Nikt nie przyjdzie do Boga inaczej niż przez Jezusa.

To On dźwigał krzyż. Wziął na ramiona cały ciężar ludzkości. Taka jest Droga, Prawda o człowieku. Takue jest życie. Zanurzone w Drodze Krzyżowej. On wziął na siebie jarzmo i wzywa byśmy i my uczyli się od Niego i wzięli takie jarzmo.

Osoby które Jezus spotyka dają jedna naukę – wołają WYTRWAJ do końca. Wytrwaj aż do poranka Niedzieli! Jezus też pokazuje by nie rozczulać się nad Nim, ale spojrzeć na siebie i swój grzech i wyrwać go z korzeniami. Wytępić chwasta raz na zawsze!

Weź Mamo I przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć o rozum. Weź wszystko to co mam.i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem I Bogu przez Twe ręce chcę to oddać. Ty Mamo która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość I Łaskę a one mi w zupełności wystarcza

 

T3.39. Ufnosć, czy rozpacz

Apostołowie byli w Wieczerniku z Panem, ale z relacji Ewangelistów dowiadujemy się, że byli tam ciałem a nie bardzo duchem. Kłócili się o to kto jest pierwszy, nie do końca słuchali co mówił Pan. Potem w czasie aresztowanie uciekli. W Wieczerniku jak tylko Piotr powiedział, że nie ma mowy by opuściła Jezusa, anwet za cenę śmierci – to wszyscy inni mu wtórowali z podobnymi zapewnieniami… Potem wszyscy UCEIKLI w ogrodzie Oliwnym.

Szatan atakuje najsilniej najbliższych Jezusa. Najbardziej cierpi NIEPOKALANA. Jej serce przenika miecz. Ona nigdy nie zdradział swego Syna. Zaraz po Niej cierpią Apostołowie. Oni jednak zdradają – uciekają. Oni śpią w Gesemani. Oni nie słuchają Pana. To dla Jezusa dodatkowe cierpienie i element Krzyża – zdrada najbliższych boli najmocniej.

Jezus skompromitowany do cna! Tylko Bóg. Tylko Miłość może sobie na coś takiego pozwolić.

Miłość i Łaska – to wszytko co człowiekowi wystarczy. Nic więcej nie trezba. Bez kombinacji, ważenia, wyliczania.

Tak zawierzyli Szadrak, Meszak i Abed Nego. Jeśli Bóg zechce to ans uratuje z ognia. Ale nie pokłonimy się innym bożkom.

(Dn 3,14-20.91-92.95)
Król Nabuchodonozor powiedział: Czy jest prawdą, Szadraku, Meszaku i Abed-Nego, że nie czcicie mojego boga ani nie oddajecie pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłem? Czy teraz jesteście gotowi – w chwili gdy usłyszycie dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterium, dud i wszelkiego rodzaju instrumentów muzycznych – upaść na twarz i oddać pokłon posągowi, który uczyniłem? Jeżeli zaś nie oddacie pokłonu, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Który zaś bóg mógłby was wyrwać z moich rąk? Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś. Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy bardziej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Król Nabuchodonozor popadł w zdumienie i powstał spiesznie. Zwrócił się do swych doradców, mówiąc: Czy nie wrzuciliśmy trzech związanych mężów do ognia? Oni zaś odpowiedzieli królowi: Rzeczywiście, królu. On zaś w odpowiedzi rzekł: lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzających się pośród ognia i nie dzieje się im nic złego; wygląd czwartego przypomina anioła. Nabuchodonozor powiedział na to: Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczyli nakaz królewski, oddając swe ciała, aby nie oddawać czci ani pokłonu innemu bogu poza Nim.

Tymczasem Jezus jest skompromitoway. Pobity, opuszczony, oskarżany…

Stoi oko w oko z tymi, o których mówił, że mają złego ducha za ojca. Którym zarzucał życie i trwanie w grzechu…

(J 8,31-42)
Jezus powiedział do żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca. W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego. Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga. Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.

W chili aresztowania tylko Niepokalana została Mu wierna. Wszyscy inni najbliżsi uciekli…

PIOTR

W Wieczerniku zarzekał się. Był tak bardzo pewny siebie i swoich umiejetnosci i możliwości. A potem STRASZLIWIE ZAWIÓDŁ PANA. Nadzieja Mistrza – przyszły pierwszy Papież. Ale przez ten upadek nauczył się pokory i wrócił do Pana. Po Jego zmartwchwstaniu nad Jeziorem Genezaret trzy razy z wielką pokorą będzie odpowiadał na putanie: CZY KOCHASZ MNIE… Tym razem z coraz mneijszą pewnoscią. Z coraz większym zawierzeniem się ocenie PANA a nie własnej. Aż w końcu powie – PANIE TY SAM WIESZ – to Ty najlepiej znasz moje serce.

Piotr upadł tak samo jak Piłat. Pewni siebie. Uważali że dadzą radę piekłu – przechytrzą je… A jednak jest odwrotnie. To oni zostają pokonani. To oni sprzeniewierzają się PRAWDZIE.

Piotr przez POKORĘ powrócił. Dalszych losów Piłata nie znamy….

JUDASZ

Jego zdrada abrew pozorom niewiele różni się od zdrady Piotra. Ma taką samą drogę powrotu. On nawet wrócił i niedługo po zdradzie chciał naprawić błąd. Zadośćucznić. Zrozumiał co zrobił – i to bardzo szybko i podjął działanie – chciał zwrócić 30 srebrników. Ale został wyśmiany. Nie przyszedł w pokorze do Pana jak Piotr. Przyszedł po przebaczenie do ludzi – ludzi których serce owładnął zły duch… Ich reakcja, ich ignorancja tylko go dobiły i wepchnęły w ciemność rozpaczy… A gdy szatanowi uda się doprowadzić człowieka do rozpaczy to już jest bardzo blisko wygranej. Blisko tego by człowiek umarł w takiej rozpaczy. Wówczas jest ogromna szansa szatana na to, zę taki człowiek po śmeirci sam siebie potępi na wieki… Uzna się nie godny Pana… Wybierze PIEKŁO!

Wiemy, ze Judasz nie wytrzymał psychicznie skutkó swego czynu. Popadł w rozpacz, która zaprowadziła go do samobójstwa… Jezus mu to zapowiadał – biada temu człowiekowi. Przejdzie przez piekło i stanie u wrót piekieł. Czy je przekroczył czy też w ostatniej chwili życia wrócił do Pana – tego dowiemy się po naszej śmierci.

JUDASZ jest szczególnym Apostołem. Pan zna serce i wie o występkach Judasza. Musiał to być wielki ból Pana w ciagu całej publicznej działalnosci. Jezus w zasadzie nigdy nie gromi Judasza, dopiero w domu Marty i Marii, gdy ten wypowiada się o olejku nardowym – nie ze wzgledu na to by troszczył sie o ubogich, ale dlatego, że chcoałby ukraść tak dużą sumę. Potem Jezus próbuje go ratować. Wiele razy. Upomina go w domu Marty, Marii i Łazarza, upomina go w Wieczerniku. Upomina go ostatnim spotkniu między nimi w Getsemani. To „przyjecielu” musiało być wypowiedziane przez Jezusa z największą mozłiwą czułością… Ale mimo wszytko Judasz nie zawrócił…

MIŁOŚĆ – SAMA MIŁOŚĆ – SAM JEZUS – wobec wolnosći człowieka którą sama stowrzyła jest bezsilna. To jednocześnie nieprawdopodobne ale i przerażajace jakie człowiek ma możliwosci w górę i w dół w swej wolności.

Jezus zrobił co mógł – i nawet Jezus nie był w stanie doprowadzić do nawrócenia Judasza… To musiał być ogoromny ból dla Pana. Ten sam Judasz który szedł głosić Ewangelię, który poszedł za Jezusem wybrany, który wypędzał złego ducha z ludzi – ten sam teraz zdradził. Nie zawierzył MIŁOŚCI. Liczył na jeden z 12 tronów. Judasz byl inteligentny – po drodze połapał się, że Jezusowi chodzi o coś innego niż o ziemskie królestwo i władzę. Słyszał naukę ale z czasem przestał ją zgłębiać i przyjmować.

Ostatnia szansa była w Niedzielę Palmową. Triumf. Może jednak Jezus zasiądzie an tronie Heroda i zrobi porządek z rzymianami… Ale potem Betania… i coraz więcej zapowiedzi, że umrze wydany i zamordowany…!

Inni próbowali przylgnąć do Pana – szczerze. Nie udało im się do końca. Judasz był blisko ale z czasem zoraz mocniej się odrywał od Pana – grał, coraz więcej grał kogoś bliskiego Panu… A za plecami podejmował wpsółpracę – co checie a wam Go wydam! Może liczył, że tym wydaniem Jezusa sprowokuej Pana do działania – do ostatecznej konfrontacji z żydami. Przecież Jwzus wskrzeszał umarłych, to może wyciąć w pień Faryzeuszów i Heroda i zasiąść na tronie. Może trzeba Go tylko do tego sprowokować. Judasz jest wstrząśniety tym co się stało po jego zdradzie – wyrokiem śmierci na Pana.

Nawrócił się – ale przyszedł po przebaczenie do faryzeuszów a nie do Pana. To był Jego błąd!

Wpadł w rozpacz i odebrał sobie życie.

Piotr tak samo zdradział.

Jedyne co ich różni to Boże Miłosierdzie. Piotr odwołał się do Miłosierdzia Pana. Judasz szukał przebaczenia u ludzi… Jeden odnalazł drogę. Drugi wpadł w rozpacz. Nawrócenie zaczyna się od decyzji człowieka ale jest w pełni dziełem BOGA. Trezba z uporem maniaka wołać – JEZU UFAM TOBIE!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moja, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytki to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wsyatrczą.

 

T3.38. Wywyższony i ukoronowany Król

Dziś Ewangelia mówi o wywyższeniu Syna Człowieczego. O podniesieniu Pana na tronie krzyża ponad ziemię. I znów ludzie z zamkniętych sercach odrzucają tą prawdę. przekręcają. Nie chcą DRĄŻYĆ, by dojsć do prawdy.

(J 8,21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie? A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Ci sami ludzie – o zatwardziałych sercach – wywyższyli Syna człowieczego sadzajać na tronie Krzyża i ukoronowali cierniem na Króla. W makabryczny sposób wprowadzili Mesjasza na tron Izraela. Umieszczajć go na śmietnisku poza Jeruzalem. Ubiczowali Pana.

Jezus z MIŁOŚCI – będąc samą MIŁOŚCIĄ – przyjać ciepienie, by doweiść swej MIŁOŚCI do nas. Miłości ponad wszytko. Uniżając się do upodlenia tak nisko, by nikt nie mógł powiedzieć, że nie jest godzien Pana. Kim ja jestem jako człowiek że Pan chce zapąłcić aż taką cenę.

Do tego wszystkiego absurdalna logika Piłata. Ubiczuję NIEWINNEGO Jezusa i tłum się odczepi…! Biczowali rzymscy żołnierze. Z okrucieństwem. Wyżywajac się na okupowanym narodzie żydowskim, który ich nienawidził, spiskował, kombinował. Biczowali według wytrzymałości skazańców. Tak, by jeszcze doniósł krzyż na szczyt. Skazaniec po biczowaniu wyglądał potwornie – jedna wielka krwawiąca rana.

Przebiegłośc, wyrachowanie, odczłowieczenie żołnierzy widać też w ukoronowaniu cierniem. Nie było takiej kary. Chcieli się przypodobać namiestnikowi. Słyszeli słowa Piłata o Królu Żydowskim. Wiec któryś wpadł na pomysł by go ukoronować. Potem jeszcze ich potworna zabawa w zasłanienie oczu, bicie potwarzy i zgadywanie.

Gdy do tego doda się metodę rekrutacji żołnierzy stosowanych przez rzymian to obraz staje się jeszcze straszliwszy. Żołnierzy do wykonywania kar rekrutowano z okolicznych ludów – najlepiejwśród tych którzy byli preciwnikami, skłóceni z żydami. Żyjacy od wieków w jakichś zadrach i nienawiści. Mogli to być Samarytanie, czy też ludy, które żydzi podbijali.

Dali mu do ręki trzcinę. Narzucili czerwony płaszcz. Kłaniali się przed królem. Wszytko tylko po to by wyszydzić!!! Plują w twarz i biją. Piłat ogłaszał, że Jezus jest NIEWINNY. Widzi to wszytko. Nie reaguje! Był ostrzegany przez żonę! Nie reaguje!

Piłat potem chce wstrząsnać tłumem – wyprowadza Jezusa w stroju „KRÓLA” i mówi do ludzi „OTO CZŁOWIEK”…

Oto stan i kondycja człowieka po grzechu! Tak na prawdę wygląda człowiek pokiereszowany grzechem. I cały tłum wyraża ryk piekła. Ryk nienawiści. To co człowiek zrobiłz  Bogiem przez grzech widać teraz naocznie a tłum ryczy żądny śmierci i krwi… Tam przed trybunałem piłata jest teraz przedsionek piekła.

 

Weź Mamo i przyjmij cała wolność moja wolę moja, pamieć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez twoje ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

T3.37. Skazani na śmierć

Dziś Słowo Boże opisuje hostorię Zuzanny, nieśłusznie skazanej na śmierć, z zawiści. Przez przewrotnych sędziów, którzy chcieli zmusić Zuzanne do współżycia grożąc jej karą śmierci jeśli odmówi…

Zuzanna odmówiła i już była prowadzona na śmierć przez ich krzywoprzysięstwo, ale Bóg ją ocalił przez Daniela.

Jezus przyjał na siebie takie same oskarżenia. Opart o krzywoprzysięstwo w pałącau Annasza i Kajfasza. A potem oparte o lawirowanie i szantaż na Piłacie.

(Dn 13, 1-9. 15-17. 19-30. 33-62)
W Babilonie mieszkał pewien mąż, imieniem Joakim. Wziął on żonę imieniem Zuzanna, córkę Chilkiasza; była ona bardzo piękna i bogobojna. Rodzice jej byli sprawiedliwi i wychowali swą córkę zgodnie z Prawem Mojżesza. Joakim zaś był bardzo bogaty i posiadał ogród przylegający do swego domu. Przychodziło do niego wielu Żydów, ponieważ cieszył się większym poważaniem niż inni. W tym roku wybrano spośród ludu dwóch starców na sędziów. Należeli oni do tych, o których powiedział Pan: „Wyszła nieprawość spośród sędziów-starców z Babilonu, którzy tylko uchodzili za kierujących narodem”. Ludzie ci bywali często w domu Joakima, a wszyscy ci, którzy prowadzili spór sądowy, przychodzili do nich. Gdy zaś koło południa ludzie odchodzili, Zuzanna udawała się na przechadzkę po ogrodzie swego męża. Obaj starcy widywali ją codziennie, gdy udawała się na przechadzkę, i zaczęli jej pożądać. Zatracili rozsądek i odwrócili oczy, zaniedbując spoglądania ku Niebu i zapominając o sprawiedliwych sądach. Oczekiwali więc sposobności. Pewnego dnia wyszła Zuzanna jak w poprzednich dniach jedynie w towarzystwie dwóch dziewcząt, chcąc się wykąpać w ogrodzie; był bowiem upał. Nie było tam nikogo z wyjątkiem dwóch starców, którzy z ukrycia jej się przyglądali. Powiedziała do dziewcząt: „Przynieście mi olejek i wonności, a drzwi ogrodu zamknijcie, abym się mogła wykąpać”. Gdy tylko dziewczęta odeszły, obaj starcy powstali i podbiegli do niej, mówiąc: „Oto brama ogrodu jest zamknięta i nikt nas nie widzi, my zaś pożądamy ciebie. Toteż zgódź się obcować z nami! W przeciwnym razie zaświadczymy przeciw tobie, że był z tobą młodzieniec i dlatego odesłałaś od siebie dziewczęta”. Zuzanna westchnęła i powiedziała: „Jestem w trudnym ze wszystkich stron położeniu. Jeżeli to uczynię, zasługuję na śmierć; jeżeli zaś nie uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce, niż zgrzeszyć wobec Pana”. Zawołała więc Zuzanna bardzo głośno; krzyknęli także dwaj starcy przeciw niej. Jeden z nich pobiegł otworzyć bramę ogrodu. Gdy domownicy usłyszeli krzyk w ogrodzie, pobiegli przez boczną furtkę, by zobaczyć, co się jej stało. Skoro starcy opowiedzieli swoje, słudzy zmieszali się bardzo; nigdy bowiem nie mówiono takich rzeczy o Zuzannie. Następnego dnia, gdy zebrał się lud u jej męża, Joakima, przybyli dwaj starcy pełni niegodziwych myśli wymierzonych przeciw Zuzannie, by ją wydać na śmierć. Powiedzieli więc do ludu: „Poślijcie po Zuzannę, córkę Chilkiasza, która jest żoną Joakima». Zawołano ją. Przyszła więc ze swymi rodzicami, dziećmi i wszystkimi swymi krewnymi. Wszyscy jej bliscy oraz ci, którzy ją widzieli, płakali. Dwaj sędziowie, powstawszy, położyli ręce na jej głowie. Ona zaś, płacząc, podniosła wzrok ku Niebu, bo serce jej było pełne ufności w Panu. Starcy powiedzieli: „Gdy przechadzaliśmy się sami w ogrodzie, ona wyszła wraz z dwoma dziewczętami, zamknęła bramę ogrodu i odesłała dziewczęta. Przyszedł zaś do niej młodzieniec, który był ukryty, i położył się z nią. Znajdując się na skraju ogrodu i widząc nieprawość, podbiegliśmy do nich. Widzieliśmy ich razem, ale jego nie mogliśmy pochwycić, bo był silniejszy od nas, i otworzywszy bramę, rzucił się do ucieczki. Gdy zaś pochwyciliśmy ją, pytając, kim był młodzieniec, nie chciała nam powiedzieć. Takie jest nasze oskarżenie”. Zgromadzenie dało im wiarę jako starszym ludu i sędziom. Skazano ją na karę śmierci. Wtedy Zuzanna zawołała donośnym głosem: «Wiekuisty Boże, który znasz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko, zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mnie oni złośliwie obwiniają”. A Pan wysłuchał jej głosu. Gdy ją prowadzono na stracenie, wzbudził Bóg świętego ducha w młodzieńcu imieniem Daniel. Zawołał on donośnym głosem: „Jestem czysty od jej krwi!” Cały zaś lud zwrócił się do niego, mówiąc: „Co oznacza to słowo, które wypowiedziałeś?” On zaś, powstawszy wśród nich, powiedział: „Czy tak bardzo jesteście nierozumni, Izraelici, że skazujecie córkę izraelską bez dochodzenia i pewności? Wróćcie do sądu, bo ci ją fałszywie obwinili”. Cały lud zawrócił w pośpiechu. Starsi zaś powiedzieli: „Usiądź tu wśród nas i wyjaśnij nam, bo tobie dał Bóg przywilej starszeństwa””. Daniel powiedział do nich: „Rozdzielcie ich, jednego daleko od drugiego, a ja ich osądzę”. Gdy zaś zostali oddzieleni od siebie, zawołał jednego z nich i powiedział do niego: Zestarzałeś się w przewrotności, a teraz wychodzą na jaw twe grzechy, jakie poprzednio popełniłeś, wydając niesprawiedliwe wyroki. Potępiałeś niewinnych i uwalniałeś winnych, chociaż Pan powiedział: Nie przyczynisz się do śmierci niewinnego i sprawiedliwego. Teraz więc, jeśli ją rzeczywiście widziałeś, powiedz, pod jakim drzewem widziałeś ich obcujących z sobą?” On zaś powiedział: „Pod lentyszkiem”. Daniel odrzekł: „Dobrze! Skłamałeś na swą własną zgubę. Już bowiem anioł Boży otrzymał od Boga wyrok na ciebie, by cię rozedrzeć na dwoje”. Odesławszy go, rozkazał przyprowadzić drugiego i powiedział do niego: ” Potomku kananejski, a nie judzki, piękność sprowadziła cię na bezdroża, a żądza uczyniła twe serce przewrotnym. Tak postępowaliście z córkami izraelskimi, one zaś, bojąc się, obcowały z wami. Córka judzka jednak nie zgodziła się na waszą nieprawość. Powiedz mi więc teraz, pod jakim drzewem spotkałeś ich obcujących z sobą?” On zaś powiedział: „Pod dębem”. Wtedy Daniel powiedział do niego: „Dobrze! Skłamałeś i ty na swoją własną zgubę. Czeka bowiem anioł Boży z mieczem w ręku, by rozciąć cię na dwoje, by was wytępić”. Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję. Zwrócili się następnie przeciw obu starcom, ponieważ Daniel wykazał na podstawie ich własnych słów nieprawdziwość oskarżenia. Postąpiono z nimi według miary zła wyrządzonego przez nich bliźnim, zabijając ich według Prawa Mojżeszowego. W dniu tym ocalono niewinną krew.

Sanchedryn po nocy w ciemnicy powtórzyłm tylko teatrzyk z nocnego przesłuchania. Związali Jezusa i wydali ten sam wyrok – śmierć. Problem jest jedynie taki, że Rzym okupuje Izrael i oni nie mogą sobie od tak wykonać wyroku śmierci. Bo niedług na nich wykonaliby podobny wyrok rzymscy żołnierze. Muszą teraz przekonać Piłata do wydania takiego wyroku. Problem w tym, że Piłat to nie Żyd. Wierzy w wielu bogów. I Pewnie potraktuje Jezusa jak wariata który uznał się za Syna Boga – i wypuści Go wolno. Problem też w tym, że Sanchedryn nie raz spiskował przeciw Piłatowi. Namiestnik rzymski nie znosi tych kolaborantów. Wiedzą jednakże jak grać z Piłątem. Jak go przechytrzyć. Nowy, lepsy proces. Zupełnie inna linia oskarżenia!

Nie wchodzą do domu Piłata by się nie skalać. Są drobiazgowi do bólu. Próg domu Piłata im przeszkadza, ale sfingowany proces i skazanie niewinnego, nocą poza prawem przez podstęp – to już ich nie skalało!!!

Podstepnie  – nazywają Jezusa ZŁOCZYŃCĄ. Mówią, że zasługuje na śmierć…

Piłat musiał pomyśleć, że Jezus to poważny zbir…

Oskarżenia są totalnie óżne od tych w nocy….

Zakazuje płacić podatki, podburza lud, mówi, że jest królem!!!

Liczy się cel – śmierć Jezusa. Środki i kłamstwa po drodze nie mają takiego znaczenia. Wytaczaja zarzuty czysto polityczne, takie, które Piłata obchodzą. Pilat jednak jest wytrawnym politykiem. Zachowuje zasady procesu. Nie chce słuchać ich jazgotu. Wchodzi do środka, bo wie, że oni tam nie wejdą. Przywołuje Jezusa i zaczyna przesłuchiwać.

Po przesłuchaniu Połat wychodzi i mówi – NIEWINNY!!!!

Piłat wraca i rozmawia dalej z Jezusem. Widzi, ze wydali Go przez zawiść – wychodzi i mówi znów – NIEWINNY!

Sanchedryn więc uderza w czuły punkt zarządcy prowincji. Podburza lud. Zaczyna rozruch w mieście. Piłat będzie szukał politycznego ułągodzenia, bo inaczej dojdzie to do Rzymu!

Jezus juz wszytko powiedział Piłatowi i milczy… Teraz decyzje wiszą na PIŁACIE!!! Pewnie jest wściekły, że go wmanipulowano w ten teatrzyk Sanchedrynu. Tłum odwołuje się do Heroda – do Galilei. Wymyślił więc że zrzuci sprawę na Heroda.

Niestety Heroda nie obchodził Jezus. Chciał zobaczyć parę Jego „sztuczek” magocznych. Ale Jezus się „nie postarał”. Z Jezusem przyszdł Sanchedryn i znó o coś innego oskarża Jezusa. Coś co zagra na strunach Heroda. Bluźnierstwa, łamanie szabatu, występowanie przeciw światyni, głoszenie, że jest równy Bogu. Herod odnosi sie do Tory jako źródła prawa…

Herod wzgardza Jezusem. Ubiera go w biała szatę – taką jaką nosili ludzie chorzy psychicznie.

Jezus wraca do Piłata – który ogłasza znów – NIEWINNY!

I tu się zaczyna problem Piłata. Nie stoi twardo. Chce zorbić mały gest dla tłumu. Nakarmić ich emocje. Ubiczuje Go o wypuszczę…. Ustępstwo w PRAWDZIE. Dał konieć paznokcia SZATANOWI!!!!

Ogłasza Go niewinnym ale każe wychłostać!!! Szatan działa – w raju tylko chciał by Ewa się zaciekawiła, by dialogowała z nim…. Tylko małe ustępstwo.. i kolejne i kolejne…

Piłąt dalej kombinuje. NIEWINNY jest. Wybierzcie – wypuszczę Jego lub zbrodniarza – Barabasza…

Wykonuje cały sens Jezusowej męki… Jezus oddaje życie za GRZEZSNIKÓW… W tym wyborze tak naocznie się pokazuje sens Jego męki.

Ostatnia deska ratunku – żona posyła mu wiadomość. Jedyna sprzyjając mu tu teraz osoba… Nie czyń JEzusowi nic złego!!! Ale Piłat za bardzo się zapędził… Nie ma związanej woli… Mimo wszytko zalezy mu na karierze i pozycji daleko bardziej niż na jakimś szaleńcu żydowskim.

Sanchedryn OPŁACA tłum. Tłum który już wściekle woła. Uwolnij Barabasza, a z Jezusem na KRZYŻ!!! Emocje, pieniądze, tłum… idealny wechikuł dla Szatana!

Biczuje Jezusa i wyprowadza do nich – woła ECCE HOMO!

Ale krew zadziałała na tłum jak płachta na byka. Zamiast ich uspokoić, jeszcze bardziej podsyciła żądzę KRWI!

Znów mówi – patrzcie NIEWINNY!!!

Tłum skanduje….! Na krzyż! Na krzyż!

Piłat znów mówi – nie znajduję w NIM WINY! Sami go sobie ukrzyżujcie!

Ostatnie uderzenie w Piłata. Jeśli go uwlnisz – nie jesteś przyjecielem Cezara!

Oto Król wasz!

A tłum –  żydzi – okupowni przez Rzym – wyznający Boga jako swego Pana woła: „POZA CEZAREM NIE MAMY KRÓLA!!!”

Umywa ręce – pokaując, że dla niego Jezus jest NIEWINNY! Ale i tak skazuje Go na śmierć

Tłum krzyczy przerażajace słowa. Śmierć JEZUSA NA NAS i NA DZIECI NASZE!!! Birą na siebie zamordowanie Syna Bożego – niewinnego!

Szatanowi nie wolno dawać żadnego miejsca. Najmneijszego DIALOGU! Najmneijszego ustępstwa….! NIGDY!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytkot o co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez twe ręce pragne to oddać. Ty mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

T3.36. Miłość, która triumfuje

W Bogu są neizwykłe paradoksy – co oznacza że przekracza ludzkie możliwosći percepcji, ludzkie myślenie i postrezganie świata. Bóg który spóźnia się by uratować swego przyjaciela od śmierci. Ale zarazem spóźnia się by zadanie było trudniejsze. Teraz zamiast Łazarza uzdrowić, musi go wskrzesić. W odniesieniu do wydarzeń paschalnych to wskrzeszenie ma niesamowity wymiar i sens. Jezus pokazuje, że ma władzę na życiem i śmiercią – jest zatem Bogiem. A zarazem płacze nad grobem przyjaciela z głębokim wzruszeniem – pokazuje że jest w pełni człowiekiem.

(J 11, 1-45)
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus, usłyszawszy to, rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do Judei”. Rzekli do Niego uczniowie: „Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?” Jezus im odpowiedział: „Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. To powiedział, a następnie rzekł do nich: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić”. Uczniowie rzekli do Niego: „Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje”. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: „Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”. A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Marta Mu odrzekła: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Powiedział do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: „Nauczyciel tu jest i woła cię”. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzie go położyliście?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz!” Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: „Oto jak go miłował!” Niektórzy zaś z nich powiedzieli: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: „Usuńcie kamień!” Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś”. To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

W to wydarzenia wkrada się tak mocno ludzkie postrzeganie i trud z wejściem w paradoks Boga – „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł…”

Niesamowite, że w każdej Eucharystii mamy Pana OBOK SIEBIE. Przyjmując Komunię Świętą mamy go w sobie. Karmimy się Panem. Pan jest w nas. Jesy dużo bliżej niż wówcza, gdy prowadzł dialog  z Martą.

Bóg pokazuje ogrom sego błogosłąwieństwa tam, gdzie wydaje się że jest ludzkie przekleństwo i śmierć. Eucharystia przepełniona jest paradoksami. Życie człowieka zanurzonego w Bogu przepełnione jest paradoksami.

Jezus ogłaszając 8 błogosławieńswo wypowiedział pochwałę dla anty-warotści. Pokazał niezwykły paradoks. Wychwala jako droge do swiętości to co głupie w oczach świata. Na ołtarzu kawałeczek chleba i odrobina wina zmiesznaego z wodą staje się PRAWDZIWYM CIAŁEM i KRWIĄ PANA! Paradoks. Słońce Sprawiedliwości skazane na śmierć. Egzekucja wykonana na miejskim śmietnisku! Jezus to światło… Rozświetla. W mroku kształty rzeczy są niedostrzegalne. Zamazane. Człowiek się potyka o rzeczywistość. Idąć w blasku światła widzi wszystko. Idzie pewnie. Poznaje rzeczy.

Człowiek zepchnął Boga na śmietnisko Jeruzalem. Człowiek wychnął Boga w śmietnik. TYm samym wszytko to co wydawało się śmieciami, niepotrzebnymi antywartościami rozbłysło jako droga do szczęścia. Tak działa Bóg – w paradoksie.

Grób to dla ludzi koniec… Dla niewierzących to już kres. Dlatego człowiek wpsółczesny tak bardzo chce wyrugować śmierć z wszelkich dyskusji. Chcę ją uprzemysłowić w pięknej czystje ślicznej eutanazji. Chce jej odebrać potężne znaczenie kresu ludzkiego życia. A dla chrześcijanina śmierć to początek… PARADOKS!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Przejdź do paska narzędzi