Bóg upominający

Dziś w pierwszym czytaniu opowiadziana jest historia u schyłku życia Salomona. BIegł pięknie przez całe życie. Zbudował Bogu przepiękną świątynię. Obdarowany niesamowitą mądrością. Zarządzał mądrze królestwem, przyniósł mu wielkie bogactwo. Jednakże jego żony odwróciły jego serce ku innym Bogom!

Salomon powoli ucieka w oddawanie czci innym bożkom. Stawia im ołtarze. rozmywa swoje życie wenętrzne. Te połączenia, nitki łączące go tak pięknie z Bogiem, nitki pokory, uniżenia, uwielbienia, zachwytu nad dziełami Boga, powoli zaczynają się zrywać. Salomon zaczyna polegać an samym sobie.

BÓG GO UPOMINA – I TO DWUKROTNIE….

Jednak Salomon dalej brnie w kierunku oddalenia od Boga.

Trzecim razem Bóg ukazuje się Salomonowi dając mu proroctwo o ropadzie królestwa i utracie tronu przez jego ród. Bóg wierny obietnicy, jaką dał Dawidowi nie zabiera królestwa za życia Salomona, ale dopiero jego synom.

(1 Krl 11, 4-13)
Kiedy Salomon się zestarzał, żony zwróciły jego serce ku cudzym bogom i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze naprzeciw Jerozolimy oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić cudzych bogów, ale on nie zachowywał tego, co Pan mu nakazał. Wtedy Pan rzekł Salomonowi: „Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze. Choć nie uczynię tego za twego życia ze względu na twego ojca, Dawida, to wyrwę je z ręki twego syna. Jednak nie wyrwę całego królestwa. Dam twojemu synowi jedno pokolenie ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na Jeruzalem, które wybrałem”.

Człowiek który nie spogląda na swoje wnętrze, nie weryfikuje swego psotępowania, myśli, postaw wzgledem Słowa Bożego powoli zaczyna oddalać się od Boga. Może dojść do sytuacji, gdzie to zły duch zaczyna kierować sercem i czynami człowieka. Tak jak w dzisiejszej ewangelii. Córka pewnej kobeity jest opętana przez złego ducha. Zły duch nie wchodzi do serca człowieka bez zgody człowieka.

Rozmowa z Jezusem jest niezwykła i zadziwiajaca. Jezus jakby nie chciał uzdrowić dziecka, bo nie nalezy do narodu wybranego. Ale Jezus znał serce tej kobiety. Chciał by pokazała swoją pokorę i wiarę.

SŁOWA PEŁNE POKORY sprawiły, że zły duch opuścił jej córkę.

Jezus mówi – przez wzglad na twe słowa.

Jak niesamowicie ważna jest modlitwa ustna do Boga. Słowa płynące z głębi serca. Słowa pokory.

(Mk 7, 24-30)
Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej Jezus: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach”. On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.

Św Ignacy proponuje Rachunek Sumienia jako drogę ciagłego i regularnego weryfikowania swoich działań, myśli przywiązań.

[ĆD 24..31]

Zawiera w sobie trzy pory i dwukrotne rachowanie się z sobą

Pora pierwsza: Rano, zaraz przy wstawaniu z łóżka, powinien człowiek postanowić sobie wystrzegać się pilnie tego określonego grzechu lub tej wady, z której chce się poprawić i wyleczyć.

Pora druga: Po obiedzie. Powinien człowiek prosić Boga o to, czego chce, a mianowicie o łaskę przypomnienia sobie, ile razy upadł w ten grzech określony lub w tę wadę, i o łaskę poprawy na przyszłość. Potem niech zrobi pierwszy rachunek sumienia, żądając od swej duszy zdania sprawy z tej rzeczy określonej i postanowionej, tj. z tego, z czego chce się poprawić i wyleczyć. Niech zatem przechodzi w myśli godzinę po godzinie lub poszczególne pory dnia, poczynając od godziny wstania aż do godziny i chwili tego rachunku sumienia, i niech zaznaczy na pierwszej linii podanego niżej rysunku tyle kropek, ile razy upadł w określony grzech lub w wadę. Następnie niech ponownie postanowi poprawić się aż do najbliższego rachunku sumienia, który ma odprawić.

Trzecia pora: Po kolacji. Odprawi się drugi rachunek sumienia podobnie przechodząc godzinę po godzinie od pierwszego rachunku aż do obecnego. Na drugiej linii tegoż rysunku zaznaczy się tyle kropek, ile razy upadło się w określony grzech lub w wadę.

Następują cztery uwagi dodatkowe, [pomocne] do rychlejszego usunięcia tego określonego grzechu lub tej wady.

Uwaga pierwsza. Za każdym razem, gdy człowiek upadnie w ten określony grzech lub w tę wadę, niech przyłoży rękę do piersi bolejąc nad swym upadkiem. A można to czynić nawet w obecności wielu osób bez zwracania na siebie ich uwagi.

Uwaga druga. Ponieważ pierwsza linia rysunku oznacza pierwszy rachunek sumienia, druga zaś drugi rachunek, przeto wieczorem należy patrzeć, czy jest poprawa od pierwszej linii do drugiej, to jest od pierwszego rachunku do drugiego.

Uwaga trzecia. Porównać dzień drugi z pierwszym, tj. oba rachunki sumienia dnia obecnego z oboma rachunkami dnia poprzedniego i patrzeć, czy od jednego dnia do drugiego nastąpiła poprawa.

Uwaga czwarta. Porównać jeden tydzień z drugim i patrzeć, czy w obecnym tygodniu poprawił się [człowiek] więcej niż w pierwszym tj. w poprzednim.1

Uwaga. Trzeba zaznaczyć, że pierwsza litera N wielkie na rysunku niżej podanym oznacza niedzielę, p małe oznacza poniedziałek, w – wtorek, itd.

N

p

wt

śr

cz

p

sb

Św Ignacy przedstwia bardzo praktyczne i konkretne rady i metody poprawy życia. Prowadzi człoiweka w bardzo konkretny sposób. Rozwój wewnętrzny drogą ignacjańską jest w jakiś sposób mierzalny i sprawia że człowiek w ramach swojego rachunku sumienia, czy też kierownik duchowny mogą zweryfikować czy rozwój człoiwka idzie w dobrą stronę, czy też może wpadłw jakaś stagnację. A może człowiek walczy nie tam gdzie powinien.

Przewodniczką na tej drodze może być Ta, która tak jak my ludzie podlegała pokusom ale NIGDY IM NIE ULEGŁA – Maryja. Niepokalanie poczęta. Ta, której całe życie przebiegło bez żadnego upadku i grzechu.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twoje dłonie, wsztko to otrzymałem. Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. przynieś mi tylko Miłość i łąskę a one w zupełności mi wsytarczą.

Z serca to pochodzi

Zło i grzech zależą od decyzji człowieka! Z wnętrza człowieka – z serca ludzkiego rodzi się zło. To tam kusiciel zaczyna starając się skusić człowieka do popełnienia grzechu.

Rzeczy same z siebie nie są ani dobre ani złe. Świat stowrzony u swych fundemntów cały jest dobry i cały jest dla człowieka. Człowiek może nożem ukroić chleb by podać dziecku, ale może też zabić. Może wykorzystywać zdobycze medycyny by życie przedłóżyć, ale także by je skrócić. To z ludzkiego serca rodzi się zło do którego człowiek wykorzystuje świat stworzony. Nie na odwrót.

Całe stworzenie przez człowieka ma być zaniesione przed tron Boga. Ma służyć człowiekowi w jego głównym powołaniu – świętości. Fundament ćwiczeń ignacjańskich uczy właśnie stosunku do stworzenia i jest jakby echem dzisiejszej Ewangelii. zasady podane przez Ignacego w neisamowity sposó współgrają ze słowami Jezusa.

(Mk 7, 14-23)
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Ignacy mówi na początku ćwiczeń o postawie serca. Uprzedzajacej wszystko postawie serca ludzkiego otwartego na głos Boga i drugiego człowieka:

[ĆD 22]
Aby zarówno dający Ćwiczenia Duchowne, jak i przyjmujący je bardziej pomagali sobie wzajemnie i postępowali [w dobrem], trzeba z góry założyć, że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić.

Nie potępiać a ocalać.

Taka madra postawa urzeka i przyciaga tłumy. Widać to na przykładzie mądrego serca Salomona, który magnetyzuje. Dar Boga, z którym on współdziała przyciąga ludzi z dalekich krajów i zachwyca. Królowa Saby przybywa właśnie z taką postawą. Serca otwartego i gotowego na słuchanie. Przynosi ze sobą trudne pytania i zagdanienia. Zatem i Salomona cechuje postawa zasłuchania w drugiego człowieka, a także w Boga.

Królowa Saby urzeczona działaniem łaski, UWEILBIA BOGA!

(1 Krl 10, 1-10)
Królowa Saby, usłyszawszy o rozgłosie Salomona, przybyła, aby go osobiście wypróbować przez roztrząsanie trudnych zagadnień. Przyjechała więc do Jerozolimy ze świetnym orszakiem i wielbłądami, dźwigającymi wonności i bardzo dużo złota oraz drogocennych kamieni. Następnie przyszła do Salomona i odbyła z nim rozmowę o wszystkim, co ją nurtowało. Salomon zaś udzielił jej wyjaśnień we wszystkich zagadnieniach przez nią poruszonych. Nie było zagadnienia, którego król by nie znał i którego by jej nie wyjaśnił. Gdy królowa Saby ujrzała całą mądrość Salomona oraz pałac, który zbudował, jak również zaopatrzenie jego stołu w potrawy i napoje, i mieszkanie jego dworu, stanowiska usługujących mu, ich szaty, jego podczaszych, jego całopalenia, które składał w świątyni Pańskiej, wówczas wpadła w zachwyt. Dlatego przemówiła do króla: „Prawdziwa była wieść, którą usłyszałam w moim kraju o twoich dziełach i o twej mądrości. Jednak nie dowierzałam tym wieściom, dopóki sama nie przyjechałam i nie zobaczyłam na własne oczy, że nawet połowy mi nie powiedziano. Przewyższyłeś mądrością i powodzeniem wszelkie pogłoski, które usłyszałam. Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy! Oni stale znajdują się przed twoim obliczem i wsłuchują się w twoją mądrość! Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że upodobał sobie ciebie, aby cię osadzić na tronie Izraela; z miłości, jaką żywi Pan względem Izraela na wieki, ustanowił ciebie królem dla wykonywania prawa i sprawiedliwości”. Następnie dała królowi sto dwadzieścia talentów złota i bardzo dużo wonności oraz drogocennych kamieni. Nigdy nie przyniesiono więcej wonności od tych, które królowa Saby dała królowi Salomonowi.

Święty ignacy uczy używania rzeczy tego świata. Zarówno tych namacalnych i materialnych, jak i niematerialnych darów i talentów. Pokazuje proste narzędzia w ramach fundamentu które mają wspomagać człowieka.

[ĆD 23]
Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.
Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony.
Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu.
I dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest jej zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach.
Natomiast trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni.

Stolica Mądrości, Wszechpośredniczka Łask, ta która nigdy nie popełniła grzechu – zawsze wykorzystywała stworzenie we właściwym kierunku. Ona może nas wychować do takiej właśnie postawy. Do bycia ludźmi czystego serca – serca z którego wydobywamy tylko skarby dobroci i miłości. Aby tak się stało wystarczy oddać się jej w totlanym zawierzeniu – jako jej Niewolnik Miłości.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to pochodzi i Jemu przez Twe dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca wobec mnie rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Wargi wyrażające temperaturę serca

Dziś Słowo pokazuje kilka postaw ludzkich wobec Boga.

W pierwszym czytaniu jest Salomon, który z głębi swego serca modli się uwielbiając Boga. Zachwyca go działanie Boga. Jest wręcz wstrząśniety tym co sobie uświaomił, że Wszechmogący Bóg chce zamieszkać w kamiennej budowli. Nie potrafi tego objąć rozumem. Niebo jest ogromne, a tu parę kamieni…? W głosie Salomona słychać wielką pokorę i uniżenie. Zachwyt nad Bogiem. Bardoz wysoką temperaturę uczuć dla Boga. OStateni zdanie woła – nie tylko wysłuchaj, ale i przebacz. Salomon jest świadom kondycji człowieka i jego grzeszności.

(1 Krl 8, 22-23. 27-30)
Salomon stanął przed ołtarzem Pańskim wobec całego zgromadzenia izraelskiego i wyciągnąwszy ręce do nieba, rzekł: „O Panie, Boże Izraela! Nie ma takiego Boga jak Ty, ani w górze na niebie, ani w dole na ziemi, tak dochowującego przymierza i łaski względem Twoich sług, którzy czczą Cię z całego serca. Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem. Zważ więc na modlitwę Twego sługi i jego błaganie, o Panie, Boże mój, i wysłuchaj tego wołania i tej modlitwy, którą dziś Twój sługa zanosi przed Ciebie. Niech w nocy i w dzień Twoje oczy będą otwarte na tę świątynię, na miejsce, o którym powiedziałeś: Tam będzie moje imię – tak aby wysłuchać modlitwę, którą zanosi Twój sługa na tym miejscu. Dlatego wysłuchaj błaganie sługi Twego i Twojego ludu, Izraela, ilekroć modlić się będzie na tym miejscu. Ty zaś wysłuchaj w miejscu Twego przebywania – w niebie. Nie tylko wysłuchaj, ale też i przebacz”.

Taką niezwykłą świątynią Boga, Rajem Boga i Światem Boga jest Maryja. To ona wiele lat później wejdzie do tej światyni przynosąc samego Boga. Jezusa, czyli Boga-Człowieka. Maryja też mieszka w duszach swych niewolników. Ona – cąły świat boga w nas. Ona też potrafi ludkie serca zapalać miłością do Boga. Podnosić temperaturę uczuć do Boga. Potrafi poszerzać serca.

Zupełnie inna jest postawa Faryzeuszów w Ewangelii. Oni przylgnęli całkowicie do swojego pojęcia Boga. Stworzyli sobie obraz Boga nakazów i zakazów. Reguł, których weryfikacja jest ich obowiązkiem, a których spełnienei warunkuje poziom relacji do Boga.

Zarzucają Jezusowi – Synowi Boga – że Jego uczniowie nie podążaja za regułami które oni ustalili interpretując na swój sposó Stary Testament. Stawiaja tradycję ponad miłość. To co zewnętrzne ponad serce człowieka i jego naintymneijszą relację do Boga. A Stwórca jest Miłością a nie literą prawa. Bóg jest samą Miłością i tylko w ten sposób można Go na prawdę poznawać i prowadzic z Nim dialog.

Ludzie czcący Boga wargami, ale sercem bedący daleko od Boga. Tworzy przy tym zasady, zęby poprzeć swoje teorie i przedstawia je jako zasady pochodzące od sameogo Boga. Zasady pozwalajce ludziom zaniedbywać Miłość na rzecz uspokojenia sumienia  co podkreśla przykład podany przez Jezusa.

(Mk 7, 1-13)
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?” Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”. I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie”. A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.

PRawdziwa i szczera droga wzrostu duchowego przebiega przez budowanie harmonii. Harmonii miezy zercem, czynami i słowami. Człowiek w którym nie ma gry, nie ma rozdzwięku, nie ma kalkualcji, jest po prostu WOLNY i SZCZĘŚLIWY. Szcześliwy czyli ŚWIĘTY. I do tego powołuje nas Bóg. Do zharmonizowania człowieczeństwa. Podpisania serca, słów i czynów wspólnym mianownikiem, któym jest MIŁOŚĆ. Ludzi idący taką drogą stają się SZCZĘŚLIWI.

Tą, która może poprowadzić człowieka ku szcześciu Świętości jest Maryja. Ona uczy jak odnaleźc harmonię człowieczeństwa. Jak odnaleźc prawdziwie siebie. Nie zatracić się w tysiacach reguł, zasad. ludzkich nakazó, które zamiast pomagać, zaczynaja przeszkadzać duchowemu wzrostowi. Oddanie się Jej w niewolę to droga ku PEŁNI SZCZĘŚCIA. A zarazem ku PEŁNI CZŁOWIECZEŃSTWA.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga, przez Twe matczyne dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełnośći mi wystarczą.

Niezwykła procesja

Dziś pierwsze czytanie opisuje niezwykłą procesję. Król Salomon przenosi Arkę z Syjonu do nowo zbudowanej światyni. Jednego z cudów architektury ówczesnego świata. NIesamowita procesja – przypominająca tą, w której jego Ojciec tańczył i nie liczył nawet skłądanych ofiar. Uwielbienie Boga całym sobą. Owocem jest zamieszkanie Boga w światyni  -widzialne znaki dymu modlitwy.

(1 Krl 8, 1-7. 9-13)
Salomon zwołał starszyznę Izraela, wszystkich naczelników pokoleń, przywódców rodów Izraelitów, aby zgromadzili się przy królu Salomonie w Jerozolimie na przeniesienie Arki Przymierza Pańskiego z Miasta Dawidowego, czyli z Syjonu. Zebrali się więc u króla Salomona wszyscy Izraelici w miesiącu Etanim, na Święto Namiotów przypadające w siódmym miesiącu. Kiedy przyszła cała starszyzna Izraela, kapłani wzięli arkę i przenieśli Arkę Pańską, Namiot Spotkania i wszystkie święte sprzęty, jakie były w namiocie. Przenieśli je kapłani oraz lewici. A król Salomon i cała społeczność Izraela, zgromadzona przy nim, przed arką składali wraz z nim na ofiarę owce i woły, których nie rachowano i nie obliczano z powodu wielkiej ich liczby. Następnie kapłani wprowadzili Arkę Przymierza Pańskiego na jej miejsce do sanktuarium świątyni, do Miejsca Najświętszego, pod skrzydła cherubów, gdyż cheruby miały tak rozpostarte skrzydła nad miejscem arki, że okrywały arkę i jej drążki z wierzchu. W arce nie było nic, oprócz dwóch kamiennych tablic, które Mojżesz tam złożył pod Horebem, tablic Przymierza, gdy Pan zawarł przymierze z Izraelitami w czasie ich wyjścia z ziemi egipskiej. A kiedy kapłani wyszli z Miejsca Świętego, obłok wypełnił dom Pański. Kapłani nie mogli pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pańska napełniła dom Pański. Wtedy przemówił Salomon: „Pan powiedział, że będzie mieszkać w czarnej chmurze. Już zbudowałem Ci dom na mieszkanie, miejsce przebywania Twego na wieki”.

Ta procesja musiałą być nieprawdopodobna. Zachwycajaca. Pełna radosći, pieśni, tańca, uwielbienia Boga. Ludzie całymi sobą chcieli oddać hołd BOGU!

Psalm dziś odnosi się do tych włąśnie procesji – przejscia Boga do Jego mieskzania ziemskiego – do światyni.

(Ps 132 (131), 6-7. 9-10)
REFREN: Wyrusz, o Panie, na miejsce spocznienia

Słyszeliśmy o arce w Efrata,
znaleźliśmy ją na polach Jaaru.
Wejdźmy do Jego mieszkania,
padnijmy przed podnóżkiem stóp Jego.

Niech Twoi kapłani w sprawiedliwość się odzieją,
a Twoi wyznawcy niech śpiewają z radości.
Przez wzgląd na Dawida, Twego sługę,
nie odtrącaj oblicza swojego pomazańca.

I kolejny obraz. Bóg przybywa do ludzi. Odwiedza ich Syn Boży.

Ludzie z radością i w popłochu biegają by przynieść do Boga swych chorych, by spotkać się z Panem. Pewnei młodzi ludzie biegaja od drzwi do drzwi i zadyszką opowiadają – „Jezus przybił do brzegu i idzie dp naszej wioski!!!” Chodźcie.

Któż dziś z takim entuzjazmem potrafi zapowiadać Jezusa!

WSZYSCY, KTÓRZY SIĘ GO DOTKNĘLI ZOSTALI UZDROWIENI!!!!

(Mk 6, 53-56)
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

WSZYSCY, KTÓRZY SIĘ GO DOTKNĘLI ZOSTALI UZDROWIENI!!!!

Czy dziś jest to możliwe…?

Dziś możliwe jest jeszcze więcej. Dziś Jezusa można nie tylko dotknąć. Dziś można się nim nasycić, nakarmić, przyjąć do siebie w całosci. Dziś mamy dostęp do Eucharystii. Każdego dnia na setkachg tysięcy ołtarzy na całej ziemi. Dziś on sie przechadza po każdej wiosce, miasteczku, świątyni, gdzie sprawowana jest Eucharystia!

Dziś znamy dokłądnie godzinę Jego dowiedzin!

Mamy dostęp do Jego uzdrawiajaćego Ciała i Krwi!!!

Jedyny warunek to udrowienie przez spotkanie i wyznanie swych grzechów. To oczyszczenie serca i wiara w Niego. Wiara w to, że to On ejst zamknięty w Eucharystycznym pokarmie. Wiara rodzi się z pokory. Z duchowej pracy wewnętrznej.

Tej wiary uczy Ona – Matka. Ona potrafi w niesamowity sposób rozpalić, rozbudzić i pogłebić wiarę. Ona potrafi sprawić zęby to drzewo życia w sercu człowieka dostało listków, zaczęło się karmić Słońcem i rosą sakramentów. By w końcu zaczęło wydawać owoce.

Wszystko czego potrzeba to poddać się Jej w niewolę i pozwolić się jej poprowadzić. Poddać się Jej bez zastrzeżeń.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moja, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twe matczyne dłonie wszytko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszytkim. Przynieś mi tylko miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Inicjatywa Boga…

W pierwszym czytaniu stajemy wraz z człowiekiem w komnacie Boga. W meijscu, gdzie żaden grzesznik nie powinein się znaleźć. Autor opisujacy widzenie jest świadom, że nie powinien się tam znaleźć. Bóg także o tym wie. Dlateto oczyszcza tego człowieka, BO GO WYBRAŁ. Ale co ciekawe nie wybrał tego człowieka rozkazem. Oczyścił jego serce do podjecia służby Bogu a następnie przedstawia temu człowiekowi PROPOZYCJĘ. Nie zabiera człowiekowi wolności… Człowiek jednak po oczyszcznieu, po doświadczeniu spotkania z Bogiem sam ochoczo podejmuje drogę zaproponowaną przez Boga – „Oto ja, poślij mnie!” woła ten człowiek.

(Iz 6, 1-2a. 3-8)
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który szczypcami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: „Oto dotknęło to twoich warg, twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”. I usłyszałem głos Pana mówiącego: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?” Odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie!”

Bóg to nie kumpel. To Stwórca. Można żyć z nim w przyjaźni ale nie w takiej jaką znamy z lidzkich relacji. Widać to  wtym czytaniu. Jak wielki szacunek i chwałę okazuja BOgu Aniołowie – duchy czyste, które nigdy nie zgrzeszyły. Głos chwały jest potężny, aż drżą futryny… Kamienie się wstrząsają. Pojawia się dym modlitwy.

Człowiek jednakże w pokorze UZNAJE SWĄ GRZESZNĄ kondycję duchową. A Bóg przychodzi z oczyszczeniem – bo pokora to coś co rozbraja Boga, co pociaga struny miłosiernego Ojca w sercu Stwórcy.

Psal jest pełen słów uwielbienia dla Boga. Psalmista jakby staje w chóze tych aniołów i śpiewa pieśń uwielbienia razem z nimi. UWielbia i wychwala Boga. Oddaje mu cześć.

Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu

Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność Twoją,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.

Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich.
I będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka!”

Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki,
nie porzucaj dzieła rąk swoich.
(Ps 138 (137), 1b-2a. 2b-3. 4-5. 7e-8)

Dwrugie czytanie i Ewangelia przedstawiają doświadczenie tych, którzy poszli za głosem Boga.

W drugim czytaniu św Paweł pokazuje swoją małość, swój brak godności do tego by być przez Boga powołanym do takiej niezwykłej misji. NAzywa siebie poronionym płodem. Wie, że prześladował kościół, że zabijał chrześcijan. Jest świadom swego grzechu i zła. JEdnakżę Bóg go w niesamowity sposó oczyścił i uczynił jednym z fundamentów Kościoła. Paweł jest swiadom, że to wszystko DAR i ŁASKA BOGA< z którą on podjął współpracę!!! Bóg zaproponował. Nie zmusił. Dał mu trudne doswiadczenie i podał instrukcję co ma zrobić dalej. Nic nie rozkazał. Paweł mógł się obrazić, zawrócić z Damaszku i pojechać do Jeruzalem szukać pomocy w ślepocie u lekarzy. On jednak z pokorą udał się do kościoła w Damaszku. Jezus wprowadził Pawła na drogę zbawienia PRZEZ KOŚCIÓŁ!

(1 Kor 15, 1-11)
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam głosiłem. Bo inaczej na próżno byście uwierzyli. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak uwierzyliście.

Ewangelia jest jakby kalką pierwszego czytania. JEzus naucza, wprowadza SŁOWEM przed tron Boga. Ukazuje i opisuje Królestwo Niebieskie. Pokazuje swiat niesamowity i piękny. Potem oczyszcza serca Piotra i jego towarzyszy.

ON WYBIERA ŁÓDŹ. ON PODEJMUJE INICJATYWĘ. ON DAJE SŁOWO I NAUKĘ, która pozwala Piotrowi dokonać dobrego wyboru. I nastepnie poddaje próbie w której ejst wybór. Próbie trudnej, bo JEzus cieśla zaprzecza sztuce łowienia ryb. Piotr to podkreśla. Ryby łowi się w ciszy noc, gdy podpływają pod powierzchnię. Nie w środku dnia, gdy w słońcu uciekaja na dno. Zwłaszcza przy takim hałąsie na brzegu wywołanym tłumem ludzi.

Jednak Piotr nakarmiony Słowem – jego wargi zostały dotknięte węglem z SŁOWA z ołtarza Pana – podejmuje wezwanie Pana. To jest tylko doświadczenie, które Pan pragnie przynieść Piotrowi. Chodzi o coś więcej – o wiele więcej.

Szymonie WYPŁYŃ Z BRZEGU – Z PŁYCIZNY – NA GŁĘBINY!!!!

Zarzuć sieci na POŁÓW.

Dokonuje się cud połowu, a Piotr PADA DO NÓG PANU UZNAJĄC SWOJĄ GRZESZNOŚĆ!!!

Jezus jednakże wzywa go na prawdziwą głębię – zostawienie wszystkiego – całego dotychczasowego życia i pójście za głosem Boga.

Jezus wzywa go na niezwykły połów – POŁÓW LUDZKICH DUSZ….

To jest początek i do tego połowu Jezus bedzie wracał w momentach kompletnego kryzysu apostołów. To jest moment przełomowy – moment ich powołania.

(Łk 5, 1-11)
Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Tak jak Piotr poszedł za Panem na przepadłe, tak trzeba nam pójść za Matką. W totalnym zawierzeniu – a Ona poprowadzi do Syna, wraz SYnem do Ojca a wszystko dokona się w mocy Ducha.

Ta droga jest drogą NIEWOLNIKÓW MARYI. Najlepszą z dróg! Bo tą drogę zostawił nam Bóg!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamieć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszyzskto to pochodzi i Bogu przez Twe matczyne dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca, rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

72. Wichry pokus i zwycięztwo

Święty Ludwik kończy „Tajemnicę Maryi” dwoma punktami.

W Jednym mówi o trudach, któe nas czekają, o wichrach pokus, a kolejnym o wielkim zwycięztwie dla tych, którzy wytrwają.

Nie należy się lękać, gdy Drzewem miota wicher; jest rzeczą konieczną, by szargał nim wiatr pokus, chcąc je powalić; by osaczały je śniegi i mrozy, chcąc je zgubić. Oznacza to jedynie, iż owo nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy nieuchronnie spotka się z atakami i ze sprzeciwem. Lecz, jeżeli my wytrwamy w pielęgnowaniu go, nie mamy się czego obawiać.
Duszo wybrana, jeśli pielęgnować będziesz Drzewo Życia, zasadzone przez Ducha Świętego w twej duszy, wyrośnie ono, upewniam cię, w krótkim czasie, tak wysoko, że zamieszkają na nim ptaki niebieskie, i stanie się tak doskonałe, iż wyda wreszcie Owoc chwały i łaski, czyli Jezusa, godnego miłości i uwielbienia – który zawsze był i będzie jedynym Owocem Maryi. („Tajemnica Maryi” pkt 77-78)

Dawid w dzisiejszych czytaniach jest wychwalany po śmierci za swe dokonania. Pieśń wspomina wprawdzie, żę ugiął się pod wichrem namiętności do żony Uriasza. Wspomina jego updaki. Ale skupia się na dobru którego dokonał w Izraelu za czasu swych rządów. Upadał i podnosił się. Starał się wracać do Pana i na Bogu opierać swe siły. Widać w nim słąbość człowieczęństwa ale i moc Boga na którym się oparł mimo bolesnego procesu oczyszcznia, ktory przechodził. Mimo gorzlich słów jakie słyszał od proroków.

(Syr 47, 2-11)
Jak tłuszcz oddzielony jest od ofiar dziękczynnych, tak Dawid – od synów Izraela. Z lwami igrał jakby z koźlętami i z niedźwiedziami jak z jagniętami owiec. Czyż w młodości swej nie zabił olbrzyma i nie usunął hańby ludu, gdy podniósł rękę i kamieniem z procy obalił pychę Goliata? Wezwał bowiem Pana Najwyższego, który dał prawicy jego siłę, by zgładzić człowieka potężnego w boju, by wywyższyć moc swego ludu. Tak wysławiano go po dziesięć tysięcy razy i wychwalano z powodu błogosławieństw Pana, niosąc mu w darze koronę chwały. Albowiem nieprzyjaciół dokoła wytracił, zniweczył wrogich Filistynów i złamał ich moc aż do dnia dzisiejszego. Każdym swym czynem oddał chwałę Świętemu i Najwyższemu, słowem uwielbienia z całego serca śpiewał hymny i umiłował Tego, który go stworzył. Postawił przed ołtarzem śpiewających psalmy, i słodki był dźwięk ich pieśni; świętom nadał przepych i dodał doskonałego blasku uroczystościom, aby wychwalano święte imię Pana i by przybytek już od rana rozbrzmiewał echem. Pan darował mu grzechy, moc jego wywyższył na wieki, zawarł z nim przymierze królewskie i dał tron chwały w Izraelu.

Zupełnie inna postawa towarzyszy jednemu z jego następców. Herod opiera swoje rządy na swojej pzrebiegłości, na swoich ludzkich obietnicach. Buduje swój wizerunek tylko na bazie ludzkich sądów. Boi się postąpić sprawiedliwie i straocić trochę autorytetu w imię prawdy i wiary w Boga. Słyszy napomneinia proroka, wprawdzie je szanuje, ale zamyka Jana w więzieniu. Czuje wewnętrznie zę to co robi jest złe, ale zagłusza głos sumienia wystawnymi imprezami i rozpasaniem. Idzie coraz głebiej w ciemna dolinę. Aż dovciera do punktu w którym ZABIJA proroka. Podnosi rękę na tego, który został powołany do przekazana głosu Boga. W imię swej władzy i utrzymania autorytetu wsród ludzi dokonuje zbrodni. Jednakże po tej zbrodni nie podnosi się na wzór Dawida. Przyjdzie do niego Jezusa, a on nim wzgardzi licząc na dobrą zabawę. Ubierze Go w białe szaty szaleńca i zostanie przyjaciele okupanta Izraela. Serce które coraz mocniej się zatwardza i zatraca w ocenie moralnej czynów…

Mk 6, 14-29)
Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: „To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał”. Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: „Proś mnie, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”. Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Wichry pokus przyjdą. Przeciwnosći przyjdą. Trudności. One wszystkie są oznaką tego, że idzie się właściwą drogą. Oznaką tego że drzewo życia powoli wzrasta we wnętrzu człowieka.

Aby to drzewo życia mogło rosnąć swobodnie potrzeba złączenia z Maryją. Potrzeba bliskości Matki, która potrafi w niezwykły sposób pielenować to drzewo życia, chronić je, umacniać.

Owocem tego drzewa jest JEZUS!!!!

Tak jak owocem łona Maryi jest JEZUS!!!

Jeśłi ona będzie moja Panią – a ja jej WEIRNYM i ODDAMY NIEWOLNIKIEM – to cud narodzin Jezusa dokona się we mnie!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje matczyne dłonie wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

71. Deszcz modlitwy

W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg zapowiada czas oczyszczenia. Aniołów, którzy bedą w ogniu przetapiać jak złoto i srebro. Będą w kwasie wytrawiać wszelki brud, by uzyskać śnieżną biel.

Proces oczyszczenia będzie tym boleśniejszym, im więcej zanieczyszczeń i brudu jest w człowieku. Potrzba nam zatem wzrastać duchowo w sposó czyty. Już dziś pozbywac się brudów, oczyszczać nasze drzewo życia z chorób i zgnilizny grzechu.

(Ml 3, 1-4)
To mówi Pan Bóg: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych”.

Jezus przychodzi nam z pomocą Przychodzi z pomocą naszym słabosciom. Jak Syn Boży a nasz brat przyjął ludzkie Ciało. Upodobnił się do nas we wszystkim aby stać się nam bliskim. Ale także by nas w tym ciele ODKUPIĆ!

(Hbr 2, 14-18)
Ponieważ dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i Jezus także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy przez całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.

Jezus w Ciele upodobniony do człowieka. Na Nieo właśnie czekali Symeon i Anna. Zaskakujaca jest ta delegacja Izraela. Dwóch staruszków kościołowych. Chodzących codziennie na modlitwę. Dwie osoby żyjące modlitą na co dzień. To oni właśnie rozpoznali MESJASZA! W tej świątyni było pewnie kilka tysięcy ludzi. A to właśnie oni otrzymali tą nieprawdopodobną łaskę spotkania Jezusa, Maryi i Józefa twarzą w twarz w tym niesamowitym momencie Ofiarowania.

(Łk 2,22-40)
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Wyróniała ich wierność, regularność i pokora. Wielka pokora i życie modlitwy. Maryja także uczy każdego z nas tego właśnie życia wewnętrznego. Życia modlitewnego. Zanurzonego w kontemplacji i medytacji Bożego Słowa i Bożej obecności.

Oto, Duszo wybrana, sposób jego uprawiania:
5. Trzeba nieustannie zraszać owo Boże Drzewo przez Komunie święte, Msze święte i modlitwy publiczne i prywatne, bez których Drzewo to przestałoby przynosić owoce. („Tajemnica Maryi” pkt 76)

Mama potrafi nas wspomóc i jest niezwykłym wzorem takiego życia.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez twoje dłonie to otrzymałem i Bogu przez Twe ręce pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzja tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

 

70. Dzikie zwierzęta

Skutki grzechy są zawsze opłakane – grzech rodzi śmierć. Mimo, że wydaje się w czasie pokusy ze przynosi dobre rozwiązanie. Tak jak Ewa w raju – człowiek przygląda się grzechowi i wydajemu się, że to nic takiego, że nawet na początku jest smaczny…! To jednak skuti są opłakane…

Dawid pociągnął do zdrady żonę Uriasza, zabił jej męża. Urodziło im się dziecko. Dawid by ukryć swój grzech posunał się do zabójstwa, co pociągnęło za sobą wiele zła… Dziś poznajemy jeden z owoców. Syn Dawida ściga Ojca, by przejać tron. Absalom ma głupi wypadek. Jadnać na mule zaplątuje się gałęzie. Muł ucieka a Absalom zostaje wisząc zaczepiony na drzewie. Dowiadują się o tym słudzy Dawida i wykorzystując sytuację zabijają konkutenta do tronu…

Gdy wieść dociera do Dawida – zamiast radości pojawia sie rozpacz. Dawid mógł zabić Saula, by przejąć tron – mimo wszystko nie zrobił tego. Wolał zabić wściekłość Saula, wolał walczyć o jego serce, niż odebrać mu życie. Teraz życie traci jego syn. To wprawia Dawida w ogromny smutek i żal. Nie traktował swego dziecka jak konkurenta. Kochał Absaloma. Miał nadzieję na przemianę swego syna… Teraz już za późno

(2 Sm 18, 9-10. 14b. 24-25a. 31 – 19, 3)
Absalom natknął się na sługi Dawida. Jechał na mule. Muł zapuścił się pod konary wielkiego terebintu. Absalom utkwił głową w terebincie i zawisł między niebem a ziemią, a muł, który był pod nim, popędził dalej. Dostrzegł to pewien człowiek i zawiadomił Joaba: „Widziałem Absaloma wiszącego na terebincie». Joab wziął do ręki trzy oszczepy i utopił je w sercu Absaloma. Dawid siedział między dwiema bramami. Strażnik, który chodził po tarasie bramy nad murem, podniósłszy oczy, zauważył, że jakiś mężczyzna biegnie samotnie. Strażnik zawołał i przekazał królowi tę wiadomość. Król powiedział: „Jeżeli jest sam, to przynosi dobrą nowinę!” Następnie przybył Kuszyta i powiedział: „Niech się raduje pan mój, król, dobrą nowiną. Właśnie dziś Pan wymierzył ci sprawiedliwość, wybawiając cię z ręki wszystkich, którzy powstali przeciw tobie”. Król zapytał Kuszytę: „Czy dobrze się wiedzie młodemu Absalomowi?” Odpowiedział Kuszyta: „Niech się tak stanie ze wszystkimi wrogami pana mojego, króla, i ze wszystkimi, którzy złośliwie przeciw tobie powstali, jak z tym młodzieńcem”. Król zadrżał. Udał się do górnego pomieszczenia bramy i płakał. Chodząc, tak mówił: „Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Obym ja umarł zamiast ciebie! Absalomie, mój synu, mój synu!” Joabowi zaś doniesiono: „Król płacze. Rozpacza z powodu Absaloma”. Tak więc zwycięstwo przemieniło się w tym dniu w żałobę dla całego ludu. Posłyszał bowiem lud w tym dniu wiadomość: „Król martwi się z powodu swego syna”.

To co dla świata jest prostym rozwiązaniem, co wydaje się być radością w świecie, okazuje się źródłem łez dla tych, których serce przylgnęło do Boga. Dawid miota się po pałacu, płacze, krzyczy, nie może się pogodzić ze śmiercią syna.

Grzech zrodził śmierć.

Śmierć cielesna nie jest tak potworna jak śmierć duchowa. To jej człowiek powinien się wystrzegać i pracować nad tym, by uchronić się przed grzechem. Taka właśnie jest kolejna regułą podawana przez św. Ludwika – dotyczaca pielęgnowania Drzewa Życia:

4. Nie można pozwalać na to, by do Drzewa zbliżały się drapieżne zwierzęta. Tymi zwierzętami są grzechy, które samym swym dotknięciem już mogą zadać śmierć Drzewu Życia. Do Drzewa więc nie powinien docierać nawet ich oddech, to znaczy: grzechy powszednie, które zawsze są bardzo niebezpieczne, o ile nie podejmujemy wysiłku, by z nimi walczyć. („Tajemnica Maryi”, pkt 75)

Tym który potrafi uzdrowić. Który potrafi oczyścić człowieka. Tym który potrafi powołać znów do życia wzwalajać zarówno z jarzma które ciemiezy człowieka latami, jak i ze śmierci – tej cielesnej jak i duchowej – jest JEZUS! On i TYLKO ON potrafi to zrobić. Nikt inny.

JEdyne czego potrzeba to WIARY i POKORY! Przyjsć jak Jair z wiarą ojca, którego dziecko odchodzi. Przyjść jak kobieta będąca według religi żydowskiej stale nieczysta – uciemieżona latami – przyjsć z pokorą. Przyjść i pozwolić Bogu działać w swoim tempie. Jair musiał stąpać z nogi an nogę – niecierpliwie czekajac aż Jezus skończy rozmowę z kobietą. I wtem przychodza słudzy z tragiczną wiadomoscią. Tak jak przyszli do Dawida. Rozpacz ojca!!! A jednak Jezus wzywa go do WIARY. Wyśmiewany przez zgromadzonych w pokora idzie i wyrywa dziewczynę z objęć śmierci. Może już zmarłą, a może była w śpiączce przedśmiertnej. Tylko Jezus przenika człowieka znajać każdy szczegół ciała i myśli – tylko ON JAKO STWÓRCA potrafi to zrobić.

(Mk 5, 21-43)
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg jeziora Genezaret, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości”. Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: „Nie bój się, wierz tylko!» I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: „Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Jezus woła do świadectwa. Pragnał by kobieta podjeła z Nim dyskusję. By lud usłyszał o Niej. Poznał jej cierpienie i drogę uzdrowienia. Jezus troszczy się dziewczynkę. Niezwykłe że zawsze po wskrzeszeniu mówi o nakarmieniu przywróconego do życia. Tak po prostu. Dajcie jej jeść…

Łazarz po wyjsciu z grobu także musiał być głodny jak wilk – Jezus przenika jego serce i ducha – i tak samo mówi – rozwiążcie go, bo ledwo chodzi w tych chustach i dajcie mu jeść…

Jezus się troszczy o każdego z nas. Ale my takze musimy się troszczyć o nasze serce. O nasze drzewo życia. By nie dotarły do niego dzikie zwierzęta – zwierzęta grzechu – i nie zabiły życia w tym drzewie. Grzech przynosi śmierć o wiele gorszą i o wiele bardziej brzemienna w skukach nich choroba czy śmierć fizyczna…

Tą która wspomaga i prowadzi w uprawie Drzewa Życia jest Matka. Ona swymi troskliwymi dłońmi osłania. Ona potrafi z pochodnią odganiać ogniem dzikie zwierzęta. Ona wspomaga swoich niewolników we wzroście. Od nas zalezy czy aktem woli będziemy tego pragnęli i swym zycie pokazywali że to pragnienie stoi w centrum naszego życia.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moja, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twe dłonie wszystko to otrzymałem. Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znas wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

69. Miłość własna

Miłość własna – egoizm – prowadzi do ruiny. Dawid tak pięknie i pokornie zaczynał a dziś widzimy go uciekajacego przez własnym synem, który próbuje go zabić i odebrać mu tron. Widzimy go obrzucanego kamieniami przez krewnego Saula, któremu Dawid odebrał tron. W tle tego wszystkiego jest sytuacja z zabójstwem Uriasza, bo Dawid zapragnął jego żony.

Bóg prowadzi drogą UPORZĄDKOWANIA. Nawet jeśli jest to droga przez Getsemani – pzez tłocznię Oliwy – przez Górę Oliwną…

Parę wiekó później na tej samej Górze, w tym swmym ogrodzie, możne nawet pośród kilku drzew wśród których kroczył Dawid, będzie się modlił Jezus. Będzie doznawał utrapienia, udręczenia, ucisku, policzkowania. Dawid doznaje ich fizycznie, Jezus doświadczy ich duchowo. I tak samo jak słudzy Dawida kompletnie nic nie rozumieją, tak samo i Apostołowie będą spali, a potem gdy przyjdzie co do czego wyrwą się z szablą na armię.

(2 Sm 15, 13-14. 30; 16, 5-13a)
Do Dawida dotarła wieść: „Serca ludzi z Izraela zwróciły się ku Absalomowi». Wtedy Dawid dał rozkaz wszystkim swym sługom przebywającym wraz z nim w Jerozolimie: «Wstańcie! Uchodźmy, gdyż nie znajdziemy ocalenia przed Absalomem. Śpiesznie uciekajcie, ażeby nas nie napadł znienacka, nie sprowadził na nas niedoli i ostrzem miecza nie wytracił mieszkańców miasta”. Dawid tymczasem wstępował na Górę Oliwną. Wchodził na nią, płacząc i z nakrytą głową. Szedł boso. Również wszyscy ludzie, którzy mu towarzyszyli, nakryli swe głowy i wstępując na górę, płakali. Król Dawid przybył do Bachurim. A oto wyszedł stamtąd pewien człowiek. Był on z rodziny należącej do domu Saula. Nazywał się Szimei, syn Gery. Posuwając się naprzód, przeklinał i obrzucał kamieniami Dawida oraz wszystkie sługi króla Dawida, chociaż był z nim po prawej i po lewej stronie cały lud zbrojny i wszyscy bohaterowie. Szimei, przeklinając, wołał w ten sposób: „Precz, precz, krwiożerco i niegodziwcze! Na ciebie Pan zrzucił odpowiedzialność za krew rodziny Saula, w którego miejsce zostałeś królem. Królestwo twoje oddał Pan w ręce Absaloma, twojego syna. Teraz ty sam jesteś w utrapieniu, bo jesteś krwiożercą”. Odezwał się do króla Abiszaj, syn Serui: „Dlaczego ten zdechły pies przeklina pana mego, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę”. Król odpowiedział: „Co ja mam z wami zrobić, synowie Serui? Jeżeli on przeklina, to dlatego że Pan mu powiedział: Przeklinaj Dawida! Któż w takim razie może mówić: Czemu to robisz?” Potem zwrócił się Dawid do Abiszaja i do wszystkich swoich sług: „Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Beniaminita? Pozostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo”. I tak Dawid posuwał się naprzód wraz ze swymi ludźmi.

Postawa pokory i przyjęcia drogi oczyszczenia, którą przygotował Bóg – to w jakiś niezwykły sposób łączy Dawida i Jezusa. Dawid pokutuje i szuka oczyszczenia za swoje grzechy. Jezus bierze na siebie grzechy całej ludzkości i przeżywa wewnętrze katusze niosąc je na Kalwarię by obmyć je swą drogocenną krwią.

To miotanie się, brak harmonii, brak spokoju, brak ukojenia – to są zewnętrze oznaki wewnętrznej walki. Obaj weszli we upokorzenie, ogołocenie. Walczą przeciw wygodom i miłości własnej.

Oto, Duszo wybrana, sposób jego [Drzewa Życia] uprawiania:
3.Należy czuwać też, by Drzewa nie zniszczyły gąsienice. Te gąsienice to miłość własna i miłowanie wygód, które niszczą zielone liście i niweczą nadzieje na owocowanie. Nieuporządkowana miłość własna oraz miłość do Maryi w żaden bowiem sposób nie pozostają ze sobą w zgodzie. („Tajemnica Maryi”, pkt 74)

Gdy ta miłość własna nie jest zwalczana, człowiek jest w stanie przegonić swego Zbawcę. Nie potrafi sie cieszyc z wolności bliźniego, ze swej wolności. Z Uzdrowienia jakie przyniósł Bóg. Widzi swoją stratę materialną a nie widzi zwycięztwa na wieki. Serca z jednej strony kołacze widząc niesamowity cud uzdrowienai, z drugiej strony umysł wrze – bo ponioslem jakiś uszczerbek.

W dzisiejszej Ewangelii strata materialna wzięła górę. Ludzie proszą Jezusa by odszedł. Miłość własna i miłowanie bogactwa i wygód wzieły górę! Stracili ogromny majątek w świaniach – 2000 świń to i dzisiaj bardzo pokaźna suma. Jednakże „przeganiając” Jezusa stracili jeszcze więcej! Nie odzyskali tych swiń! A w dodoatku narazili się na utratę czegoś cenniejszego – żyia wiecznego. JEzus zna ich myśli. Wie, że wiele w nich gniewu, rozczarowania, szoku. Zostawia im zatem znak swej obecnosci – głosiciela – uzdrowionego opętanego. Pragnie by on tam był, gdy emocje już opadną. Żeby Ewangelia dotarła do nich.

Jezus wróci jeszcze w to miejsce po raz kolejny – wówczas nastawienie będzie już inne…!

(Mk 5, 1-20)
Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Gdy wysiadł z łodzi, zaraz wyszedł Mu naprzeciw z grobowców człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobowcach i nikt już nawet łańcuchem nie mógł go związać. Często bowiem nakładano mu pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą w grobowcach i po górach krzyczał i tłukł się kamieniami. Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!” Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu”. I zaczął prosić Go usilnie, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy. A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosiły Go więc złe duchy: „Poślij nas w świnie, żebyśmy mogli w nie wejść”. I pozwolił im. Tak, wyszedłszy, duchy nieczyste weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli o tym w mieście i po osiedlach. A ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. Gdy wsiadał do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł przy Nim zostać. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili.

Trzeba chronić drzewo życia przed gąsienicami miłości włąsnej i miłowania wygód. Porządkować, opryskiwać korę ćwiczeniami duchowymi, postem i umartwieniem, by gąsienice nie miały szansy dotrzeć do liści i odebrać nam źródłą życia – powietrze i światło.

Miłość włąsna i miłość do Maryi stoją w sprzeczności…

Pragnę swoją wolą wybrać miłość do Maryi!!!

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga przez Twoje dłonie wszystko to otrzymałem. Bogu przez Twe ręce pragne to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

68. Zdolność słuchania

Dzisiejsza Ewngelia mocno odwołuje się do zdolności słuchania Boga. Pokazuje przykłąd tego, jak ludzie z kościoła prowadzą Syna Bożęgo na zbocze urwiska by go zabić, za Słowo, które wypowiedział. Za Słowo niewygodne, trudne, dotykające ich serc.

Oni woleliby słowa pochlebstwa, głaskania ich próżności. Woleliby Słowa, które nie naświetlają ciemnych zakamrków ich serca, które nie wzywają ich do pracy i przemiany serca.

Na to wszystko nakłada się ich przeświadczenie, że doskonale znają Jezusa. Mają obraz pracowitego cieśli. Jednego z lepszych w miasteczku. Syna niedawno zmarłego Józefa. Miał biznes, był poważany a poszedł pociągać tłumy… Oni wpychają Boga w dobrze im znany schamat życia i codzienności. Gdyby pozwolili sobie na inne myślenie, musieliby wówczas zacząć pytać także o siebie i swoje dzieci. Musieliby założyć że i one mogą pójść w innym kierunku, zrealizować swoje powołanie zgoła odmiennie niż  to założyli ich rodzice. Tu jest wielki problem posuszeństwa Bogu i człowiekowi, zwłaszcza, gdy te dwa wołania – ludzkie i boskie – zaczynają być rozbieżne.

Postawa taka prowadzi do zatwardziałosci serca i KUSZENIA BOGA -JEzus wypowiada te ich niewypowiedziane myśli. „UCZYŃ I TU TO CZEGO DOKONYWAŁEŚ GDZIE INDZIEJ – DOKONAJ I TU CUDÓW!!!” – innymi słowy – przekonaj nas. Udowodnij nam! Człowiek stawia się ponad Boga – zaprasza Boga na egzamin z boskościdokonywany według ludzkich zasad, reguł i zadań… Pycha wygina spojrzenie i zdolność słuchania:

(Łk 4, 21-30)
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście”. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?” Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”. I dodał: „Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Jezus bardzo uciera im nosa. Dotkliwe przykłady. Wy żyliście obok mnie. Znacie mnie. Jesteście izraelczykami. Kusicie mnie iwystawiacie na próbę. A to ludzie niewierzący dostają znaki zamiast was. To niewierzący pokazują pokorę i otrzymują od Boga takei znaki jakich wy od Boga ŻĄDACIE w swej pysze. Bóg przez historię pokazywał jak się obchodzi z pysznymi. Wiele było wdów w izraelu – a przyszedł poza izrael! Wiele było trędowatych – a uzdrowił pokornego poganina! POKORY!!!

Na tym właśnie polega zdrowa duchowośc i pielęgnowanie drzewa życia w swym sercu. Na działaniu PRZECIWKO PYSZE i PRZECIW SWOIM SCHAMTOM CODZIENNOŚCI. Przeciwko swojej strefie komfortu:

Oto, Duszo wybrana, sposób jego uprawiania:
Trzeba wyrwać i wyciąć chwasty i ciernie, które mogłyby z czasem zagłuszyć to drzewo lub przeszkodzić mu w wydaniu owocu. To znaczy: należy wiernie i wytrwale poprzez umartwienie i zapieranie się siebie ucinać i usuwać wszystkie zbędne przyjemności oraz próżne zajmowanie się stworzeniami, czyli: krzyżować swe ciało, strzec milczenia i umartwiać zmysły. („Tajemnica Maryi” pkt 73)

Na tym polega droga KU MIŁOŚCI – KU BOGU – KU PRAWDZIE.

Pierwsze zdanie św Pawła z dzisiejszego fragmentu listu do Koryntian:

„Starajcie się o większe DARY, a Ja wam ukażę drogę DOSKONALSZĄ”

Pracujcie nad swym wnętrzem, nad swoja duchowością, a z czasem przyjdzie niezwykły postęp ku doskonałosci.

(1 Kor 12, 31 – 13, 13)
Bracia: Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.

Bóg tak bardzo pragnie naszego wzrostu, rozwoju, naszej pracy nad sobą:

[…] po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.

Człowiek powinien utrzymywać baalns między swoją zdolnośćią poznawania zmysłowego a duchowego. Nie dać się porwać tylko w jedną stronę. Ani nie dać się porwać światu totalnie i zacząc negować duchowości i Boga. Nie może też wpaść w stagnację i odrzucić całkowicie świat. Kto nie chce pracować niech też nie je. Powinien zachować swoiste ignacjańskie „In tantum in quantum”. O tyle, o ile. Korzystać z rzeczy do tego stpnia, do którego są mu pożyteczne. Ale też odrzucać je tylko do tego stopnia, do którego są mu szkodliwe.

Bóg utkał nas jako istoty cielesno-duchowe. I w obu tych przestrzeniach – w harmonii między ciałem i duchem można tak prawdziwie odkryć rysy Stwórcy w nas. Można dotrzeć do Tego, który nas ukształtował.

(Jr 1, 4-5. 17-19)
Za panowania Jozjasza Pan skierował do mnie następujące słowo: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać”.

To Bóg jest Kreatorem, Stwórcą, POCZĄTKIEM. On wszystko przygotował, zamierzył i On też rozpoczyna. Jeśli wzywa, trzba pójść za Jego głosem…

Tą która poszła do cna, nie zostawiająć żadnej szansy na poskusy złego, jest Maryja. To Ona potrafi człowieka nauczyć właśnie takeigo zawierzenia i takiej pracy nad sobą, by człowiek się wydoskonalał. Wchodził na drogi ku DOSKONAŁOŚCI. By widziano w nim tą MIŁOŚĆ, która go utkała w łonie Matki.

Stać się dzieckiem Maryi. Zawierzyć Jej bez reszty – na przepadłe – totalnie. TO jest prawdziwa droga ku szczęściu w życiu.

Weź Mamo i przyjmij całą wolność moją, wolę moją, pamięć i rozum. Weź wszystko to co mam i posiadam. Z ręki Boga wszystko to otrzymałem i Bogu przez Twe dłonie pragnę to oddać. Ty Mamo, która znasz wolę Ojca rozporządzaj tym wszystkim. Przynieś mi tylko Miłość i Łaskę a one w zupełności mi wystarczą.

Przejdź do paska narzędzi