Cześć oddana sercem

U Jezusa zbierają się ludzie różnych poglądach i spojrzeniach na sprawę Prawa. Jezus zaprasza ich na swoista „konferencję naukową w dziedzine teologii”

POSTAWY. Cały problem zaczyna się w postawie przybyszów z Jerozolimy. Uważają ze tylko oni mają prawo do całej prawdy i racji. Ich poglądy są jedynie słuszne i niepodważalne. Zaczyanją upominać tych, którzy ich goszczą, wykazywać im, że nie wypełniaja tradycji. Sama tradycja nie jest zła. Ale stawianie jej ponad relację serca. Ponad głębię relacji – wyniszcza człowieka. To nie na wyuczone praktyki, na sprawność, kolejność wykonywanych bezmyślnei czynności patrzy Bóg. Dla Ojca Niebieskiego najważniejsze jest serce – intencja. Bo to w sercu rozgrywa się decyzja o grzechu. O przekroczeniu prawa.

Uczeni w Piśmie i Faryzeusze zaczynają od zaatakowania Jezusa i jego uczniów. Dlaczego nie postępujecie według TRADYCJI! Nie mówią o Słowie Boga, o Prawie. Ważniejsze dla nich jest uszanowanie tradycji. Tradycja przesłania w ten sposób uczynki które powinny popłynąć z ludzkiego serca. Z głębi serca człowieka. Cichy głos ducha jest zagłuszany przez perfekcjonizm tradycji.

Tradycja nie jest niczym złym. Jest darem Boga. Powinna wspomagać i służyć wypełnianiu prawa. Samo obmywanie rąk, kubków jest jak najbardziej higieniczne i dobre. Ale nie może stać się cle samym w sobie i sposobem na zagłuszenie serca. Gdyby intencją serca nie było oskarżenie ale szczere pytanie tych ludzi – to reakcja Jezusa na pewno była by zupełnie inna.

Jezus przejrzał ich serca. UCHYLACIE PRAWA BOGA, ŻEBY ZACHOWAĆ TRADYCJĘ CZŁOWIEKA.

Jezus jako kontrargument podaje mocny przykład troski o rodziców. Najbliżsi ludzie. I nawet tutaj faryzeusze i uczeni w piśmie potrafią obejśc troskę i odruchy serca i usprawiedliwić swoją obojętność i egoizm. Dla wygody – łatwiej zapłacić – rzucić na tacę – zamiast podwinac rękawy i wspomóc rodziców. A tymczasem Jezus mówi – owszem złóż ofiarę, ale pomóż też rodzicom. A uczeni w piśmie i faryzeusze „NIE POZWALAJĄ” innym już nic więcej czynić. To znaczy, zę chcą i siebie usprawiedliwić.

Pragna by wszyscy wokół byli ICH KALKĄ, ICH KOPIĄ. A nie kopią Boga. Stawiają siebie jako wyrocznię i najlepszy przykłąd wiary i pobożności, zpychajac Boga gdzieś w kąt.

(Mk 7, 1-13)
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?” Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”. I mówił do nich: „Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie”. A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i łaskę a one w zuopełności mi wystarczą.

Genezaret

Zielona rolnicza kraina przy Jeziorze. Jezus wraz z uczniami przybija do brzegu i jest od razu rozpoznany – gdy tylko wysiadł z łodzi. Wiadomość o Jego przybyciu roznosi się lotem błyskawicy. Ludzie przynoszą chorych na noszach tam, gdzie On przychodzi. Gdzie by nie przyszedł, ludzie kładli chorych i prosili, by mogli się dotknąć frędzli Jego płaszcza. Frędzle przypominają przykazania Boga – słowo Boga. Ludzie chcieli dotknąć SŁOWA BOGA które przynosi Chrystus.

WSZYSCY, którzy się dotknęli – ODZYSKIWALI ZDROWIE!

(Mk 6, 53-56)
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Bóg chce uporządkować ludzkie życie. Poukładać świat. Nadać mu harmonie. Bóg pragnie nazywać wszytko po imieniu. Nadać każdej rzeczy właściwe znaczenie i przeznaczenie. Daje nakazy i zakazy. WSZYSTKO, CO STOWRZYŁ BYŁO DOBRE. Poukładał świat właściwie… Tak by świat był przepełniony szczęściem i harmonii.

W ten świat przyszedł szatan i wlał w serce człowieka wątpliwość. Zniszczył w człowieku to szczzęście. Wlał w serce człowieka tą skazę wątpliwosci w to, czy wszytko co Bóg uczynił było dobre… I do dziś ta skaza grzechu pierworodnego powoduje że człowiek od Boga odchodzi.

Bóg wszechpotężny wszytko ustawił na swoim miekscu – porodzielł, uporządkował, nazwał. Przepiękny jest obraz Swórcy, który z chosu kreuje Kosmos i Ziemię:

(Rdz 1, 1-19)
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: „Niechaj się stanie światłość!” I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy. A potem Bóg rzekł: „Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj oddzieli ono jedne wody od drugich!” Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi. A potem Bóg rzekł: „Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!” A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg, widząc, że były dobre, rzekł: „Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona”. I tak się stało. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci. A potem Bóg rzekł: „Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią”. I tak się stało. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoej dłonie to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Smak świata

Na śniadaniu hotelowym same ponure twarz. Obcy ludzie w kraju marzeń, w USA snują się z twarzami bez wyrazu… Bogaci mężczyźni dla zabicia czasu przmierzają drogę zatrzymując się od sklepu do sklepu: „Tak spędzamy prawie każdą sobotę, co innego można tu robić”…

Życie bez smaku.

Życie gdzie wszystko jest pod nosem i brak motywacji do pójścia o krok dalej. Gdzie brak SMAKU i brak płomienia, który PRZYCIĄGNIE.

Chrześcijanie mają tą sól – im bardziej przylgną do Boga, tym lepiej rozumieją człowieka, to ską pochodzi i dokąd idzie. Poznają sens cierpienia i jego związek z ogniem miłości. Wiedzą, że to życie tutaj to tylko preludium.

Chrześcijanie żyjacy autentycznie swoją wiarą są otwarci na Ducha Świętego – ognia, który ma moc zapalić świat. Każdy człowiek ma przystęp do Ducha Świętego, jednak niektórzy wolą kształtować swoje życie bez Boga – bez smaku, żyjąc ukryci w mroku.

Duch Święty to potęzny i jasny płomień. Żyjąc w łasce, w mocy Duha Świętego rozświetlamy rzeczywistosć. Oświetlamy mroki tego świata wyciągajać na jak ochydę, którą ukrywa się w ciemnych zakamarkach. Jesteśmy światłem świata. Światłem które nie jeden hciałby zgasić, bo to godzi w jego szemarane biznesy, bo światło chrześcijan przepełnionych Duchem Świętym oświetla ich lenistwa i strefy komfortu, z których oni nie chcą wychylić nosa.

Jezus podkreśla dziś, by nie wstydzić się wiary. By nasze światło świeciło przed ludźmi tego świata.

Bóg zawarł z nami przymierze na Górze Golgoty, zawarł z nami przymierze na Górze Tabor, zawarł je na Górze Wniebowstąpienia. Nasze mieszkanie jest na szczycie góry. Tego nie da się ukryć. Wiara i życie w Bogu będzie pociagało śmiałków by wspiąć się na tą górę. Ale będzie też pociągało przeciwników krzyża, by to miasto zmieść z powierzchni ziemi. Miasto które jest na górze i nie może się ukryć jest więc zarówno magnetyzującym światem miłości, który pociąga. Ale jest też znakiem sprzeciwu.

(Mt 5, 13-16)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Jak andać światu smak i jak go rozświetlić?

Czynić dobro!
ALE PODSTAWĄ JEST! Zacząć od własnego serca.

Izajasz mówi: Dziel się, pomagaj, czyń miłość!

ale dodaje też to JEŚLI

Jesli u siebie usuniesz jarzmo niewoli (grzech), przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz TWÓJ chleb, poświecisz TWÓJ czas dla przygnębionego…

Początek jest w pracy nad sobą.

(Iz 58, 7-10)
Tak mówi Pan: „Dziel swój chleb z głodnym, do domu wprowadź biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!” Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem”.

Człowiek który przynosi światłość światu – psalmista wyśpiewuje przepięky hymn opowiadająćy o takich ludziach.

(Ps 112 (111), 4-5. 6-7. 8a i 9)
Wschodzi w ciemnościach jak światło dla prawych

On wschodzi w ciemnościach jak światło dla prawych,
łagodny, miłosierny i sprawiedliwy.
Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
i swoimi sprawami zarządza uczciwie.

Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
i pozostanie w wiecznej pamięci.
Nie przelęknie się złej nowiny,
jego mocne serce zaufało Panu.

Jego wierne serce lękać się nie będzie.
Rozdaje i obdarza ubogich,
jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
wywyższona z chwałą będzie jego potęga.

Kluczem do tego wszytkiego jest POKORA, UBÓSTWO DUCHA, POSŁUSZEŃSTWO BOGU. Tylko i aż tyle. Świętość zdobywa się ciężką pracą. Nie przez błyskotliwość, umiejetności, wymądrzanie się, wysługiwanie innymi. Ale podwijajać rękawy, by uporządkować swoje wnętrze i serca, ale i porządkować ten świat.

(1 Kor 2, 1-5)
Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością, głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Weź Mamo i przyjmij całą wolnosć moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez twoje dłonie to otrzymałem i BOgu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, któa znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaksę a one w zupełnosci mi wystarczą.

Odpoczynek po żniwach

(Mk 6, 30-34)
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.

Głód serca potrafi doskwierać człowiekowi o wiele dotkliwiej niżeli głód pokarmu. Duch Święty prowadzi apostołów. Prowadzi ich do ludzi by nauczali, by działali. Bóg objawia się w swoich Apostołach. Wystarczy że otworzą się na działanie i prowadzenie Ducha Świętego.

Niesaowite, że to sam Jezus każe im odpocząć. Nie chce by pracowali ponad siły. Chce by mieli w swym życiu balans. By nie było ono tylko pracą duchową 24/7. W Kościele są tacy, którzy w lenistwie znleźli sobie dobre posadki i dobrze się ustawili. Ale jest też wielu apostołów oddanych sprawm Boga, którzy pracują i działaja bez opamiętania. Nie odnajdują czasu na zregenrowanie sił, na oddech i złapanie dystansu. Dzisiejsa Ewangelia pokazuje, że Bóg nie oczekuje od człowieka pracy ponad siły. Wręcz przeciwnie. Dostrzega trud i zaangażowanie człowieka. Chce by człowiek znalazł czas na osobności, na oddech, na zrelaksowanie się po pracy z ludźmi.

Niezwykłe w tej Ewangelii ejst też to, że gdy tłum podąża za Apostołami, wówczas sam Jezus przejmuje ciężar nauczania. Odciąża apostołów, by ci mogli złapać oddech, posilić się, nabrać sił i dystancu.

Bóg widzi człowieka, widzi trud i głód człowieka. Widzi jak utrudzeni i zmęczeni są jego głosiciele, ale widzi też głód i zagubienie ludzi którzy za tym głosicielami podażają. Widzi teterminację tych ludzi biegnących wokół jeziora, długa drogą wzdłóż wybrzerza, by być przy Apostołach.

Jezus nie chce naszego wypalenia. Chce byśmy żyli według ignacjańskiej zasady – in Tantum in Quantum. O tyle o ile mamy siły, talenty, energię i możemy się zaangażować, to powiniśmy to robić. Ale tez o tyle o ile porzeba nam oddechu, wytchnienia, to powiniśmy też odpoczywać.

Bóg chce mie pracowników potrafiących odnaleźc harmonię. Balans życia.

Gdy człowiek przesadzi, zaczyna się proces wypalenia. Proces zgorzknienia, ignorowania, narzekania. Brakuje już świeżości i radości w tym co się głosi. Głoszenie Ewangelii powinno być przepełnione pokorą i współpracą z Duchem Świętym. Wypełnianiem woli Boga. Bez upiększania, kolorowania, polepszania pomysłów pochodzących od Boga. To ma być współpraca na mairę ludzkich sił:

(Hbr 13, 15-17. 20-21)
Bracia: Przez Jezusa składajmy Bogu ofiarę pochwalną nieustannie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami. Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać z tego sprawę. Niech to czynią z radością, a nie wzdychając, bo to nie byłoby z korzyścią dla was. Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego, Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście wypełnili Jego wolę; niech sprawi w was, co miłe jest w Jego oczach, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen.

Głoszenie Ewangelii pochodzi od Pana. Od Pasterza, który o wszytko się odpowiednio zatroszczy, Który ma swój plan. Nie można pracować dla samych efektów, bo może one przyjdą długo po naszej śmierci. Trzeba się zawierzyć Pasterzowi i dać Mu poprowadzić przez zielone pastwiska ale też i nad wody, GDZIE MOGĘ ODPOCZĄĆ:

(Ps 23 (22), 1b-3a. 3b-4. 5. 6)
Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.

Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

Od-począć – czyli od nowa się począć. Narodzić się na nowo. Odnowić swoje siły, motywację. Odnaleźć na nowo swoje cele.

To znak miłości do drugiego człowieka – na wzór Jezusa – dostrzec że ktoś jest zmęczony. Że ktoś już traci siły. Nieraz ludzie wymagają od drugiego ogromnej świezości i gotowości na okrągło. A Jezus pokazuje wręcz przeciwnie. Popatrz, czy twój brat nie wypala się, czy nie jest juz na skraju wycieńczenia. Czy nie potrzebuje odpoczynu, dystansu, oddechu.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mma i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Nadzieja wbrew nadziei podparta posłuszeństwem Bogu

Pogrzeb królowej trnasmitują media na cąłym świecie. Narodziny nowego księcia w monarchiach są na pierwszych stronach gazet. Dzieci gwiazd także nie schodzą w wokandy…

A Bóg – KRÓL WSZECHŚWIATA. Urodził mu się Syn. Zapragnął, by urodził się w najuboższej z rodzin Izraela, gdzieś poza stolicą, w stajni. Bóg wybrał ubogich rodziców. Ubogich – czyli takich którzy byli U-Boga. Którzy pokładali swą nadzieję i swoje pragnienia i plany życiowe w Bogu. W zgodzie z Jego planem. W pełni POSŁUSZNI.

Dziś w Ewangelii widzimy Maryję i Józefa, którzy wypełniają jedno z poleceń Prawa i przynoszą dziecko do Świątyni. SYN BOGA, Mesjasz, wyczekiwany przez 2000 lat…

Ówcześni dziennikarze nie przyszli. Nie ma dywanu, szpaleru z żołnierzy. Nie ma Najwyższego Kapłana w złotych szatach przyjmującego to dziecko w akcie ofiarowania Bogu. Nie ma króla izrealskiego. Nikt się tym faktem nie interesuje…

BÓG WSZECHMOGĄCY przechodzi NIE ZAUWAŻONY przez tłum tysiecy ludzi. Tak blisko. Na wyciągnięcie ręki…

Ktoś go zauważa. Są to ci którzy złożyli nadzieję wbrew nadziei. Ostatni z ostatnich. Bóg wybrał to co nie jest by poniżyć to co jest szlachetnie urodzone. Bóg uwielbia paradoksy, POKORĘ i POSŁUSZEŃSTWO. Bóg uwielbia tych, którzy trwają do końca, którzy się nie poddają i idą przez życie wbrew nadziei i przeciwnym wiatrom.

Boga w świątyni wita dwóch staruszków. Samotnych ludzi. Jeden z nich otrzymał od Boga obietnicę, że nie umrze znim nie zobaczy Mesjasza. Drugi to najuboższa z ubogich – wdowa. Służy w kościele od wielu wielu lat. Babacia i dzidek kościołowy.

Kosciół w ich wytrwałosci widzi synonim, cyz też symbol życia konsekrowanego. Życia wielkiego zawierzenia Bogu.

(Łk 2,22-40)
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Józef i Maryja składają w ofierze dwa najtańsze i najmneijsze zwierzęta. Parę synogarlic, albo dwa młode gołąbki. Na tyle było ch stać. Najubożsi z ubogich.

Wszyscy bohaterowie dzisiejszej Ewangelii którzy rozpoznali Pana mają w sobie szeczgólną otwartość na Ducha Świętego. Ewangelista pisze o nich, że spoczywał na nich Duch Święty.

Prorokini Anna rozpoznaje Jezusa. Mówi wszytkim. Obwieszcza sensację… Ale inni nie szukają szczerze Boga. Oczekiwanie na Mesjasza im spowszedniało… biorą ją za wariatkę… Stracili swoją szansę.

Jeszcze bardziej zadziwiajace jest to spostrzeżenie, jeśli przeczyta sie zapowiedzi Starego Testamentu. Konkretne. MEsjasz przyjdzie do Świątyni. Anioł – Duch Boga – wszystko przygotuje. Proroctwo Maliachiasza rezonuje jednym głosem ze słowami Symeona. Bóg przyjdzie – a kto przetwa Jego przyjście. Mesjasz przyjdzie by oczyścić świat. Jak ług farbiarzy i ogień złotnika – by wybielić do śnieżnej bieli,  by wypalić i wytopić wszelkie zanieczyszenia. On przyjdzie jako światło oświetlajace serca ludzi, by na jaw wyszły zamysły serc wielu.

(Ml 3, 1-4)
To mówi Pan Bóg: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych”.

Symeon wskazuje jako drogę rozeznania Maryję. Przylgnięcie do Jej serca prznikniętego potężnym cierpieniem. Przenikniętego mieczem. Bo to serce doświadczy potężnego cierpienia by na jaw wyszły zamysły serc. Ona przylgnęła do Boga tak ściśle, że nigdy nawet na cień nie oderwała się od woli Boga i Ona takiej postawy może nas nauczyć.

Bóg wybrał drogę przez wcielenie w ludzkie ciało, przez życie wzrastanie i rozwój jako człowiek, by nas uwolnić. Uczestniczy w naszej krwi i ciele, bo chce nas przygarnąć jako swoje dzieci. Wszedł w to co ludzkie, by być nam tak bardzo bliski… A ludzie tak często go ignorują, przechodzą obok, tracą szansę…

(Hbr 2, 14-18)
Ponieważ dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i Jezus także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy przez całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.

Drogą rozeznania zamysłów serc, prawdziwego człowieczeństwa jest przylgnięcie do serca Mamy. Tego serca, które krwawi przeniknięte mieczem boeści. Przenikniete mieczem by na jaw wyszły zamysły serc. Szczera relacja z Mamą prowadzi przez trudny proces oczyszczania serca w ogniu złotnka. Wtrawiania brudu w żrącym ługu. Bo tylko oczyszczeni ozemy prawdziwie rozpoznać Mesjasza w tym dziecku i zjednoczyć się z Nim na wieki.

POKORA, UBÓSTWO, POSŁUSZEŃSTWO BOGU!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Prynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Powątpiewania

(Mk 6, 1-6)
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

To niezwykłe jak szatan na okrągło działa w ten sa smosób kusząc człowieka. Adam, żyli z Ewą w Raju. Niesamowitej krainie, przepełnionej darami Boga…

Przyszedł szatan i zadał to pytanie „a może jednak Bóg nie jest taki, jak się przedstawia, coś ukrywa…”. Pytanie, które drążyło umysł i serce Ewy. Drązyło tak długo, aż podjęła decyzję – „sprawdzam Boga – przetestuję Go”. I popełniła grzech. Przekroczyła prawo Boga.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii działą ten sam duch. Zły duch, wspływający na serca ludzi przez wzbudzanie wątpliwości, powątpiewaia o Bogu… Tylko człowiecza natura Boga, tylko jego ludzkie cechy – do tego ograniczają się osoby żyjące w Nazarecie.

Najpierw wszystkie pytania są WŁAŚCIWE. Ci ludzie juz prawie wędrują po Raju – znaeźli Boga… Ale potem pytanie po pytaniu zaczynają połykać wątpliwości… SKupiaja się tylko na JEgo ludzkiej naturze. Mimo że wczesniej pytali o Jego Boską naturę – pytali skąd On to ma.

Niedowiarstwo – to okropna choroba duszy. Nie leczona jest śmiertelna, bo prowadzi do grzechu – życia w duchowej śmierci.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moją, pamięć i rozum. Weż wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporzadzaj tym wszytkim. Przynieś mi tyko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą. Amen

Moc wiary

(Mk 5, 21-43)
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg jeziora Genezaret, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości”. Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: „Nie bój się, wierz tylko!” I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: „Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Wiara to klucz do wejścia w to Słowo. Jair jest zdesperowanym ojcem. Jego córeczka umiera. Gaśnie w ciążkiej chorobie. Jair szuka ratunku. Wie, że w okoliy jest Jezus. Idzie. Może Jezus coś tu poradzi. Przyjdzie – dotknie dziecka – i choroba ustąpi. Wierzy że Jezus może to zrobić.

I rzeczywiście Jezus odzie do domu Jaira.

Po drodze jednakże dotyka się Go pewna kobietra. chorujac przktycznie całe swoje dorosłe życe. Dotknięcie płaszcza powoduje uzdrowienie. Jezus staje i szuka jej spojrzenia. Znajduje je.

W między czasie przychodzą ludzie z domu Jaira oznajmiajać że dzieczynka neiżyje. Ojciec musiał być zrozpaczony i zły na kobietę, która zatrzymałą Jezusa w drodze. Jezus jednakże znów odwołuje się do wiary. Chce pokazać, zę jest Bogiem – ma we władzy życie i śmierć. Tak samo symbol jedzenia – Jezus nie wskrzesił ducha, ale osobę z krwi i kości. Już trochę leżała martwa więc mogła zgłodnieć.

Jezus daje nam wskazówki gdzie i jak mamy zweryfikować Zmartwychwstanie.

Wiara jak klamra spina całe to Słowo.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rouzum. Weź wszytko to co amm i posaidam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą. Amen

Poplątanie

(Mk 3, 22-30)
Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili o Jezusie: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”. Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”.

Uczeni w piśmie straszliwie się pogubili. Bronią swego status quo. Chcą przetrwać w swym komfortowym miejscu, pozycji, władzy. Nie zgłębiają tego co mówi i czyni Jezus a tylko powierzchownie potępiają.

Wchodzą na straszliwą drogę samopotępienia. Nazywając Boga szatanem wchodzą w taki sposób myślenia, z którego szatan jch nie wypuści.

Tylko uznając prawdziwego Boga i starając w prawdzie można wyjść z takiego impasu. Tylko wzywając Ducha Świętego szczerym sercem. A jeśli przypisuje się Duchowi Świętemu zło – to jak ktoś może się do niego zwracać z prośbą o łaskę o dobro…

Jezus kocha uczonych w piśmie – chce ich nawrocenia. Musiał być przerażony tym do czego oni doszli i dlatego tak mocno nimi chciał wstrząsnąć. Oni jednak uznają Go niedługo za łotra god ego śmierci…

Zamiast przyjść po życie, to zabiją Dawcę Życia…

Straszliwe poplątanie podmurowane zatwardziałością serca…

Przerażające wnioski do których doszli… Ale dziś Szatan tak mocno negując Kościół, wyciągając z niego wszelkie upadki – pragnie doprowadzić do podobnego myślenia i drogi współczesnych młodych ludzi…

Gdy tylko pojawią się jakaś wypowiedź księdza czy biskupa. To zaraz w mediach i komentarzach wylewają się litry jadu.

Weź Mamo I przyjmij całą wolność moją wolę moją pamięć I rozum. Weź wszystko to co mam I posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi I Bogu pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim.  Przynieś mi tylko Miłość I Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

T2.51. Król naiedza utrudzoną ziemię

Dziś Jezus – światło – rozświetla krainę mroku – ziemię Zabulona i Neftalego. Świat pogan, zagarnięty wcześniej przez asyryjczyków. Ciekawe, że właśnie tam, na tej uciemiężonej latami ziemi, gdzieś na pograniczach Izraela, w zapomnianych prowincjach, to właśnie tam Jezus powołuje Apostołów.

(Mt 4, 12-23)
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Podobne w pewnych wymiarach jest wkroczenie Jezusa do Jerozolimy, rozpoczynajace Jego paschę. Uciemieżone grupy ludzi, ci z marginesu – tym razem w samej stolicy – wychodzą na ulice by przywitać Go jako Króla. Jezus przybył do Jeruzalem jako Światło do miasta pogrążonego w mrokach.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus uzdrawia, leczy, podnosi ze słabości. U kresu swej wizyty po wjeździe do Jeruzalem, po przejściu przez szczyt Golgoty i grób – Jezus będzie uzdrawiał choroby, leczył i podnosił wszytkich ludzi na całym globie. Kto tylko do Niego przyjdzie.

Jescze inną klamrą spiety jest II tydzeń ćwiczeń. Wjazd do Jerozolimy zamyka II tydzień. Rozpoczyna go zaś wołanie Króla na wielką wyprawę. Na wojnę ze złem. I właśnie wjazd do Jeruzalem to przekraczanie bram miasta by stoczyć ostateczną bitwę ze złem.

Ciekawe – Jezus wjeżdża do Jeruzalem jako zwycięzca – naród woła do Niego Hossanna. Wychwalają nowego Króla – zwycięzce. Wjeżdża jak wódz, który zwyciężył i wraca do swego Królestwa. Ale w innej cześci Jeruzalem Jego wrogowie już naradzają się jak Go zabić!

To jak w dzisiejszej Ewangelii. Swoiste cierpienie i mrok mieszają się z przychodzącym Światłem. Światło jednak zawsze wygrywa. Jezus wkracza do Jeruzalem by stoczyć ostateczną walkę. Podzumowującą całą Jego ziemską drogę i wszelkie potyczki, które stoczył w czasie swego ziemskiego życia.

Bramy Jeruzalem. To bramy Nieba. Skażone jeszcze grzechem. Ale po zwycięztwie Jezusa Jeruzalem będzie symbolem miasta Niebieskiego. I każdy będzie chciał przekroczyć jej bramy by mieszkać w Jeruzalem Niebieskim na wieki.

Niedziela Palmowa jest początkiem Wielkiego Tygodnia. Ale juz w samej liturgii tego dnia odczytuje się Ewangelię Męki Pańskiej. Od tętniącego życiem Hosanna przy bramahc Jeruzalem dochodzi się na sam szczyt pograzonej w smutku i mroku Gogoty, by zabrać ciało Pana i złożyć je w Grobie. Po ludzku przegrana historia. Tak się zaczęła. Taki wjazd… a kończy się na milczeniu Grobu. Ten sam lud który skandował Hosanna, niedługo skanduje „Na krzyż z Nim!”

Jerozolima, Galilea Pogan, Zajordanie – obraz ludzi którzy zyją między mrokiem i światłem. Część z nich trzyma się jednego lub drugiego – są konkretni. Ale są i tacy – letni, co zachowują się jak chorągiewka. Raz w świetle raz w mroku… Raz wołają „Hosanna!”, raz skandują „Ukrzyżuj!”. Przepastne są możliwości ludzkiego serca – zarówno ku dobremu jak i ku złemu…

Wjazd do Jeruzalem, wejście w ten tłum to doskonałe podsumowanie II tygodnia. Do czego jestem zdolny. Gdzie odnajdę się w Jeruzalem. Czy z tą garstką która tyle ryzykuje i towarzyszy Matce pod krzyżem. Czy zaprę się Pana jak Piort. A może będę się poddawał emocjom tłumu i będę skandował. Albo co gorsza wejdę w pertraktację – przyjmę zapłatę za skandowanie „Urzyżuj”. Może będę bezkrytycznie słuchał wpływowych niewiast podburzonych przez Faryzeuszów. A może będę żołnierzem przekraczajacym swoje kompetencje i czerpiącym radośc ze znęcania się nad człowiekiem skazanym na śmierć. A może jak Piłat zacznę dobrze – 7 razy potwierdzę, że Jezus jest niewinny – ale przez to, że chędę chciał wsyztko załatwić siłą swoich umiejętnosci pomijajać łąskę Boga, w końcu skażę Boga na śmierć. Światło wkroczyło w mroki pogańskiej krainy. Już nie da się stać w półmroku. Granice są ostre. pełna jasnosć, albo zakamrki spowite ciemnością. Trzeba się opowiedzieć. Wobec Krzyża człowiek musi się określić.

Całe to doświadczenie streszcza w sobie każda Euchrystia.

Jezus się natrudził. Aż zawisł na drzewie krzyża. I nie łudzi żadnego człowieka. CHrześcijaństwo to nie religia gdzie będziesz głaskany. Gdzie będziesz sobie leżał i wszycy bedą ci usługiwali. Tu jest pot, łzy, krew, ból… Tu jest kręta i wąska droga. Tu jest najciaśniejsza brama. Ale obietnice są wieczne, nieskończone, nieogarnione. Obeitnice są PEWNE – bo pochodzą z ust które ZAWSZE MÓWIŁY, MÓWIĄ i BĘDĄ MÓWIŁY PRAWDĘ!

Trud – nie w boju z ludźmi – ale O LUDZI! Nie w bojuz  ciałem ale O SERCA ludzi.

Słuchanie Słowa Pana – Jezus spogląda na takich i mówi – „To jest moja matka i moi bracia”. Bo kto słucha Słowa i wypełnia je… SŁOWO PANA – to z niego płynie siła i kierunek działania. Tak podkreślane dziś – w Niedzielę Biblijną.

Największym niebezpieczeństwem dla człowieka jest zatwardziałośc serca. To ona potrafi wyniszczyć człowieka do cna. Wtedy człowiek tłumaczy wszytko do góry nogami. Opacznie. Na odwrót.

To trudne. Ale Słowo Boga i Eucharystia wspomagają w tej walce. Walce pod znakiem krzyża. Niełatwej walce. Chrześcijanin nie powinien szukać:

  • zadowolenia w pełnieniu woli Boga
  • zadowolenia z życia wewnętrznego

Takie dary przychodzą – jest sinusoida życia wewnętrzengo. Bywa niezwykła lekkość życia wewnętrzengo zaraz po nawróceniu. Ale potem Bóg ćwiczy człowieka i prowadzi go noce ciemne – noce posuchy i doświadczeń. W życie duchowe pełne szorstkości i niezaspokojenia. Jedyne czego ma szukać chrześcijanin to cześć BOGA a nie swoja. Chwała BOGA a nie swoja. Na owocę i zapłątę przyjdzie poczekać aż do przejscia na drugą stronę życia.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

T2.50. Zmienił się nie do poznania

(Mk 3,20-21)
Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”.

Czy Jezus zwariował? Owszem zmienił się. Wyszedł głosić. Podjął wołanie Pana. Ale nie odszedł od zmysłów – teraz żyje życiem prawdziwym. Teraz jest bliżej woli Ojca. To jego bliscy zostali w tym co stare. Nie ZREFORMOWALI swego myślenia. Człowiek lubi siedzieć w swojej strefie komfortu. Lubi sobie tkwić nie idąc w stronę duchowego wzrostu.

Trzba dziękować, uwielbiać Boga za dobro które nam daje, ale też Jezus nie raz wołał do człowieka – PROŚ, proś o dobro, a będzie Ci dane. Na tym pojegają Ćwiczenia ignacjańskie – to ciągła intensywna modlitwa prośby do Boga o to by otrzymać łąskę uporządkowania życia. Zreformować swoje życie. By nauczyć się wchodzić przez tą ciasną bramę i wąskie drzwi do Królestwa Boga.

Pytanie na czym buduję. Czy na skale, do brym fundamencie, czy może na luźnym piasku. Bo burze. przeciwności, wichury, powodzie na pewno z czasem przyjdą i zbadają jakość fundamentów na których stawiam swoje życie.

Inną ważną prawdą której uczą ćwiczenia w kontekscie zreformowania życia jest to że przemiana zaczyna się od WNĘTRZA. Człowiek musi chcieć, uporządkować swoje intencje, dążenia i pragnienia. Czyny są zwierciadłem decyzji które podejmuje się we wnętrzu. Chore serce rodzi chore czyny. Zdrowe serce daje ciału siłę do zdrownienia, gojenia się ran.

Dlatego trzeba pytać o wnętrze:

  • Czy w moim sercu ejst dziecięca ufność do Ojca Niebieskiego? Od nieufności zaczął się grzech pierwszych rodziców i każdy inny grzech…
  • Czy jest we mnie miłość dojrzała i wolna w stosunku do Boga – czyli miłość OSOBOWA? Nie nawyki, utarte schamty – ale osobowa relacja. Czy moim prawdziwym skarbem jest rzeczywiscie BÓG.
  • Czy jak osoba z osoba rozmawiam z Bogiem – jak wygląda ten mój codzienny dialog z Ojcem?

Gdy moja relacja z Bogiem jest właściwa to jej odzwierciedleniem bedzie relacja do innych:

  • Jak służę drugim i jak odnoszę się do innych ludzi?
  • Czy bliźni to moje sacrum?
  • Czy uświadamiam sobie, zę cokolwiek czynię bliźniemu, Bogu czynię!

Kocham bliżniego jak siebie samego – pytanie zatem jak ja sam siebie traktuję i widzę:

  • Czy wymagam od siebie umiejetnie jako osoba rozwijajać swe talenty?
  • Czy szanuję swoje Ciało – bo to świątynia Ducha Świętego?
  • Jaką mam kulturę bycia wśród ludzi?
  • Czy jestem życzliwy, uprzejmy?
  • Czy wiernie wypełniam swoje obowiązki? Jestem pracowity?
  • Czy jestem szczęśliwy gdy pracuję, czy lubię pracować?

Smutny, przygnębiony, osowiały to kiepski swiadek Pana… Po twarzy i postawie chrześcijanina powinno być widać, że to człowiek zbawiony.

CO JEST MOJĄ WADĄ GŁÓWNĄ NA TEN CZAS I JAK Z NIĄ WALCZĘ?

  • Co widzę jako moją wadę główną?
  • Czy poddaję to pracy wewnętrznej?
  • Czy opracowałem plan walki z tą wada i go sukcesywnie relaizuję?

Najczęstszymi upadkami są upadki w mowie. Św. Jakub powie, zę jeśli ktoś nie grzeszy w mowie jest doskonały! „Mały ogień – język – a całe lasy podpala”!

Weź Mamo i przyjmij cała wolność moją, wolę moją pamięć i rozum. Weź wszytko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

Przejdź do paska narzędzi